Warto poczytać
Dodał: |
Aktualizacja: |

Do 13/12/2016 można składać wnioski z zakresu ochrony dzieci migrujących:
Pierwszy nabór dotyczy budowy potencjału w zakresie praw i ochrony dzieci migrujących, w szczególności kwestii opieki i rodzin zastępczych dla dzieci pozbawionych opieki.
Drugi nabór dotyczy wsparcia zintegrowanych, multidyscyplinarnych, zorientowanych na dziecko działań ukierunkowanych na dzieci, które stały się ofiarami przemocy.

Więcej informacji [TUTAJ].

Dodał: |
Aktualizacja: |

W dniu 25 marca 2008 roku zostało podpisane „Porozumienie w sprawie standardowych procedur postępowania w zakresie rozpoznawania, przeciwdziałania oraz reagowania na przypadki przemocy seksualnej lub przemocy związanej z płcią wobec cudzoziemców przebywających w ośrodkach dla osób ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy”, inicjujące proces tworzenia ogólnopolskiego systemu, którego celem było przeciwdziałanie przemocy w ośrodkach dla uchodźców.

Kluczową rolę odgrywa definicja przemocy seksualnej i ze względu na płeć przyjęta w tym porozumieniu: jako każdy akt przemocy związany z płcią, obejmujący wyrządzenie fizycznej lub psychicznej krzywdy, a także groźba jego dokonania, w szczególności:

  1. doprowadzanie do obcowania płciowego;
  2. doprowadzanie do poddania się albo wykonania czynności seksualnej;
  3. prezentacja treści o charakterze seksualnym, w taki sposób, że można je narzucić osobie, która sobie tego nie życzy;
  4. pozbawianie w inny sposób wolności i integralności seksualnej;
  5. stosowanie przemocy w rodzinie.

Czy w ośrodkach ma miejsce przemoc?

Cudzoziemcy przebywający w ośrodkach doświadczają lub są sprawcami różnych form przemocy, przede wszystkim przemocy domowej. Zdarzają się także małżeństwa z małoletnimi, współżycie z małoletnimi, konflikty między cudzoziemcami, molestowanie seksualne, zastraszanie, podejrzenia gwałtu.

Mężczyźni są sprawcami przemocy domowej wobec kobiet, natomiast zarówno mężczyźni, jak i kobiety są sprawcami przemocy wobec dzieci.

Trzeba zauważyć, że osoby, które do mnie trafiają (przede wszystkim z Czeczenii), nie uważają się za ofiary / sprawców przemocy. Wynika to przede wszystkim z wpisania podległości i uległości w rolę kobiety (kobieta nie decyduje o swoich sprawach – ojciec, brat, mąż wiedzą lepiej, co jest dla niej dobre), zaś swobodnej ekspresji agresywnych zachowań w rolę mężczyzny (mężczyzna jest dominujący) oraz braku informacji (w trakcie procedury cudzoziemcy nie są informowani, że dane zachowania w Polsce uważane są za przemoc, są zabronione i grożą za nie określone kary, Urząd do Spraw Cudzoziemców (UdSC) nie prowadzi też działań informacyjno-edukacyjnych; ofiary przemocy nie wiedzą, że mogą i mają prawo szukać pomocy).

Można też wskazać następujące bariery w zgłaszaniu przemocy:

  1. rola rodziny męża (kobieta doświadcza przemocy ze strony męża i jego rodziny),
  2. wpływ opinii innych osób przebywających w ośrodku,
  3. brak poczucia, że cudzoziemcy w trakcie procedury podlegają przepisom polskiego prawa,
  4. tematy związane z seksualnością i przemocą objęte są tabu,
  5. poczucie, że sprawy rodzinne i grupowe należy rozstrzygać w gronie rodzinnym lub w grupie (bez udziału policji, sądów), a złamanie tej zasady może grozić wykluczeniem z grupy.

Warto też zauważyć, że wiele kobiet nie zgłasza przemocy, ponieważ objęte są wspólną z mężem procedurą (zgodnie z polskim prawem cudzoziemiec może złożyć wniosek w imieniu towarzyszącego mu małżonka oraz małoletnich dzieci), więc boją się, że informowanie o przemocy może negatywnie wpłynąć na procedurę męża, czego konsekwencje poniosłaby cała rodzina. Istnieje możliwość rozdzielenia procedur, ale cudzoziemki obawiają się skorzystać z tego rozwiązania, ponieważ w większości przypadków przyczyną wyjazdu były problemy mężczyzny w kraju pochodzenia (zatem kobieta uważa, że nie ma podstaw do tego, by uzyskać ochronę w Polsce).

Niezwykle istotna jest też obawa kobiet, że w przypadku rozstania z mężem stracą dzieci (zgodnie z religią i/lub tradycją dzieci należą do rodziny ojca), w związku z czym mężczyźni mogą je szantażować tak długo, jak długo trwa procedura statusowa (dopóki nie jest wydana decyzja pozytywna, istnieje prawdopodobieństwo, że rodzina będzie musiała wrócić do kraju pochodzenia, gdzie kobiecie dzieci zostaną odebrane).

Jak pobyt w ośrodku wpływa na sprawców i ofiary przemocy?

Podczas pobytu w ośrodku można zauważyć zarówno zmniejszenie poziomu przemocy (przede wszystkim dzięki uwolnieniu od wpływu rodziny męża), jak i wzrost zachowań przemocowych u osób z doświadczeniem traumy, a także ze względu na trudne doświadczenie zawieszenia w trakcie procedury, brak wpływu na swoje sprawy, długotrwały pobyt w ośrodku (trzeba podkreślić, że w Europejskiej Typologii Bezdomności i Wykluczenia pobyt w ośrodku oznacza brak domu – kategoria operacyjna „bezmieszkaniowość”).

Reagowanie na przemoc

W przypadku osób niepełnoletnich pracownicy ośrodka, szkoły i inne osoby, które mają kontakt z dziećmi z racji wykonywanego zawodu, mają obowiązek reagowania, a postępowania wszczynane są z urzędu.

W przypadku pełnoletnich ofiar przemocy wymagana jest ich zgoda, żeby wszcząć postępowanie wobec sprawcy.

W ośrodkach zapewniona jest całodobowa ochrona (przez firmy ochroniarskie zatrudniane przez administrację ośrodków), ale ochroniarze pełnią tylko funkcje stróżujące, nie mają obowiązku reagowania w przypadku, gdy dochodzi do przemocy. Ochroniarze nie przechodzą szkolenia przygotowującego do pracy z cudzoziemcami, a komunikować się z cudzoziemcami potrafią w ograniczonym zakresie.

Rekomendacje

Konieczne są regularne spotkania informacyjne (w ośrodkach panuje duża rotacja cudzoziemców), zarówno oddzielne dla mężczyzn i kobiet, jak i spotkania z małżeństwami, prowadzone przez kobiety, mężczyzn i pary trenerów. Nie należy oczekiwać wysokiej frekwencji, jednak zasięg spotkań może być większy niż bezpośredni uczestnicy spotkania. W trakcie spotkań należy informować o tym, co to jest przemoc, jakimi karami jest zagrożona (przemoc w stosunku do dzieci, dorosłych); w jednym z ośrodków w Polsce miała miejsce sytuacja, gdy ze względu na stosowanie przemocy cudzoziemce odebrano dzieci. Wpłynęło to także na pozostałych cudzoziemców, ponieważ prewencyjny charakter kary wynika nie tyle z jej wysokości (surowości), ile z pewności, że zostanie ona zastosowana. Bardzo ważne jest też informowanie cudzoziemców, że miały już w Polsce miejsce sytuacje, gdy cudzoziemka otrzymała decyzję pozytywną (ochrona uzupełniająca) ze względu na to, że była ofiarą przemocy, a w kraju pochodzenia nie mogła uzyskać efektywnej, skutecznej i trwałej ochrony przed przemocą.

Kolejnym ważnym działaniem jest wskazywanie (i ćwiczenie) pozytywnych wzorców w relacjach zarówno między dorosłymi, jak i między dorosłymi a dziećmi, a także między dziećmi.

Działania takie realizowane są przez organizacje pozarządowe i uzależnione od pozyskanego przez nie finansowania, powinny być jednak prowadzone regularnie i systemowo.

  1. http://media.wix.com/ugd/1fb8cf_a7713d02eb694d40aeabfed78a116d36.pdf
  2. http://interwencjaprawna.pl/sukces-sip-ochrona-uzupelniajaca-dla-ofiary-przemocy-domowej-z-czeczenii/

Magdalena Sadowska, dr nauk biologicznych, mgr psychologii, specjalista Psychoterapii Uzaleznień w nurcie poznawczo-behawioralnym, psychoterapeuta w nurcie Psychoterapii Ericksonowskiej, psycholog w ośrodku dla cudzoziemców.

 

 

Dodał: |

Polska wciąż pozostaje krajem zatrudniającym obywateli Korei Północnej. Co warto wiedzieć, jeżeli chcielibyśmy pomagać ludziom wykorzystywanym przez reżim?

Według najnowszych danych amerykańskiego Departamentu Stanu, opublikowanych pod koniec sierpnia br., aż 23 kraje na świecie zatrudniają obywateli Korei Północnej. Do grupy tej należą: Angola, Mjanma, Kambodża, Chiny, Kongo, Etiopia, Indonezja, Kuwejt, Laos, Malezja, Malta, Mongolia, Mozambik, Namibia, Nepal, Nigeria, Katar, Rosja, Senegal, Singapur, Tajlandia, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Polska.

Oficjalne statystyki pozwalają stwierdzić, że poza nami jedynie Malta sprowadza z Korei Północnej pracowników. Decyzja La Valetty sprzed dwóch miesięcy pozwala jednak mieć nadzieję na poważne zmiany. Malta zrezygnowała z wydawania nowych wiz dla obywateli Północy oraz zobowiązała się do usunięcia ze swojego terytorium dotychczas znajdujących się mieszkańców tego kraju. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) informowało w kwietniu br. o podobnie optymistycznych zmianach strategii wobec Pjongjangu, ale w polskiej wersji okazało się, że chodzi wyłącznie o to, że polski konsul w stolicy Korei Północnej nie wydał od początku roku ani jednej wizy dla chętnych do przyjazdu do Polski.

Koreańczycy z Północy, którzy wyjeżdżają za granicę do pracy, stanowią grupę szacowaną na 50–60 tys. Przydzielani są do rozmaitych branż, zajmują się górnictwem, budują domy (w Warszawie jedno z nowoczesnych osiedli na Wilanowie – sprawa z marca 2016 roku), zbierają owoce i warzywa, spawają kadłuby statków oraz szyją ubrania. Ich praca za granicą przekłada się na zysk dla reżimu, ponieważ dzięki takiemu zaangażowaniu do Pjongjangu płynie strumień obcych walut. Korea Północna musi szukać wszelkich metod pozyskiwania takiego finansowania, szczególnie w sytuacji, gdy na kraj nakładane są coraz ostrzejsze sankcje ze strony dawnych sojuszników.

Prawdziwych wielkości przychodu generowanego przez tysiące robotników trudno się domyślać, ale specjaliści zajmujący się tym tematem szacują je na ok. 100 mln dolarów. Mechanizm opiera się na zmuszaniu do pracy ponad miarę i standardy BHP. Oszczędza się na wszystkim, a sami Koreańczycy otrzymują jedynie część obiecanego w kontrakcie wynagrodzenia. W rezultacie praca od 16 do nawet 20 godzin dziennie przynosi im, zamiast kilku tysięcy, zaledwie 120–150 dolarów miesięcznie.

Nasz kraj znajduje się w trudnej sytuacji, ponieważ zatrudnia obywateli Północy, narażając się na krytykę społeczności międzynarodowej i obrońców praw człowieka. Jednocześnie na przypadki wykorzystywania tej grupy obywateli na poziomie raportowanym z krajów arabskich czy Rosji nie ma miejsca. A przynajmniej tak twierdzi polski MSZ.

W Polsce obowiązują dość jasne przepisy zakazujące handlu ludźmi czy pracy przymusowej – mówi Grzegorz Żukowski z Amnesty International. Sprawdzanie, czy sytuacja pracowników z Korei Północnej nie zalicza się do tych kategorii, jest w gestii polskich instytucji: prokuratury, Straży Granicznej i PIP. Powinni być oni również poinformowani, w toku różnych czynności i języku dla nich zrozumiałym, o swoich prawach i prawie obowiązującym na terenie Polski.

Doświadczenia Straży Granicznej pokazują jednak, jak trudne jest egzekwowanie mechanizmów prawnych wobec grupy mieszkańców tego kraju. Podczas konferencji poświęconej raportowi południowokoreańskiej organizacji praw Database Center for North Korean Human Rights, zorganizowanej w czerwcu br. w Warszawie przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, można było usłyszeć historie spraw, w których polskie służby były o krok od udowodnienia nieuczciwych praktyk wobec Koreańczyków z Północy, mimo to problem stanowiło już przeprowadzenie przesłuchań i spisanie zeznań. Ludzie z Północy nie chcieli zeznawać przy tłumaczach przysyłanych przez ambasadę Południa. Przedstawiciele Pjongjangu sprytnie wykorzystywali prawne kruczki, by utrudniać dochodzenia.

Amnesty International zwraca uwagę na kolejny problem – sytuacja tych osób jest o tyle trudna, że bliscy osób, które uciekły z Korei Północnej czy ujawniły naruszenia praw człowieka w tym kraju, jak wynika z różnych naszych raportów, są narażeni na poważne niebezpieczeństwo. Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, szczególnie wobec członków rodziny, w Korei Północnej jest codziennością. W tej sytuacji nawet otrzymanie prywatnego wsparcia finansowego czy rozmowa o ich sytuacji może ich dużo kosztować.

Jest to więc sytuacja, która może być rozwiązana jedynie systemowo i to po stronie państwa polskiego leży odpowiedzialność za zapewnienie, że na jej terenie nie ma miejsca na handel ludźmi czy niewolnictwo. Niektórzy z uchodźców z Korei Północnej, z którymi rozmawiałem w Seulu w maju br., przyznają, że w kraju zachodzą niewielkie zmiany na korzyść. Wspominana przez Amnesty International odpowiedzialność zbiorowa wobec najbliższych członków rodzin i dalszych krewnych rzekomych wrogów systemu nie jest już tak częstym środkiem represji jak kiedyś. Sami uciekinierzy pozostają podzieleni w zależności od tego, jak świat powinien traktować ich kraj. Z jednej strony jest pewne, że praktycznie całą pomoc humanitarną przechwytuje reżim. Z drugiej jednak izolacja międzynarodowa nie pozwoli na przedostanie się na Północ zachodniej normalności i wzorców. Trudno jednoznacznie potępić próby kontaktowania się z obywatelami Korei Północnej – czy to poprzez zatrudnianie ich za granicą, czy także na poziomie wyjazdów turystycznych do krajów leżących powyżej 38. równoleżnika. Kto wie, czy taka „normalność”, porzucenie myślenia o działaniach reżimu i podejście do ludzi z Północy jak do przedstawicieli każdego innego państwa, nie byłoby bardziej wskazane. Może to pozwoli Pjongjangowi na wejście na nowe tory rozwoju i porzucenie planu rozbudowy broni atomowej? Może okaże się w którymś momencie, że wpływy z turystyki dają więcej niż oddziały hakerów okradających światowe banki, a pracownicy Korei Północnej zawiozą do swojej ojczyzny dobre słowo z naszego kręgu kulturowego? Warto poważnie się zastanowić, czy utwierdzanie się w jednym sposobie traktowania Północy pozostaje jedynym słusznym wyjściem. W końcu Polacy w czasach PRL-u znajdowali się za granicą w podobnej sytuacji.

Według danych Urzędu ds. Cudzoziemców żaden obywatel Korei Północnej nie wystąpił o azyl ani nie złożył wniosku o ochronę międzynarodową w 2015 i w pierwszej połowie 2016 roku.

Rafał Tomański: dziennikarz, japonista. Jego pierwsza książka o Japonii "Tatami kontra krzesła" stała się bestsellerem. Druga "Made in Japan" zdobyła nagrodę internautów jednego z blogów podróżniczych. Na co dzień pisze do Rzeczpospolitej i komentuje w mediach wydarzenia związane z Azją. W kwietniu 2015 r. ukazał się pierwszy tom "Skośnym okiem", autorskiego kalendarium 2014 roku stworzonego w nowej formie, która nie pozwala zapomnieć o prawdziwych przyczynach wydarzeń, z którymi świat miał do czynienia.
Obserwator rozwoju nowych technologii pod kątem futurologicznym. Ma szerokie doświadczenie radiowe i telewizyjne. Ukończył z wyróżnieniem kurs prezenterski najwyższego stopnia Akademii TVP.

Dodał: |
Aktualizacja: |

Polski system szkolnictwa wyższego staje się z roku na rok coraz bardziej atrakcyjny dla studentów z całego światu. Dawno minęły czasy kiedy student zagraniczny na polskiej uczelni wzbudzał podziw i szczególne zainteresowanie kolegów ze studiów. W sytuacji kiedy granice pomiędzy państwami powoli się zacierają, otwierają się jednocześnie znacznie szersze możliwości akademickie dla młodych ludzi marzących o zdobyciu zawodu poza granicami swoich krajów.

Na początku 2015/2016 roku akademickiego liczba studentów polskich szkół wyższych wynosiła 1 405 133 łącznie ze studentami zagranicznymi [1], [2]. Studenci zagraniczni zaś stanowili w ubiegłym roku akademickim (według danych Głównego Urzędu Statystycznego) trochę ponad 4% (57 119) [3]. Wbrew pojawiającym się od czasu do czasu głosom, że obecnie obserwujemy gwałtowny napływ studentów zagranicznych, statystyki pokazują, iż sytuacja jest zupełnie inna szczególnie w skali całego kraju. Należy jednak zaznaczyć, że liczba studentów zagranicznych, szczególnie ze Wschodu, jednak wzrasta z roku na rok. W porównaniu do poprzedniego roku akademickiego liczba studentów zagranicznych na polskich uczelniach wyższych wzrosła o prawie 24% [4]. Nie jest tajemnicą fakt, iż większość studentów zagranicznych na polskich uniwersytetach stanowią studenci zza naszej wschodniej granicy. Są to przede wszystkim studenci z Ukrainy, Białorusi, Mołdowy, Rosji. Przyjeżdżają do Polski na studia również studenci z Gruzji, Kazachstanu, Azerbejdżanu. Największą jednak grupę wśród studentów z krajów byłego ZSSR stanowią Białorusini oraz Ukraińcy. Absolutnym rekordzistą pod tym względem jest jednak Ukraina. W 2015/2016 roku akademickim w Polsce studiowało 30 589 studentów pochodzących z Ukrainy, czyli ponad 53% studentów zagranicznych. Białorusini stanowią drugą pod względem wielkości grupę studentów obcokrajowców (4615 albo 8%) [5]. 

Studenci ze Wschodu [6] mają w Polsce kilka możliwych dróg do podjęcia studiów na uczelni wyższej. Pierwszy najprostszy (jednocześnie najtrudniejszy pod względem finansowym) to jest podjęcie studiów I lub II stopnia na ogólnych zasadach obowiązujących wszystkich studentów obcokrajowców. Są to studia płatne. Wysokość opłat za rok akademicki wacha się w zależności od pozycji danej uczelni w ogólnopolskim oraz światowym rankingu oraz popularności danego kierunku. Na Uniwersytecie Łódzkim średnio obcokrajowca zapłaci od 2000 do 3000 euro rocznie za możliwość zdobywania wykształcenia wyższego. Druga możliwość dostępna jest dla posiadaczy Karty Polaka [7]. Osoby te na podstawie Ustawy o Karcie Polaka mogą bezpłatnie korzystać z polskiego systemu oświaty. Ponadto, osoby mające udokumentowane polskie pochodzenie (czytaj Kartę Polaka), podejmując studia na I, II i III stopniu na polskich uczelniach wyższych mogą ubiegać o przyznanie Stypendium Rządu RP, przyznawanego na cały okres studiów lub na jeden rok akademicki z możliwością przedłużenia na kolejne lata studiów. Dla studentów I i II stopnia wysokość stypendium wynosi 900 zł miesięcznie. Pośredniczą w procesie rekrutacji oraz przyznania stypendiów placówki konsularno-dyplomatyczne oraz Biuro Uznawalności Wykształcenia i Wymiany Międzynarodowej w Warszawie. Konsulaty prowadzą również działalność informacyjną oraz konsultacyjną, uczestniczą również w organizacji egzaminów wstępnych dla kandydatów zza wschodniej granicy. Najczęściej są to kandydaci z Ukrainy oraz Białorusi. Możliwe jest również samodzielne uczestnictwo w procesie rekrutacji, szczególnie jeśli chodzi o studia II stopnia. Kolejną możliwością dla studentów ze Wschodu są różne programy stypendialne. Uniwersytet Łódzki obecnie jest uczestnikiem programu stypendialnego im. Konstantego Kalinowskiego oraz programu stypendialnego im. Stefana Banacha [8].
Na Uniwersytecie Łódzkim studentami zagranicznymi, w tym studentami ze Wschodu, opiekuje się specjalnie stworzona do tego jednostka administracyjna Biuro Współpracy z Zagranicą, podlegająca Prorektorowi ds. współpracy krajowej i międzynarodowej. Do podstawowych zadań w zakresie opieki nad studentami zagranicznymi zaliczane są:
• rekrutacja studentów zagranicznych;
• przyjazdy studentów zagranicznych, organizacja zakwaterowania, pomóc w zakresie formalnym;
• organizacja systemu wypłaty stypendiów, zapomóg, pośrednictwo w ubieganiu się o stypendia BUWIWM;
• przygotowanie oraz rozpowszechnienie materiałów promocyjnych oraz informacyjnych dla kandydatów zza granicy;
• przygotowanie oraz rozpowszechnienie materiałów informacyjnych w różnych językach dla studentów zagranicznych przyjeżdżających na I rok studiów.
Od momentu zgłoszenia kandydata w procesie rekrutacji do momentu przyjazdu i zakwaterowania studenta ze Wschodu opiekuję się nim pracownik BWZ. Pracownicy biura udzielają pomocy kandydatom na studia w zakresie wymaganych dokumentów, procesu rekrutacji, kwestii stypendiów i opłat, jak również w zakresie spraw logistycznych (dojazd, zakwaterowanie, kwestie formalne) również w języku ojczystym kandydata (w tym rosyjskim). BWZ organizuje również dla nowoprzybyłych studentów zza granicy spotkania organizacyjne, podczas których omawiane są najbardziej istotne kwestie dotyczące pobytu studentów oraz procesu edukacyjnego (od zakupu migawki (łódzka karta miejska) aż po wybór przedmiotów opcjonalnych. Tradycyjne jest coroczne integracyjne spotkanie zagranicznych studentów pierwszego roku na grillu organizowanym przez BWZ w ośrodku rekreacyjnym UŁ.
Poza Biurem Współpracy z Zagranicą nieodłącznym elementem „systemu opieki” nad studentami zagranicznymi są „pełnomocnicy dziekanów ds. studentów zagranicznych” (nazywanych na poszczególnych wydziałach UŁ inaczej). Poszczególne wydziały UŁ mają wyznaczonych przez władze wydziału pracowników (lub zespół osób) [9] odpowiedzialnych za opiekę nad studentami zza granicy. Do obowiązków danych pracowników należy przede wszystkim wsparcie studentów zagranicznych w procesie edukacyjnym. Najczęściej wyznaczane są regularne dyżury w trakcie których studenci mogą dostać konsultację w zakresie przedmiotów, fakultetów, lektoratów, zaliczeń, egzaminów. W działach obsługi studenta na poszczególnych wydziałach UŁ często są pracownicy do obowiązków których (wśród innych) należy obsługa studentów zagranicznych. Poza działalnością administracyjno-akademicką w zakresie opieki nad obcokrajowcami niektóre wydziały organizują różnorodne spotkania, imprezy tematyczne i wyjazdy dla swoich studentów zagranicznych. Poza tym aktywnie wspierane są procesy integracji studentów zagranicznych w środowisko studenckie.

---

[1] Szkolnictwo wyższe, stan w dniu 30.XI. 2015 r. – dane wstępne, GUS, http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/edukacja/edukacja/szkolnictwo-wyzsze-stan-w-dniu-30-xi-2015-r-dane-wstepne,8,3.html, data dostępu: 16.09.2016.

[2] Tu i dalej w tekście mowa o studentach studiów I stopnia z tytułem inżyniera, I stopnia z tytułem licencjata, jednolitych studiów magisterskich, studiów II stopnia.

[3]Z całego świata.

[4] Dane wstępne dotyczące szkolnictwa wyższego - 2014 r., GUS, http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/edukacja/edukacja/dane-wstepne-dotyczace-szkolnictwa-wyzszego-2014-r-,8,2.html,

[5] Szkolnictwo wyższe, stan w dniu 30.XI. 2015 r. – dane wstępne, GUS, http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/edukacja/edukacja/szkolnictwo-wyzsze-stan-w-dniu-30-xi-2015-r-dane-wstepne,8,3.html, data dostępu: 16.09.2016.

[6] Pod tym określeniem najczęściej rozumie się osoby pochodzące z Ukrainy, Białorusi i Rosji. W mniejszym stopniu z Kazachstanu i Gruzji.
Nie ulega wątpliwości fakt, iż obecnie Uniwersytet Łódzki jest pod każdym względem przygotowany do przyjęcia studentów obcokrajowców. Infrastruktura, zaplecze administracyjne oraz zespół profesjonalistów jak i otwartość UŁ na umiędzynarodowienie środowiska studenckiego przekładają się na ciągły wzrost liczby studentów zagranicznych na uczelni, szczególnie studentów zza granicy wschodniej.

[7] Karta Polaka to dokument potwierdzający przynależność do Narodu Polskiego. Posiadaczowi Karty przysługują uprawnienia wynikające z ustawy o Karcie Polaka, uchwalonej przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej 7 września 2007 roku.

[8] Więcej o programach: http://iso.uni.lodz.pl/studies-in-polish/stypendia, data dostępu: 16.09.2016.

[9] Na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych UŁ, w związku z istnieniem dwóch instytutów, studentami zagranicznymi opiekuje się zespół składający się z pracowników oraz doktorantów wydziału.

Andrzej Lulkowski - prawnik, politolog, doktorant Międzywydziałowych Interdyscyplinarnych Humanistycznych Studiów Doktoranckich na UŁ, Stypendysta Rządu RP. Ukończył studia prawnicze na Państwowym uniwersytecie w Brześciu (Białoruś). Absolwent Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych UŁ.   

Dodał: |
Aktualizacja: |

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie kampania jednej z gdańszczanek, która postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i przeciwdziałać żebractwu z udziałem zwierząt.

W związku z tym została stworzona grupa na FB mająca monitorować i ustalać tożsamość żebrzących psów. W opinii założycielki grupy większość psów wykorzystywanych do żebractwa pochodzi z kradzieży. Kierując się zasadą od szczegółu do ogółu, bardzo szybko jednostkowe przypadki zachowań przestępczych związanych z żebractwem urosły do tezy o istnieniu zorganizowanej siatki przestępczej. Powyższe stwierdzenie zostało przez uczestników tej grupy wielokrotnie powiązane ze społecznością Romów oraz taki komunikat został skierowany do mediów, które chwyciły temat. Jednak to co najbardziej zaniepokoiło mnie to sposób zdobywania przez jej uczestników materiału fotograficznego, który w większości przypadków odbywa się z pogwałceniem prawa do wizerunku żebrzących osób. Co więcej w wielu przypadkach autorzy zamieszczanych zdjęć pozwalają sobie na komentarze oburzenia związane ze złością i agresją ze strony żebrzących, spowodowaną fotografowaniem pomimo wyraźnych sygnałów braku zgody na zdjęcie.

Zgodnie z art.81 Ustawy o prawie autorskim:

1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:

1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;

2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Poza samym faktem rozpowszechniania wizerunku należy zwrócić uwagę na kontekst, w jakim został umiejscowiony. Nawet jeśli osoba przedstawiona w jakimś przekazie medialnym wyraża zgodę  na udostępnienie swojej postaci, to nie może zostać w niej pokazana w sposób dyskryminujący, poniżający, obraźliwy. Takie zachowanie stanowi naruszenie dóbr osobistych. Zgoda bowiem nie dotyczy samej tylko możliwości rozpowszechniania wizerunku, lecz także sposobu jego rozpowszechniania.

(Podstawa Prawna: Ustawa z 4.02.1994 r.  o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz.U. z 2006 r., Nr 90, poz. 631 ze zm.)

Ponadto do napisania tych kilku słów skłoniło mnie moja praca, w której łącze perspektywę badawczą z praktyką. Pracuję, ze społecznością Romów rumuńskich w Gdańsku od 2014 roku. Jestem też w kontakcie i współpracy z organizacjami i wolontariuszami z innych miast, które pracują z tą społecznością. W mojej pracy nie natrafiłem na ślady istnienia zorganizowanej siatki przestępczej kradnącej psy i wykorzystującej je do żebrania. Natomiast jeśli chodzi o prawa zwierząt to problematyka związaną z tym obszarem nie jest mi obojętna. Tematyką animal studies zajmuję się zawodowo od 2008 roku, pisząc i publikując na ten temat artykuły naukowe.

  1. Problem

Każdego roku w okresie sezonu letniego nasila się zjawisko zarobkowania na życie za pomocą żebractwa. Żebractwo osób dorosłych nie posiadających środków na utrzymanie nie jest w Polsce przestępstwem. Mimo wszystko żebractwo jest zjawiskiem kłopotliwym dla służb i mieszkańców miast z wielu powodów. Z jednej strony stanowi ono widoczny przejaw wykluczenia ekonomicznego współwystępującego w przypadku Romów rumuńskich z pochodzeniem etnicznym. Z drugiej strony często oznacza łamanie przepisów kodeksu wykroczeń, zabraniających natarczywego i oszukańczego żebractwa oraz żebrania w przypadku posiadania środków do życia. Ponadto temu zjawisku często towarzyszy wykorzystywanie dzieci i zwierząt do zbierania datków.

Bieda stanowi dla większości problem estetyczny i etyczny, szczególnie jak towarzyszą jej różnego rodzaju patologie i zachowania przestępcze (żebractwo z dziećmi, ze zwierzętami), które budzą często odrazę i zniechęcenie osób postronnych. Jak zauważa Elżbieta Tarkowska bieda zawsze była przedmiotem podwójnej oceny zarówno moralnej jak i estetycznej: „W  społeczeństwach tradycyjnych ubóstwo zaliczano do sfery sacrum, akceptowano je i pozytywnie oceniano. Współcześnie jest postrzegane i osądzane negatywnie, jako stan niepożądany, przeciwieństwo sukcesu, świadectwo niepowodzenia bądź niezaradności”[1].Ocena moralna w takich sytuacjach powstaje jako reakcja na emocje jakie wzbudza w nas obraz żebrzących dzieci i zwierząt. Żebracy stanowią nie tylko problem estetyczny, ale także ekonomiczny. Ich widok „zbija” ceny nieruchomości, natarczywość odstrasza klientów, obecność razi w kontraście blichtru wystaw sklepowych, a wszechobecność kwestionuje poczucie zbiorowego sukcesu[2].

  1. Romowie rumuńscy

W przypadku Romów rumuńskich żebractwo jest nieformalnym źródłem utrzymania. Dla tej grupy polskie placówki pomocy społecznej nie mają do zaoferowania wsparcia materialnego w postaci zasiłków (Większość Romów rumuńskich nie podlega ustawie o pomocy społecznej); to się dopiero zmienia pod wpływem pracy organizacji pozarządowych. Ponadto trzeba powiedzieć to jasno i wyraźnie, że mamy do czynienia z grupą etniczną posiadającą historię wielopokoleniowych prześladowań i wykluczenia ekonomicznego (Przyczyny wykluczenia Romów). Nawet tutaj w Gdańsku jeszcze na dobre nie zakończyło się śledztwo w sprawie ataku kiboli na Romskie koczowisko, a już Romowie stali się celem kolejnego ataku, tym razem skierowanego w ich sposób zarabiania na życie. Czy nam to się podoba czy nie, ten pierwszy atak omal nie skończył się pogromem, a drugi dotyka podstaw ich funkcjonowania obok naszej rzeczywistości.

Co więcej w przypadku żebrania przez Romów mamy do czynienia z determinacją adaptacji, czyli dostosowaniem się do warunków wykluczenia ekonomicznego i wypracowanie w tych warunkach taktyki przetrwania. I nawet tam, gdzie znikają warunki determinujące żebractwo, to adaptacja jako horyzont działania zostaje głęboko utrwalona – stając się elementem kultury biedy:

„Za charakterystyczne rysy tego specyficznego systemu kulturowego (kultury biedy) uważane są zwłaszcza: brak zaufania w stosunku do instytucji państwowych, solidarność ograniczona przede wszystkim do rodziny nuklearnej (czasem rozszerzonej), strategia skierowana na teraźniejszość, brak majątku, zamknięty system ekonomiczny charakteryzujący się zastawianiem rzeczy i pożyczaniem pieniędzy na wysokie procenty, wysoka tolerancja w stosunku do patologii społecznych i tendencja do ulegania im, wczesne doświadczenia seksualne, wysoka rozrodczość i częste występowanie rodzin/ gospodarstw domowych typu matrylokalnego (domostw, których zdolność do życia zależy od zarobków kobiet, przy czym kontakty mężczyzny z jego prokreacyjną rodziną są zwykle swobodne i niestałe; wtedy dla żonatego mężczyzny gospodarstwo matki staje się „domem”), częste poczucie fatalizmu, w przypadku mężczyzn słabe ego przejawiające się samochwalstwem i podkreślaniem własnej męskości itd.”[3].

Część z tych zachowań wytworzona zostaje poprzez socjalizacje doświadczenia przemocy i prześladowań policji, straży miejskiej, straży granicznej, urzędników miejskich i pracowników pomocy społecznej oraz zwykłego rasizmu (to sama się teraz dzieje w obozach dla uchodźców, dlatego Europa będzie miał duży problem w integracji tych osób). Trzeba przyznać, że rasistowski atak na koczowisko i groźba spalenia mieszkających w nim osób są bardziej socjalizujące, niż dwa lata pracy organizacji pozarządowej i powtarzanie tej społeczności, że pomożemy. Doświadczenie przemocy, brutalności i rasizmu o wiele silniej kształtuje punkt widzenia, niż praca wolontariuszy i pracowników organizacji pozarządowych. Dowodem na utrwalenie się żebractwa pozostaje fakt, że pośród społeczności Romów rumuńskich są osoby, które mogłyby zarabiać na życie inaczej, ale tego nie robią. Nie zgadzam się z dotychczas wdrażanymi przez Straż Miejską i Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie kampaniami umieszczającymi żebractwo w kontekście doktryny wyboru i wolności. Nie można nazwać wyborem wybierania ciągle tego samego. Tego rodzaju utrwalona adaptacja funkcjonuje jako przystosowanie[4].Trudno zgodzić się tutaj na to, że można żebractwo zindywidualizować do horyzontu decyzji pojedynczej osoby.

  1. Wartości

Zarówno w perspektywie socjologicznej jaki i z pozycji etyki pracy i działania z wykluczonymi imigrantami mamy do czynienia z różnymi podejściami. W kontekście żebractwa najczęściej spotykanym podejściem jest sentymentalizm, który w odróżnieniu od innych modeli oceny uznaje, że źródłem ocen moralnych są nasze emocje. Sentymentalizm[5] jako źródło ocen moralnych w teoriach etycznych najczęściej poruszany jest w przypadku kwestii dzieci, zwierząt i osób w podeszłym wieku. Rzecznicy tego pojęcia zwracają uwagę no to, że naszą troskę moralną bardzo często wywołują obrazy estetycznie kojarzone z niewinnością, czystością i brakiem wpływu na sytuację np. żebrzące dzieci, żebrzące zwierzęta. Ocena moralna w takich sytuacjach powstaje jako konsekwencja obrazów, które możemy zobaczyć gołym okiem i wywołanymi emocjami. W takiej estetyce moralnej zestawienie żebrzącego Roma z dzieckiem lub zwierzęciem, będzie zawsze budziło troskę o „niewinne” dziecko i poczucie gniewu wobec dorosłego „wykorzystującego dziecko”. Jednak kończenie naszej oceny moralnej żebractwa na współczuciu wykorzystywanym dzieciom i zwierzętom, nie pozwala na dokonanie oceny szerszego kontekstu przyczyn żebractwa, których analiza wymaga socjologicznej wiedzy w danym obszarze, nie opartej na emocjach, obrazach i populizmie. Kierując się troską i litością budowaną na estetyce bardzo łatwo przeistoczyć nasze oceny i działania w dyskryminację. Bardzo często politykę zarządzania przestrzenią miejską opiera się na sentymentalizmie (etyce), który traktuje oceny różnych zjawisk zachodzących w tkance społecznej estetycznie, czyli w oparciu o ocenę tego co możemy zobaczyć (np. kampanie nie dawaj pieniędzy żebrakom). Przywoływane w tych politykach  normy i wartości, tracą uniwersalny wymiar, traktowane są partykularnie, dzieląc społeczeństwo na lepszych i gorszych obywateli.Odwoływanie się do dyskursu higieny i czystości, połączone z patologizacją i straszeniem żebrakami, pozwala traktować przestrzeń społeczną jako obszar zarządzania, tym co może być w niej widzialne i stać się częścią współodczuwania. Do takiego języka odwołali się warszawscy radni, wprowadzając przepisy pozwalające na usuwanie bezdomnych ze środków komunikacji miejskiej. W regulaminie zapisano „osoby wywołujące odczucie odrazy otoczenia mogą być usunięte przez obsługę pojazdu”. Widzimy zatem jak moralność w tym ujęciu staje się „pałką do bicia” biednych i wykluczonych. W końcu o wiele łatwiej jest nam pokazać, że jesteśmy lepszymi od biednych i wykluczonych potępiając ich patologiczne zachowania, niż spróbować zmierzyć się ze strukturalnymi przyczynami skazującymi ludzi wykluczenie.

Bez zrozumienia skąd się biorą jakieś zachowania uznawane przez społeczeństwo większościowe za niezgodne z normami oraz bez przygotowania do pracy z tą społecznością nasze działania będą kontrskuteczne i będą skierowane na zwalczanie sposobów istnienia tej grupy, zamiast wspierać zmianę warunków popychających do żebractwa. Podstawą do pracy z biedą i wykluczonymi osobami posiadającymi bardzo często niski kapitał kulturowy i ekonomiczny jest kierowanie się zasadami odrzucającymi oceną moralną opartą na ocenie estetycznej (że coś nam się nie podoba). Bieda nie jest estetyczna, szczególnie jak towarzyszą jej różnego rodzaju patologie i zachowania przestępcze, które budzą często odrazę i zniechęcenie osób postronnych. Dopiero pokonując te estetyczne uprzedzenia możemy podjąć się pracy z osobami, które kierując się sentymentalizmem uznalibyśmy za niemoralne. Uważam, że powinniśmy wymagać tego standardu od siebie i służb odpowiadających za pracę z wykluczonymi społecznie i ekonomicznie.

  1. Dobre praktyki

Na koniec należy podkreślić, że przedstawione tutaj uwagi są poparte dobrymi praktykami, które dzieją się na razie na niewielką skalę w Gdańsku, ale w przyszłości będą poszerzane aby dotrzeć z ofertą do wszystkich zainteresowanych. Np. jeszcze w tym roku wolontariusze Fundacji Wsparcia i Inicjatyw Społecznych pracując z jedną z romskich kobiet zaproponowali, aby jej dzieci pojechały na kolonię. Matka dzieci wyraziła na to zgodę i dziewczynki zniknęły z ulicy i wzięły udział w zajęciach przygotowanych przez fundację.

Z kolei w kolejnych latach planowane jest stworzenie świetlicy do której mogłyby być oddawane dzieci, rodziców utrzymujących się z żebractwa. Planowane jest zatrudnienia streetworkera, który poprzez wybudowane zaufanie z żebrzącymi imigrantami potrafiłby do nich dotrzeć i nakłaniałby żebrzące osoby do przekazywania dzieci do świetlicy. Dla świetlicy opracowany zostanie program pracy z dziećmi. Rozwiązanie to ma mieć charakter dobrowolny oraz byłoby pilotażową próbą ograniczenia zjawiska żebractwa.

Tomasz Nowicki

Przypisy:

[1] E. Tarkowska, (2006).Ubóstwo i wykluczenie społeczne. Koncepcje i polskie problemy. W: J. Wasilewski (red.), Współczesne społeczeństwo polskie. Dynamika zmian, Warszawa: Scholar.

[2] J. Urbański Żebrak kowalem własnego losu, Rozbrat.org,  http://www.rozbrat.org/publicystyka/kontrola-spoeczna/482-zebrak-kowalem-wlasnego-losu, dostęp 2016-07-12.

[3] [4] Jakoubek M. , Przyczyny „romskiej” przestępczości, w: Studia Romologica, red. A. Bartosz, nr 3, wyd. Muzeum Okręgowe w Tarnowie, Tarnów 2010. http://www.studiaromologica.pl/wp-content/uploads/studia_romologica-3-2010.pdf

[5] O sentymentalizmie wobec zwierząt pisze J. Baudrillard, w: Symulakry i symulacja, wyd. Sic!, Warszawa 2005; zob. także hasło emotywizm.

Dodał: |
Aktualizacja: |

Debatę publiczną w Polsce na temat uchodźców kształtuje wiele czynników od partykularnych interesów partyjnych, przez różne warianty mowy nienawiści, po budowanie atmosfery zagrożenia i strachu. 

To co łączy te narracje można nazwać: polityką tożsamości; pytanie o to: „Co robić ?” zajmuje bardziej podstawowe pytanie o to „Kim jesteśmy?”. To pytanie po raz pierwszy zostało wyartykułowane w pisanej na zamówienie amerykanów książce Huntingtona „Zderzenie cywilizacji”. Obecnie odpowiedź na pytanie: „Kim jesteśmy?”, zajęła centralne miejsce w debacie publicznej – każde państwo udziela odpowiedzi. Odpowiedź musi zawierać określenie własnej tożsamości kulturowej, która wyznacza miejsce w polityce międzynarodowej, przyjaciół i wrogów.

W ostatnich miesiącach wyraźnie mogliśmy odczuć zaostrzenie się ksenofobicznego dyskursu i narastanie nastrojów nacjonalistycznych w Polsce. Z raportu prokuratury krajowej (oraz MSWiA i mniejszości narodowych) dotyczącego przestępstw z nienawiści wynika, , że lawinowo wzrosła liczba postępowań (2015 r. - 1548 prowadzonych spraw, w 2014 r. - 1365, w 2013 r. - 835, w 2012 r. - 47).

Dyskurs nacjonalistyczny wzmacnia reprodukcję narodu jako wyjątkowej wspólnoty wyobrażonej, oparty na doświadczeniu homogeniczności własnej grupy, pozwala na zaimportowanie obecnej od lat 80’ na zachodzie konstrukcji muzułmana jako cywilizacyjnego zagrożenia. Niemniej gruntem umożliwiającym dokonanie recepcji muzułmanów jako wroga polskiego narodu, jest obecny w polskim społeczeństwie antysemityzm. Antysemityzm, który został uśpiony i wyparty ze społecznej świadomości. Mimo wysiłku  wkładanego w zapominanie, z jakichś powodów w wywołanej w Polsce panice moralnej wobec imigrantów, pojawiają się Żydzi. Na protestach antyimigranckich palona jest kukła przedstawiająca Żyda, na marszach ONR-u tłum nawołuje do wieszania na drzewach syjonistów, czy też „Do Rzeczy” publikuje okładkę nawiązującą do przedwojennego antysemityzmu. Zresztą to nie pierwszy tego typu przypadek, wystarczy przypomnieć okładkę „W sieci”, przedstawiającą gwałconą kobietę z tytułem „Islamski gwałt na Europie”, która jest kalką z przedwojennej antysemickiej propagandy.

 

Aby zrozumieć trajektorie kierunku w jakim podąża polska debata dotycząca imigrantów i uchodźców, musimy zastanowić się na społecznym wymiarem takich zjawisk jak mowa nienawiści, wiktymizacja oraz konstruowane kozła ofiarnego.

W kwietniu 2016 roku na Uniwersytecie Gdańskim odbyła się konferencja „Patologie Współczesnego Świata. Imigranci - ofiary czy sprawcy patologicznych procesów współczesnych?”.  W tym samym miesiącu sejm przyjął uchwałę w sprawie polityki imigracyjnej Polski, w której sprzeciwiono się przyjmowaniu uchodźców i mechanizmowi relokacji. W uzasadnieniu uchwały mogliśmy przeczytać, że postawa polskiego rządu spowodowana jest przez „rosnące napięcia społeczne, których przyczyną jest nadmierna fala migracji z Bliskiego Wschodu do Europy”. Warto przyjrzeć się tym konstrukcjom uzasadnień i zastanowić się, czy nie są one jedynie bardziej subtelnymi wariacjami hasła „Witajcie w piekle zbłąkane owieczki”, które mogliśmy w ostatnich miesiącach oglądać na marszach przeciwko wpuszczaniu imigrantów. Zwracam uwagę na te przypadki, bo mamy w nich do czynienia z czymś więcej niż, że zwykłem ulicznym czy też politycznym populizmem. W sytuacji, kiedy tworzymy jest sojusz wiedzy i władzy, widzimy jak na naszych oczach rodzą się w Polsce elity symboliczne, które starają się reprodukować homogeniczną  wizję narodu opartą na pogardzie i lęku wobec wyobrażonego obcego.

Trudno zgodzić się wyjaśnieniem organizatorów konferencji, jakoby włączając imigrantów w ramy współczesnych procesów patologicznych chcieli dokonać tylko prowokacji (bo takie wyjaśnienie podają). Z tego samego rodzaju mirażem pojęciowym mamy do czynienia w anty-uchodźczej uchwale polskiego sejmu. W obu przypadkach dokonuje się wyjścia od pierwszo osobowej formy liczby mnogiej, czyli od pozycji suwerennego sprawstwa i wpływu na kształt polityki Polski, po czym płynnie przechodzi się do formy trzeciej osoby liczby mnogiej, czyli obiektywnego, naukowego wyjaśnienia własnego stanowiska, którym próbuje się wymazać nasz wpływ na opisywaną sytuację. W tekście uchwały te momenty wyglądają następująco: „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej negatywnie ocenia decyzję Rady Unii Europejskiej z dnia 22 września 2015 r. w sprawie relokacji 120 tys. uchodźców oraz poparcie w głosowaniu na forum Rady Unii Europejskiej przez ówczesny rząd Rzeczypospolitej Polskiej tej decyzji wbrew stanowisku pozostałych państw Grupy Wyszehradzkiej i Rumunii.” Po czym w kolejnych zdaniach formułuje tezę o braku wpływu „na rosnące napięcia społeczne, których przyczyną jest nadmierna fala migracji z Bliskiego Wschodu do Europy”. Pomijając sam fakt językowej nieporadności, to co najbardziej uderza w tym stanowisku to kłamstwo o braku odpowiedzialności za rosnące niepokoje społeczne i narastające napięcia.

Muzułmanie jako kozioł ofiarny

Wspomniane przez polski rząd napięcia społeczne nie mają nic wspólnego z realnie istniejącą możliwością napływu uchodźców do naszego kraju, tylko z jego własną polityką strachu wobec obcych. Z czym mamy do czynienia, czego obawia się Polski rząd i społeczeństwo? Aby udzielić odpowiedzi na te pytania musimy powiedzieć, że współwystępowanie takich zjawisk jak antysemityzm bez Żydów, antycyganizm bez Romów, czy też islamofobię bez muzułmanów wymagają oddziaływań społecznych wspierających mechanizm wytwarzania kozła ofiarnego. Niedawne badania Centrum Badań nad Uprzedzeniami na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego pokazały, że w Polsce jest więcej antysemitów niż Żydów, co drugi Polak wierzy w spisek żydowski, i uważa, że za dużo mówi się o Holokauście. Przy czym należy dodać, że oficjalne statystki urzędu ds. cudzoziemców mówią o 212 tysiącach imigrantów w Polsce (dane ze stycznia 2016 roku). Przy 38 milionach Polaków mamy zatem do czynienia z imigracją na poziomie 0,6 %, co oznacza, że w przypadku liczby cudzoziemców trudno nawet mówić o błędzie statystycznym.

Za przykład wytwarzania kozła ofiarnego niech nam posłuży gdańska konferencja, której organizatorzy postawili imigrantów w roli ofiar bądź sprawców współczesnych procesów patologicznych. Przy czym tezę, o tym że mamy do czynienia ze współczesnymi procesami patologicznymi, czyli stanem chorobowym jakim w oczach organizatorów konferencji są osoby posiadające doświadczenie migracyjne tj. takie, które przemieściły się z jednego miejsca w drugie; stawia się jako bezdyskusyjną. Z cała pewnością organizatorom nie chodziło o oczywistość sprawstwa przemieszczenia się z jednego miejsca w drugie, które trudno uznać za proces stawania się ofiarą. Natomiast jeśli pozostaniemy w ramie normatywnej uczestnictwa imigrantów w patologiach współczesnego świata to dokonamy włączenia w proces społeczny, w którym rozróżnienie na sprawstwo bądź ofiarę traci sens. Mówiąc wprost, uczestnictwo ofiary w procesie patologicznym, może jedynie polegać na znalezieniu się pod wpływem czynników patogennych. Owszem uchodźcy bo o nich była głównie mowa podczas konferencyjnych wystąpień są ofiarami działań zbrojnych w Syrii i innych regionów bliskiego wschodu, ale nie ma to nic wspólnego z imigracją jako zjawiskiem patologicznym. Dotychczas w naukach społecznych przez patologie społeczne rozumiało się czynniki, które zakłócają równowagę społeczną takie jak nieprzestrzeganie ogólnie przyjętych norm i wartości. Są to np. alkoholizm, narkomania, przestępczość, dewiacje seksualne, samobójstwa, czy prostytucja. Czy to nam właśnie próbowali powiedzieć organizatorzy tej konferencji nadając imigracji ramę patologii społecznej? Że tego typu zagrożenia niesie za sobą imigracja? Może chodzi o to, że przemieszczenie się z jednego miejsca i zamieszkanie w innym narusza ogólnie przyjęte normy i wartości?

Niemniej omawiany tutaj przykład nie byłby symptomatyczny dla atmosfery w jakiej dyskutuje się w Polsce o uchodźcach, gdyby nie fakt, że język zagrożenia epidemiologicznego oraz medykalizacja zagrożenia jakie niosą, ze sobą uchodźcy stał się udziałem mainstreamowej debaty. Jeszcze w ubiegłym roku Jarosław Kaczyński nawiązując do kwestii przyjęcia przez Polskę uchodźców miał powiedzieć: – To są kwestie związane z różnego rodzaju niebezpieczeństwami w tej sferze. Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne. To nie oznacza, żeby kogoś dyskryminować... Ale sprawdzić trzeba.

Następnie prezes Prawa i sprawiedliwości wyjaśnił, że mówiąc o uchodźcach miał na myśli muzułmanów. Innymi słowy prezes rządzącej obecnie w Polsce partii politycznej mówiąc o różnicy kulturowej (obcości muzułmanów) miał na myśli zagrożenie biologiczne. W sytuacji kiedy nawiązując do różnicy kulturowej zaczynamy mówić o różnicy biologicznej, zaczynamy mieć do czynienia z rasizmem. Podobnie choć nieco subtelniej dokonuje się urasowienia imigrantów w dyskursach akademickich, które procesy imigracyjne opisują jako patogenezę choroby świata. Bo z tym mieliśmy, między innymi do czynienia ostatnio na Uniwersytecie Gdańskim, kiedy organizatorzy konferencji naukowej nadając ramy imigracji posłużyli się sformułowaniem: „Patologie Współczesnego Świata. Imigranci - ofiary czy sprawcy patologicznych procesów współczesnych?”. Później było już tylko gorzej, w pewnym momencie jeden z profesorów i zarówno gospodarz konferencji opisując kolor skóry muzułmanów użył zwrotu, że są „lekko podwędzani” oraz usprawiedliwiał przedwojenny antysemityzm.

Ujmowanie takich zjawisk społecznych jak imigracja, a dokładniej imigrantów rozpoznawanych jako muzułmanie w ramy terminów medycznych takich jak patologie, choroby i zagrożenie epidemiologiczne nawiązuje wprost do znanego z XX wieku antysemityzmu. Stąd też wspomniane na początku społeczne zaplecze do adaptacji nowej odsłony antysemityzmu, gotowe jest wchłonąć na wspólnym gruncie rasową niechęć do semitów, którymi są także arabowie. W końcu to nie wyobrażeni „My” mordowaliśmy Żydów ale „Oni” (Niemcy). Niechęć do muzułmanów przebraną w kulturowe zagrożenie dla Polski i chrześcijaństwa, trudniej złapać na ekscesie rasistowskim. Jednak jak pokazują przykłady z polskiej debaty na temat uchodźców, z łatwością można się zorientować jak kod kulturowy na temat Islamu płynnie przechodzi w dyskursie publicznym w kod biologiczny, mówiący o zagrożeniu dla polskiej tkanki społecznej i zdrowia narodu. W takim duch wypowiadał się czasie kampanii prezydenckiej Paweł Kukiz, mówiący o tym, że (polski) byt etniczny może zostać zagrożony. Zresztą jak zobaczymy dalej dyskurs higieny i czystości staję się już w niektórych miejscach Polski elementem obowiązującego prawa.

Tego typu działania i praktyki akademickie wpisują imigrantów (w tym uchodźców i muzułmanów) w mechanizm wytwarzania kozła ofiarnego, bo jak inaczej rozumieć alternatywę między ofiarą bądź sprawcą współczesnych procesów patologicznych, czy też alarmowanie o epidemiologicznym zagrożeniu?

Mechanizm kozła ofiarnego polega na tym, że określona grupa społeczna w momencie zagrożenia, kryzysu bądź dezintegracji w celu powrócenia do stanu utraconej równowagi, znajduje sobie ofiarę, która staje się przedmiotem zbiorowej agresji całej grupy. Agresja wobec kozła ofiarnego może przybierać różne postacie oprócz zagrożenia życia i przemocy fizycznej jest to również wykluczenie symboliczne dokonujące się np. w obszarze języka. Często temu zjawisku towarzyszą uzasadnienia i wyjaśnienia, że ofiara ponosi winę za nieszczęście lub niebezpieczeństwo, które spowodowało kryzys i dezintegrację grupy. Przy czym warto zauważyć, że kozioł ofiarny w uzasadnieniach agresji przybiera zarówno postać ofiary jak i sprawcy, ponieważ sprawcę też należy ukarać dla dobra społeczności. Ideologiczny model kozła ofiarnego stara się podkreślić, że grupa, która staje się kozłem ofiarnym nie jest niewinną i bezradną mniejszością, ale społecznością, która jest silna, przebiegła i niebezpieczna. Agresja nie ustaje nawet w przypadku rozładowania społecznych napięć.

Warto zwrócić uwagę jeszcze na to, że mechanizm ten posiada dwa komponenty estetyczny i instrumentalny i tak np: Żydzi byli nazywani patologią społeczną- robactwem, szczurami (element estetyczny), ale jednocześnie byli przebiegłymi bankierami i lichwiarzami (element instrumentalny). Muzułmanie z kolei porównywani są do zalewającej Europę fali , ciapatych, dzikusów (estetyka) a jednocześnie są chytrzy i niebezpieczni jako terroryści, gwałciciele i Ci, którzy idą po nasz mityczny socjal. Uprzedzenia tego rodzaju, są niezależne od stanu faktycznego, muzułmanie w Polskich mediach przedstawiani są jako posiadający niebezpieczne zdolności i złe intencje. W tej ideologii próbuje się wpłynąć na nasze zachowanie i wyobrażenia, zastępując tym samym społeczne roszczenia dotyczące frustracji wynikających z braku zaspokojenie podstawowych potrzeb. Posługiwanie się ideologią kozła ofiarnego ma także charakter formacyjny, podtrzymuje zaangażowanie i pozwala na konstruowanie bytu narodowego z silnym komponentem nacjonalistycznym, który opiera się na budowaniu opozycji przyjaciel – wróg. Zresztą tego typu narrację obserwujemy w Polsce w powtarzanych i odmienianych na wszelkie możliwe przypadki przez rząd nawiązaniach do figury suwerena i suwerenności. Wygląda to trochę jakby polscy politycy naczytali się Carla Schmitta i zrozumieli z niego tylko te dwa wyrazy: suweren/suwerenność. Mimo, to należy przyznać, że narastające przypadki rasistowskich ataków na imigrantów w Polsce potwierdzają skuteczność ideologii kozła ofiarnego i pozwalają na podtrzymywanie zaangażowania.

Wiktymizacja uchodźców

Będące składową mechanizmu kozła ofiarnego wykluczenie symboliczne wzmacniane jest w obszarze języka poprzez wiktymizację ofiar. Umieszczanie ludzi uciekających przed wojną i głodem w ramę patologicznych procesów, można uznać za tego rodzaju proces. Imigranci stają się zatem ofiarami przemocy języka. Bo tym właśnie jest dokonywane w polskiej debacie publicznej włączenie imigrantów i imigracji w kontekst uczestnictwa w procesach chorobowym.

W przypadku uchodźców wiktymizacja ma miejsce, kiedy dochodzi do ataków na cudzoziemców, rozpoznawanych jako potencjalni uchodźcy. Figura uchodźcy pełni w nich jedynie rolę fasadowego pretekstu do użycia siły, racjonalizacje powstają wtórnie do agresji, są raczej ich przyczyną. Mam tutaj na myśli to, że z punktu widzenia sprawcy krzywdzi on imigranta dlatego, że jest on winny, a nie z powodu własnych uprzedzeń.

Bezprawne zatrzymanie i napaść przez pracowników agencji ochrony na legalnie przebywającego w Polsce Syryjczyka w Zgorzelcu najlepiej ilustruje, skrywane za mechanizmem wiktymizacji intencje, w oświadczeniu grupy „Fenix” występują wszystkie wspomniane wyżej mechanizmy: „Po ujęciu mężczyzny, okazało się, że nie jest on obywatelem RP i nie posiada przy sobie dokumentów wydanych przez organy właściwe na terenie RP, zezwalające na pobyt na terenie naszego kraju (napaść i wskazanie winy ofiary). Pochodzenie zatrzymanego, wskazywało na tereny objęte konfliktem z ISIS, stąd nasi pracownicy podjęli decyzję o zawiadomieniu odpowiednich służb –tj. Straż Graniczna. Nie widzimy w tym zachowań o podłożu rasistowskim a jedynie uzasadnione obawy, mające na uwadze wydarzenia z 2015 roku m.in. z Paryża (uzasadnienie dokonane po napaści).

Społeczną wtórną wiktymizację w przypadku ofiar napaści dokonuje się poprzez komentarze umieszczone na stronach internetowych czy portalach, które nawet w przypadku informacji opisujących akty agresji wymierzone w imigrantów, chwalą sprawców, a ofiary opisują posługując się zawistnymi i pogardliwymi  uprzedzeniami, skutkującymi potępieniem i stygmatyzacją. Zjawiskiem współwystępującym w takiej stygmatyzacji jest publikowane wizerunku ofiar napaści i przemoc symboliczna. W przypadku grupy „Fenix”, było to opublikowanie zdjęcia  zatrzymanego cudzoziemca i pochwalenie się na swoim internetowym profilu z dokonanego aktu agresji. Niemniej tego typu przypadki zdarzają się w Polsce nagminnie w przypadku Romów rumuńskich, których wizerunki stały się symbolem żebractwa i co roku przed turystycznym sezonem ilustrują większość tekstów pokazujących biedę i wykluczenie ekonomiczne.

Mowa nienawiści

Z powyższej analizy wynika, że wyjątkowo groźnym zjawiskiem jest występowanie w dyskursie publicznym przekazów szerzących uprzedzenia i atakujących mniejszości. Ostatnio nie ma właściwie tygodnia, w którym nie docierały by do nas takie przekazy, prawicowe media prześcigają się w pomysłach na straszenie polskiego społeczeństwa zalewającą nas falą imigrantów i  straszeniem muzułmańskim zagrożeniem terrorystycznym. Nie oznacza to od razu istnienia prostego determinizmu między propagowaniem uprzedzeń i nawoływaniem do przemocy względem imigrantów, ale jak wskazują badacze tego zjawiska dyskurs nienawiści stanowi istotny czynnik zwiększający szansę wystąpienia radykalnych działań. Niepokojącym zjawiskiem jest wejście mowy nienawiści do głównego nurtu debaty publicznej, odbywające się poprzez walkę z polityczną poprawnością, nazywaną przez prawicowe elity lewicową cenzurą. W maju tego roku Beata Szydło zlikwidowała Radę do spraw Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i związanej z nimi Nietolerancji wyjaśniając, że jej dalsze funkcjonowanie w opinii prezesa rady ministrów jest bezcelowe.

W przypadku interesującego nas problemu dotyczącego mowy nienawiści skierowanej wobec muzułmanów, cechą kwalifikującą część publicznego dyskursu do tej kategorii są te wypowiedzi, której przypisują muzułmanom szczególnie negatywne cechy lub wzywają do działań dyskryminacyjnych. Do tej kategorii zaliczyć można próby opisania muzułmanów poprzez medykalizację, patologizację oraz inne działania mające na celu wzmocnienie postrzegania tożsamości kulturowej jako naturalnej (biologicznej) tj. przypisanej, a nie będącej wynikiem decyzji. Przy czym przypisanie tych cech jako naturalnych dokonywane jest z pominięciem głosu muzułmanów, naturalność zostaje im narzucana przez osoby reprodukujące uprzedzenia.

W Polsce mamy do czynienia z eskalacją mowy nienawiści. Dostrzeżenie znaczenia jakościowej zmiany, w jakiej pojawiają się internetowe wpisy jest tutaj bardzo istotne, pozwala nam przyglądać się społecznym fantazjom i postawom pozbawionym cenzury i hamulców. Przez długi czas tego rodzaju wpisy przyjmowały anonimową postać, osoby nawołujące do nienawiści nie chciały ujawniać swojego wizerunku i podpisywać się imieniem i nazwiskiem. Tym czasem od pewnego momentu, to co było elementem wstydu i perwersyjnej fantazji, staje się obecnie w Polsce częścią naszego publicznego wizerunku, czyli tego, jak chcemy, aby widzieli nas inni.  Do tej pory to, co mówiliśmy publicznie, podlegało naszej wewnętrznej cenzurze - bardzo rzadko ktoś otwarcie mówił o wysyłaniu ludzi do komór gazowych, o mordowaniu innych, czy też o konieczności uruchomienia krematoriów w Auschwitz dla muzułmańskich uchodźców. Doszło jednak do istotnego przesunięcia - to, co do tej pory było obciachowe, wstydliwe, nie do wypowiedzenia (chyba że przy piwie z kumplami, lub we własnych myślach), stało się częścią dyskursu publicznego, składową tożsamości wspólnoty narodowej. Ludzie otwarcie, z imienia i nazwiska przyznają się do rasizmu, islamofobii, antysemityzmu i ksenofobii; najgorsze wulgaryzmy, pełne nienawiści komentarze, fantazje na temat tego, co "im" zrobimy, wyszły na światło dzienne. Język debaty publicznej oraz protestu społecznego przestał jakiś czas temu służyć do dyskusji, lecz stał się formą wyrażenia nienawiści wobec  obcego kulturowo muzułmanina. Niepokojące jest rosnące przyzwolenie społeczne na tego typu zachowania, w przypadku gdy policja i prokuratura nie reagują, to mamy problem zarówno instytucjonalny jaki i społeczny. Niemniej poprawność polityczna nie zanika w polskiej debacie publicznej, z tym ,że dzisiaj praktycznie bezkarnie można krzyczeć: „Jebać Islam”, „Wy macie meczety, my mamy maczety” albo „Zrobimy z wami to co Hitler z Żydami”; islamofobia wraz z antysemityzmem stają się także częścią języka elit politycznych ,a jednak mimo to, za obrazę (katolickich) uczuć religijnych można zostać pozbawionym wolności i publicznie ukaranym.

Ludzie, którzy są gotowi publicznie wypowiadać groźby, są również gotowi wprowadzić je w czyn. Tak było niedawno w Gdańsku, gdzie grupa kiboli najpierw zagroziła romskiej rodzinie atakiem, po czym po trzech godzinach wróciła i ataku dokonała. To, że omal nie doszło pogromu oddaje relacja jednego z poszkodowanych: - Ukryliśmy się wszyscy w lesie, moja córka musiała zasłaniać usta swojemu rocznemu dziecku aby nie płakało. Baliśmy się, że ci bandyci nas usłyszą i po nas pobiegną.- relacjonuje Contstantin. – Chowaliśmy się w lesie do 4:00 rano, cała noc nie spaliśmy. Co mamy teraz zrobić, gdzie mamy pójść, nie możemy tu zostać. Nie jest bezpiecznie.

Do tego należy dodać, że do napaści doszło pomimo, że służby policji zostały poinformowane o zagrożeniu kilka godzin przed napaścią i je zignorowały.

Polityka tożsamości

Jedną ze składowych polskiej tożsamości narodowej jest religia chrześcijańska. Jeśli uznajemy światopogląd religijny za uczucie, które należy szczególnie chronić, to w istocie uznajemy pewne roszczenia światopoglądowe za szczególnie niepodważalne i trwale wpisane w czyjąś tożsamość (urasowienie religii). Wtedy krytyka czyjegoś poglądu staje się atakiem na tożsamość drugiego człowieka. Robi się natomiast niebezpiecznie jeśli krytyka jakiejś religii stając się dobrem osobistym jej wyznawcy, zagraża wolności krytykującego, który może być z tego powodu pozbawiony wolności. Oznacza to, że przestajemy traktować język jako miejsca konfliktu i sporu a zaczynamy traktować go już wyłącznie jako akt tworzenia siebie poprzez mówienie. Jeśli nie możemy już się o coś spierać to konflikt sprowadza się do zderzenia tożsamości, mamy wtedy już tylko możliwość wygrania konfliktu poprzez zniszczenie albo ograniczenie czyjejś tożsamości. To właśnie miało miejsce w Paryżu, kiedy zamachowcy zamienili słowa i możliwość spierania się na karabin i kule (Charlie Hebdo). Mimo wszystko atak w Paryżu był zamachem na wolność słowa, a w Polsce jest to prawem (Art. 196 Kodeksu Karnego „obraza uczuć religijnych”) – prawem do niszczenia czyjegoś życia dlatego, że myśli o jakiejś religii inaczej, niż osoba w nią wierząca. W Polsce zamieniamy możliwość toczenia sporu i konfliktu o religii w przemoc sądowego i policyjnego aparatu ścigania.

W takiej sytuacji słowa przestają mieć znaczenie, ludzie zamiast ze sobą rozmawiać mogą jedynie wzajemnie się obrażać i atakować. Natomiast konflikt polityczny zaczyna przybierać kształt rytuału tożsamościowego, nie spieramy się już o racje, lecz o to kim jesteśmy. Pamiętam jak całkiem niedawno próbowałem rozmawiać z osobą o prawicowych poglądach na temat polityki imigracyjnej, dialog jednak nie był możliwy ponieważ mój rozmówca zamiast koncentrować się na przedmiocie sporu, próbował jedynie określić kim jestem i jak nazwać moje poglądy.

Mając do czynienia z polityką tożsamości, w której identyfikacja innego, odbywa się poprzez odwoływanie się do higieny społecznej i dbałości o przetrwanie homogenicznej polskiej tkanki społecznej, politykę traktuje się jako estetykę. W tym języku  odwoływanie się do norm i wartości, traci uniwersalny wymiar, a zaczyna być traktowane partykularnie, jako to co nas dzieli, jako część interesu narodowego. Polscy politycy mogą zatem bezceremonialne twierdzić, że Polska, o ile przyjmie jakiegoś uchodźcę, to zrobi to pod warunkiem, że będzie on chrześcijaninem. Odwoływanie się do dyskursu higieny i czystości, połączone z patologizacją i straszeniem zagrożeniem epidemiologicznym, pozwala traktować przestrzeń społeczną jako obszar zarządzania, tym co może być w niej widzialne i stać się częścią współodczuwania. Do takiego języka odwołali się warszawscy radni, wprowadzając przepisy pozwalające na usuwanie bezdomnych ze środków komunikacji miejskiej. W regulaminie zapisano „osoby wywołujące odczucie odrazy otoczenia mogą być usunięte przez obsługę pojazdu”.

Nie sposób zignorować opisywane wydarzenia i traktować je jako peryferie naszego języka, problem polega na tym, że stanowią one centrum dzisiejszego dyskursu w Polsce. Powinniśmy zdać sobie sprawę, ze skali niebezpieczeństwa wynikającego z wykluczenia obcych i wpuszczenia na salony polskiej polityki kulturowego rasizmu. Wystarczyło zaledwie kilka miesięcy, aby ksenofobiczne hasło: „ Witajcie w piekle zbłąkane owieczki”, stało się rzeczywistością dla imigrantów w Polsce.

 Tomasz Nowicki

*Tekst pierwotnie ukazał się w papierowym wydaniu Le Monde Diplomatique w czerwcu 2016

 

Dodał: |

Do 15 lipca 2016 roku Fundacja Batorego przyjmuje wnioski na dotacje dla organizacji zajmujących się przeciwdziałaniem dyskryminacji oraz ochroną praw osób doświadczających dyskryminacji i przemocy, szczególnie ze względu płeć i orientację seksualną. W programie wspierane są również organizacje zajmujące się kontrolą władz i instytucji publicznych pod kątem poszanowania praw człowieka i przestrzegania zasad i standardów demokratycznego państwa prawa.

Więcej informacji o konkursie można znaleźć [TUTAJ]

Dodał: |
Aktualizacja: |

Do 10 lipca 2016 r. można złożyć wniosek w konkursie na działania Krajowej Platformy Współpracy na rzecz Integracji. W ramach konkursu instytucje i organizacje członkowskie Platformy mogą nie tylko zaproponować kolejne działania Platformy, ale również uzyskać środki na ich realizację. 

Jednocześnie informujemy, że w dniu 30 czerwca (czwartek) w godz. 15.00 – 17.00, w Warszawie obędzie się spotkanie konsultacyjne, na którym będziemy można uzyskać odpowiedzi na wszystkie pytania związane z konkursem.

Konkurs realizowany jest w ramach projektu „Zwiększenie efektywności zarządzania migracjami” realizowane przez IOM i UdSC, współfinansowanego przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami UE.

OSOBY ZAINTERESOWANE OTRZYMANIEM INFORMACJI O KONKRUSIE I FORMULARZA WNIOSKÓW (PL, EN) PROSIMY O KONTAKT:  

Dodał: |
Aktualizacja: |

Nikogo chyba nie trzeba przekonywać do tego, że w społeczeństwach europejskich, w tym w Polsce, obserwuje się wzrost ksenofobii. Ostatnie miesiące pokazują dobitnie wzrost postaw antyimigranckich i antyuchodźczych, zamykanie się w swojej grupie, a także niestety przypadki przemocy na tle rasowym i religijnym. Obserwując nawet wydarzenia ostatnich tygodni, widzimy przejawy takich postaw – od protestów grup skrajnie prawicowych przeciwko imigrantom w Warszawie, Sztokholmie czy Pradze poprzez akceptowanie pełnych nienawiści słów o uchodźcach i broniących ich osobach (vide przypadek Mariusza Pudzianowskiego atakującego osobiście Joannę Grabarczyk, działaczkę organizacji „Hejt Stop” za to, że złożyła na niego doniesienie do prokuratury o używaniu mowy nienawiści w Internecie) aż po zastraszanie i pobicia osób o wyglądzie „bliskowschodnim” (ochroniarze ze Zgorzelca, którzy ścigali i nieprawnie zatrzymali oraz wylegitymowali mężczyznę za sam wygląd, pobicia obcokrajowców w Poznaniu, Warszawie i innych miastach). Powstaje pytanie o przyczyny takiego stanu rzeczy. 

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

7 kwietnia 2016 r. na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM (ul. Szamarzewskiego 89, 60-568 Poznań) odbędzie się ogólopolska konferencja naukowa "Pedagog, nauczyciel, doradca, terapeuta w sytuacji zróżnicowania kulturowego". Więcej informacji [TUTAJ].

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

[TUTAJ] można się zapoznać z raportem badawczym  „Cudzoziemcy w Warszawie, czyli jak zmierzyć się z nieuniknionym”, który powstał w wyniku projektu pn. „Wzmocnienie trafności i skuteczności działań na rzecz cudzoziemców w Warszawie”, realizowanego przez Fundację Obserwatorium we współpracy z Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu m.st. Warszawy, Ośrodkiem Ewaluacji oraz Stowarzyszeniem Vox Humana, w ramach programu pn. „Obywatele dla Demokracji” finansowanego z Funduszy EO.

Czytaj dalej >

Dodał: |

Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu zaprasza do udziału II Ogólnopolskiej konferencji naukowej poświęconej problematyce mniejszości narodowych i etniczynych oraz migrantów,  zatytułowanej:
Mniejszości i Migranci.  Polityczne i społeczne aspekty wielokulturowości
Konferencja odbędzie się na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu w dniach 5-6 maj 2016 roku.

Celem konferencji poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: Jak politycy instrumentalizują problematykę związaną z migrantami, uchodźcami i mniejszościami na użytek bieżących sporów?

Pytania i ewentualne zgłoszenia należy wysyłać na adres:  .

 

Dodał: |

Projekt „TRANSFORmIG Transforming Migration: Transnational Transfer of Multicultural Habitus” obejmuje cztery miasta, w których obecne są duże skupiska polskich migrantów: Berlin, Monachium, Londyn i Birmingham. Projekt prowadzony na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie stawia pytania: Jak polscy migranci odnajdują się w społeczeństwach wielokulturowych? Czy zmieniają one ich sposób myślenia i poziom tolerancji, a ponadto czy migranci przekazują te postawy bliskim, którzy zostali w Polsce?

Projekt zakończy się we wrześniu tego roku. Jego przebieg można śledzić [TUTAJ].

W ramach projektu TRANSFORmIG badane są także praktyki macierzyńskie Polek mieszkających w brytyjskich i niemieckich miastach. Tym aspektem zajmuje się należąca do zespołu dr Agata Lisiak. Prowadzonym przez nią badaniom można się przyjrzeć [TUTAJ].

Opracowano na podstawie: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,408560,naukowcy-badaja-czy-migracja-wplywa-na-poziom-tolerancji-u-polakow.html

Dodał: |
Aktualizacja: |

1. Historia Romów, historia prześladowań

Romowie to grupa etniczna, która przybyła do Europy prawdopodobnie z Indii. Nie da się jednoznacznie określić, kiedy rozpoczęli swoją migrację. Wędrowali przez tereny Persji i Armenii. Pierwsze wzmianki o ich pobycie na terenie Europy pochodzą z XII wieku.

Przybywając do krajów zachodniej Europy, Romowie podawali się najczęściej za pielgrzymów, pokutników, uchodźców wygnanych ze swego kraju za wyznawanie wiary chrześcijańskiej. Istniejące w wielu europejskich społeczeństwach antycygańskie uprzedzenia sprawiły, że Romowie często stawali się ofiarami represji i krwawych prześladowań. Już na przełomie XV i XVI wieku większość państw europejskich wprowadziła surowe prawodawstwo przeciwko ludziom prowadzącym wędrowny tryb życia albo skierowane bezpośrednio do Romów. Kolejne państwa ogłaszały edykty nakazujące Romom opuszczenie kraju pod groźbą więzienia, a nawet kary śmierci, wprowadzano niewolnictwo i akcje asymilacyjne.
Ucieczka przed prześladowaniami spowodowała przenoszenie się Romów na tereny wschodniej Europy. Pierwsze wiadomości o Romach na ziemiach polskich pochodzą z XIV wieku i dotyczą południowych terenów kraju.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Romowie w Polsce to około trzydziestotysięczna społeczność posiadająca status mniejszości etnicznej. W porównaniu z innymi państwami Europy Środkowej i Wschodniej nie jest to duża liczba. Na Słowacji, w Rumunii, Bułgarii czy na Węgrzech Romowie stanowią znaczny odsetek populacji. Niestety mniejsza liczba w tym wypadku nie oznacza mniejszych problemów, z jakimi muszą się mierzyć. W zasadzie obserwuje się analogie, jeśli chodzi o ich specyfikę. To społeczność zagrożona wykluczeniem społecznym oraz zmagająca z dyskryminacją na wielu polach życia społecznego. Obszarami najbardziej problemowymi są te związane z rynkiem pracy oraz niskim poziomem wykształcenia. Wszystko to wpływa na sytuację socjalną Romów oraz jest główną barierą rozwoju zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i zbiorowym. Brak wykształcenia, pracy, ograniczony dostęp do usług społecznych pogłębiają dotychczasowy poziom ubóstwa i generują proces jego dziedziczenia w kolejnych pokoleniach. Pomimo wielu inicjatyw, których celem jest wyrównanie poziomu życia Romów do społeczeństwa większościowego i co za tym idzie dużych środków finansowych przeznaczonych na ten cel, dotąd nie udało się osiągnąć zadowalających rezultatów w tym obszarze. Co więcej, wydaje się, że problemy społeczne Romów oraz bariera dzieląca ich od społeczeństwa większościowego wciąż się powiększa.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Większość dużych polskich miast, do których przyjeżdżają lub w których zamieszkują cudzoziemcy, obywatele unijni lub obywatele państw trzecich, ma liczne miasta partnerskie rozsiane po całej Europie i poza nią. Część z tych miast to duże europejskie ośrodki położone na terytorium Unii Europejskiej, o znacznym doświadczeniu w integracji cudzoziemców i wdrażające liczne dobre praktyki w tym zakresie. 

Niestety, jak dotąd nie zauważa się, by w ramach tego typu partnerstwa ten obszar wymiany doświadczeń cieszył się szczególnym zainteresowaniem samorządów. Szczęśliwie, dzięki takim przedsięwzięciom jak realizowany przez Fundację Inna Przestrzeń, Stowarzyszenie Homo Faber oraz Stowarzyszenie INTERKULTURALNI PL projekt „Lokalne polityki migracyjne – międzynarodowa wymiana doświadczeń w zarządzaniu migracjami w miastach”, przedstawiciele administracji samorządowej zaczynają rozumieć potrzebę wdrażania sprawdzonych rozwiązań dotyczących cudzoziemców przebywających czasowo w administrowanym przez nich mieście.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Kraj tranzytowy zazwyczaj definiujemy jako miejsce czasowego pobytu, chwilowego, z którym nie wiążemy przyszłości i którego nie postrzegamy za ośrodek naszego życia w dłuższej perspektywie. Taki kraj ma się stać przystankiem do miejsca docelowego, w założeniu innego kraju, który może być traktowany jako miejscem stałego osiedlenia. Etykieta kraju tranzytowego może być różnie oceniana, zależnie od rodzaju polityki migracyjnej prowadzonej przez dany kraj oraz jego sytuacji społeczno-demograficznej. W sytuacji kryzysu demograficznego, który coraz mocniej jest odczuwalny w Polsce, tego rodzaju ocenę naszego kraju można uznać za niekorzystną. Czy jest ona jednak słuszna?

Czytaj dalej >

Polska z racji swego położenia geograficznego jawi się jako pomost prowadzący do Europy Zachodniej, ponieważ to tutaj przebiegają główne szlaki migracyjne w rejonie Europy Środkowo-Wschodniej. Często spotykamy się z twierdzeniem, że nasz kraj stał się wyjątkowo atrakcyjny dla cudzoziemców, odkąd w 2004 roku staliśmy się członkami Unii Europejskiej, a od 2007 roku – członkami strefy Schengen. Zapomina się jednak, że już od lat 90. ubiegłego wieku Polska była atrakcyjnym terytorium dla cudzoziemców, którzy chcieli przedostać się do bogatszych krajów Europy Zachodniej. Tuż po przemianach wolnościowych w Polsce na naszych granicach pojawiła się fala migrantów tranzytowych z Bułgarii i Rumunii, dla których krajem docelowym były Niemcy. Cudzoziemcy niemający szansy na swobodny wjazd do Polski, byli przerzucani nielegalnie przez granicę. Pochodzili głównie z Armenii, Chin, Iraku, Iranu, Somalii oraz Wietnamu. Część z nich, jak Wietnamczycy i Ormianie, po nieudanej próbie przekroczenia granicy zdecydowali się na zamieszkanie w Polsce. Na polskiej granicy z czasem zaczęli pojawiać się także uchodźcy, czyli cudzoziemcy, którzy z uwagi na prześladowania z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do grupy etnicznej czy przekonań politycznych byli zmuszeni do ucieczki ze swojej ojczyzny. Odkąd w 1991 roku Polska ratyfikowała konwencję genewską dotyczącą statusu uchodźców, o azyl w naszym kraju starali się cudzoziemcy z ponad 50 krajów. W latach 90. trafiały do nas przede wszystkim Bośniacy, Chorwaci, mieszkańcy Kosowa, Ormianie z położonego w Azerbejdżanie Górnego Karabachu oraz Czeczeni. Liczną grupę osób ubiegających się o status uchodźcy stanowili także obywatele byłego Związku Radzieckiego, Sri Lanki, Afganistanu, Somalii i Iraku.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Podpalenia mieszkań cudzoziemców, pobicia, rasistowskie napisy na murach i brak skuteczności działania policji i prokuratury – Białystok dość szybko zapracował na wizerunek miasta nietolerancyjnego i niechętnie goszczącego obcych. Serie incydentów na tle narodowościowym, nagłaśniane dodatkowo przez ogólnopolskie media, sprawiły, że stolica województwa podlaskiego – zamiast z promowaną przez władze tolerancją – kojarzyła się przede wszystkim z rozpowszechnioną nienawiścią i brakiem otwartości. Do czasu. Okazało się bowiem, że współpraca administracji samorządowej, organów ścigania i organizacji pozarządowych może w niedługim czasie przynieść zauważalne efekty.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Migranci przybywający do nowego kraju potrzebują wsparcia w szerokim zakresie, czasem poznania wymaga cały nowy system działania państwa dotychczas im nieznanego. Wyzwaniem okazuje się opanowanie języka, dostęp do usług medycznych, odnalezienie miejsca na rynku pracy oraz poznanie kultury i społeczeństwa danego kraju. Za każdym razem jednak pierwszym krokiem migranta jest zdobycie podstawowych informacji na temat każdej z tych sfer. Często szeroki zakres takiego właśnie wsparcia oferują organizacje pozarządowe, wyspecjalizowane w pomocy migrantom i uchodźcom, łącznie z pomocą psychologiczną oraz integracyjną. Zazwyczaj jednak pierwszym miejscem, z jakim mają do czynienia migranci, są urzędy państwowe. Sprawy, z którymi kierują się tutaj cudzoziemcy, obejmują szeroki zakres udzielanych usług, ale czy pomimo dużej odpowiedzialności za rozpoczęcie procesu wspierania migrantów i uchodźców instytucje te są odpowiednio przygotowane do udzielania pomocy? Czy w odpowiedni sposób informują o sferach, które od początku przybycia do Polski dla każdego cudzoziemca są kluczowe dla całego procesu integracji oraz możliwości pobytu w danym miejscu? Jaki jest poziom przygotowania instytucji publicznych w zakresie pomocy migrantom, z jakimi trudnościami zazwyczaj spotyka się cudzoziemiec w kontakcie z urzędami i czy pracownicy tych instytucji potrafią sprostać potrzebom osób, które się do nich zgłaszają?

Czytaj dalej >

Strona 1 z 4

Skomentuj

Ogłoszenia
Aktualności
Archiwum
Warto poczytać
Finansowanie projektów migracyjnych

Do 13/12/2016 można składać wnioski z zakresu ochrony dzieci migrujących:
Pierwszy nabór dotyczy budowy potencjału w zakresie praw i ochrony dzieci migrujących, w szczególności kwestii

...
Czytaj dalej >
Warto poczytać

W dniu 25 marca 2008 roku zostało podpisane „Porozumienie w sprawie standardowych procedur postępowania w zakresie rozpoznawania, przeciwdziałania oraz reagowania na przypadki przemocy seksualnej

...
Czytaj dalej >
Zagrożenia w świecie migrantów

Polska wciąż pozostaje krajem zatrudniającym obywateli Korei Północnej. Co warto

...
Czytaj dalej >

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.