Polska - mój dom | Ekspert
Dodał: |
Aktualizacja: |

Kraj tranzytowy zazwyczaj definiujemy jako miejsce czasowego pobytu, chwilowego, z którym nie wiążemy przyszłości i którego nie postrzegamy za ośrodek naszego życia w dłuższej perspektywie. Taki kraj ma się stać przystankiem do miejsca docelowego, w założeniu innego kraju, który może być traktowany jako miejscem stałego osiedlenia. Etykieta kraju tranzytowego może być różnie oceniana, zależnie od rodzaju polityki migracyjnej prowadzonej przez dany kraj oraz jego sytuacji społeczno-demograficznej. W sytuacji kryzysu demograficznego, który coraz mocniej jest odczuwalny w Polsce, tego rodzaju ocenę naszego kraju można uznać za niekorzystną. Czy jest ona jednak słuszna?

Niewątpliwie Polska nie należy do krajów o wysokim odsetku cudzoziemców wśród stałych mieszkańców, jest on wręcz najniższy ze wszystkich krajów UE, choć też systematycznie rośnie. Warto się zatem zastanowić, czy w Polsce istnieją warunki, które sprzyjają osiedlaniu się na terytorium naszego kraju, a jeśli tak, to jakich kategorii cudzoziemców, z kolei jeśli nie, to gdzie leży przyczyna takiego stanu.

Polska może być postrzegana jako kraj tranzytowy z wielu przyczyn. Pierwszą z nich jest niewątpliwie fakt posiadania najdłuższej zewnętrznej granicy lądowej Unii Europejskiej, co powoduje, że nasz kraj staje się często miejscem pierwszego wjazdu nie tylko dla migrantów ze Wschodu, leganie przekraczających granicę, ale także tych, którzy na terytorium RP są przemycani, najczęściej poprzez tzw. szlak azjatycki biegnący przez terytoria byłych republik radzieckich i Ukrainę, Białoruś bądź z Turcji przez Mołdawię i Ukrainę. Dla nielegalnych migrantów korzystających z tego szlaku, poza nielicznymi wyjątkami (np. Wietnamczyków), Polska nie jest niewątpliwie krajem docelowym. Wynika to z kilku przyczyn. Zasadnicza jest wciąż duża dysproporcja w możliwym poziomie życia między państwami „starej” Unii a naszym krajem. Niemniej w moim przekonaniu decydujące pozostają czynniki natury społecznej i kulturowej. W Polsce poza społecznościami Wietnamczyków, Ormian, Białorusinów, Ukraińców nie ma silnie rozwiniętych diaspor cudzoziemskich, które mogłyby pomóc nowo przybywającym migrantom w zagospodarowaniu się i akulturacji w nowym środowisku życia. Barierę stanowi też niewątpliwie obcy język, szczególnie dla migrantów pochodzących z Afryki lub Azji, mieszkańców byłych kolonii europejskich. Dla nich krajami docelowego osiedlenia najpewniej będą te z krajów unijnych, w których nie napotkają oni na początku na barierę językową. Brak tej przeszkody implikuje również tworzenie się diaspor, co także sprzyja wybieraniu tych krajów jako docelowego miejsca migracji. Koło się wtedy zamyka. Ciekawym przykładem są tu Niemcy, u których powstała duża diaspora turecka. Był to efekt działań podejmowanych przez ten kraj w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, gdy Turcy przyjeżdżali do RFN jako pracownicy sezonowi, a następnie osiedlali się w Niemczech na stałe. Powstanie olbrzymiej społeczności tureckiej w Niemczech ma dziś rozliczne konsekwencje dla całej unijnej polityki migracyjnej, przejawiające się np. w uprzywilejowanym statusie migracyjnym Turków w całej strefie Schengen. Nie pozostało też bez wpływu na politykę samej Turcji, gdzie język niemiecki jest podstawowym językiem obcym uczonym w szkołach. Polska nie tylko nie posiada tego rodzaju naturalnych zachęt migracyjnych jak wspólny język, ale też nie wytworzyła nigdy względem którejkolwiek z grup narodowościowych systemu „sztucznych” zachęt, jak Niemcy dla Turków, które z czasem przekształciłyby się w naturalną bazę wspierającą procesy migracyjne.

Dopiero od niedawna wydaje się, że Polska ma szansę stania się krajem osiedlenia dla migrantów z Ukrainy, Białorusi, ale także innych byłych republik radzieckich. Dla naszych najbliższych sąsiadów elementem sprzyjającym jest niewątpliwie pokrewieństwo języka oraz kultury. Ten drugi aspekt działa również na korzyść Ormian, Azerów i Gruzinów, którzy historycznie współtworzyli kulturę polską i równie często wybierali nasz kraj na miejsce osiedlenia się. Niestety rząd zdaje się nie dostrzegać tego potencjału, prowadząc wciąż dosyć restrykcyjną politykę migracyjną, nastawioną obecnie głównie na wspieranie rynku pracy za pomocą pracowników sezonowych zza Bugu, w niskim stopniu dbając o perspektywy ich osiedlenia się na stałe. Gruzini i Ormianie przodują w statystykach obywateli wydalanych z terytorium Polski, często bez zważania na długoletni pobyt i pełną integrację z polskim społeczeństwem. Nawet zatem posiadając możliwości kreowania naszego kraju na miejsce stałego pobytu określonych grup narodowościowych, Polska w niskim zakresie wykorzystuje ten potencjał.

Kwestia elastyczności prawa migracyjnego ma zresztą kluczowe znaczenie w postrzeganiu niektórych krajów jako miejsc docelowych migracji, a innych jako krajów tranzytowych. Omawiając tę kwestię, nie sposób nie odnieść się do zjawiska nielegalnej migracji i uchodźstwa. Nie chodzi tu jednak o uchodźców sensu stricto, lecz o osoby nielegalnie przybywające na terytorium UE, a następnie wykorzystujące procedury ochronne dla pozostania na tym terytorium. Z setek tysięcy cudzoziemców przybywających każdego roku na terytorium Unii jedynie promil posiada rzeczywiste podstawy do uzyskania ochrony międzynarodowej, czy to związanej ze statusem uchodźcy, czy też z subsydiarnymi formami ochrony. Nadużycie procedur ochronnych jest dla nich często jedyną szansą ratunku i nadzieją na pozostanie w Europie postrzeganej jako szansa na lepsze życie. I właśnie dla tej kategorii migrantów stopień elastyczności systemu prawnego często decyduje o traktowaniu danego państwa jako tranzytowego lub osiedleńczego. Niestety Polska z obecnym systemem prawa migracyjnego nie może być postrzegana przez tych cudzoziemców jako miejsce docelowe czy miejsce do życia, bo nie stwarza im do tego dogodnych warunków. Podstawową przeszkodą jest całkowita separacja reżimów legalizacyjnych. Od 2003 roku system polski charakteryzuje się brakiem dualizmu statusu migracyjnego. Oznacza to, że osoba, której przyznano jakąkolwiek formę ochrony międzynarodowej nie może zmienić swojego statusu migracyjnego i uzyskać pozwolenia na pobyt na normalnych zasadach, np. w związku z pracą, posiadaniem rodziny, prowadzeniem działalności gospodarczej, studiowaniem, prowadzeniem pracy naukowej itp. Dopiero najczęściej długoletnie funkcjonowanie w ramach statusu ochronnego uprawnia takiego cudzoziemca do uzyskania prawa do stałego pobytu, przy czym wymagany polskim prawem okres jest o wiele dłuższy niż w przypadku cudzoziemców legalizujących się na ogólnych zasadach. Można śmiało powiedzieć, czego dowodzą zresztą liczne badania, że funkcjonowanie społeczne w ramach statusu ochronnego, mimo związanych z tym pewnych przywilejów, ma charakter wykluczający, izolujący, stygmatyzujący i generalnie nie sprzyja szybkiej integracji takiego cudzoziemca w społeczeństwie. W moim przekonaniu, co potwierdzało także orzecznictwo sądowe sprzed 2003 roku, dualizm statusu migracyjnego nie stanowił żadnego problemu prawno-administracyjnego, a niewątpliwie ułatwiał asymilację cudzoziemca w społeczeństwie. Status ochronny ma bowiem zawsze charakter zewnętrzny i przejawia się głównie w zakazie wydalenia cudzoziemca do kraju jego pochodzenia, natomiast nie powinien on w żaden sposób wpływać na funkcjonowanie cudzoziemca w danym kraju. Tutaj obcokrajowiec powinien być traktowany jako osoba pracująca, przedsiębiorca, małżonek lub partner życiowy, student, naukowiec, zależnie od podejmowanej roli społecznej. Niestety państwo polskie, likwidując dualizm statusu migracyjnego, spycha cudzoziemców, którym udzielono ochrony międzynarodowej, wyłącznie do statusu ofiary prześladowań, ze wszystkimi społecznymi konsekwencjami tego rodzaju wtórnej wiktymizacji i labelizacji.

Kolejnym problemem, którego Polska nie jest w stanie satysfakcjonująco rozwiązać, a co ogranicza znacząco potencjał osiedleńczy naszego państwa, jest określenie statusu osoby, która przekroczyła granicę bez posiadania do tego uprawnień i nie kwalifikuje się do objęcia ochroną międzynarodową. Większość państw „starej” Unii, jeśli tylko widzi w takich osobach potencjał i jest w stanie ocenić, że poradzą sobie one w nowej rzeczywistości i warunkach nowego kraju, tj. mają perspektywę zatrudnienia, pożądany zawód, względnie rodzinę w tym państwie, umożliwia im legalizację pobytu i zapewnia wsparcie integracyjne. W Polsce żadna z tych perspektyw nie stanowi opcji dla tej kategorii cudzoziemców. Tacy cudzoziemcy są długotrwale pozbawiani wolności (do 12 miesięcy), podczas gdy średnia rzeczywista długość trwania aresztu deportacyjnego w Europie Zachodniej nie przekracza trzech miesięcy. Większość z nich otrzymuje decyzję o wydaleniu i nie ma najmniejszych szans na legalizację pobytu, chyba że dana osoba zawrze związek małżeński z Polakiem lub Polką. Nic zatem dziwnego, że kraj prowadzący tego rodzaju politykę nie jest postrzegany jako raj osiedleńczy. Taka bezwzględność prawa powoduje też szereg negatywnych skutków ubocznych, do których można zaliczyć wielokrotne wchodzenie w prawne procedury ochronne oraz zjawisko wtórnego ruchu migracyjnego, w którego ramach cudzoziemcy wielokrotnie uciekają z Polski do innych państw UE i wielokrotnie są wracani zgodnie z porozumieniem dublińskim, przenoszącym odpowiedzialność za cudzoziemca na kraj pierwszego wjazdu. Ci, dla których takim krajem była Polska, mają wyjątkowego pecha, gdyż nigdy nie zdołają uregulować własnego statusu prawnego i o ile nie zostaną wcześniej wydaleni, będą funkcjonować w szarej strefie, podatni na wyzysk i inne formy przestępczości, a ich funkcjonowanie będzie naznaczone permanentnym egzystencjalnym lękiem.

Kolejnym czynnikiem odróżniającym kraje pożądane z punktu widzenia możliwości osiedlenia się od krajów, które takiego potencjału nie mają, jest zakres świadczeń dostępnych dla cudzoziemca w ramach działań integracyjnych. Na tle innych państw unijnych Polska niestety wypada tu wyjątkowo skromnie, a nadto prowadzone działania integracyjne posiadają istotne wady. Jedną z nich jest znaczne zbiurokratyzowanie całego procesu oraz przerzucenie ciężaru większości działań na samego cudzoziemca. Można powiedzieć, że polski system polityki społecznej jest ogólnie bardziej administrująco-redystrybucyjny niż pomocowy. Tymczasem standardem działań integracyjnych w państwach „starej” Unii jest oparcie się o zasadę empowerment, która ma na celu zdefiniowanie mocnych stron określonego migranta oraz zapewnienie mu możliwości samorozwoju, także poprzez dostarczenie niezbędnej informacji, szkolenia, wsparcie i redukcję deficytów. Kolejną wadą polskiego systemu wsparcia cudzoziemców jest homogeniczność kultury i poniekąd jej supremacja wyrażająca się w przekonaniu, że cudzoziemiec osiedlający się czy też przebywający czasowo na terytorium Polski powinien dostosować się bezwzględnie do panujących w Polsce norm kulturowych. To fałszywe przekonanie jest tak silne, że prowadzi często do absurdalnych oczekiwań (np. muzułmańskie dzieci będą jadły w stołówkach szkolnych wieprzowinę), ale oprócz tego powstrzymuje też tak elementarne zdawałoby się działania po stronie administracji jak zatrudnianie w urzędach prowadzących postępowania z cudzoziemcami osób posługujących się biegle różnymi językami obcymi. Polska jest też jedynym krajem w UE, który praktycznie wyklucza zatrudnienie cudzoziemców w administracji państwowej, służbie cywilnej czy innych służbach państwowych (np. w policji).

Można by zatem śmiało powiedzieć, że Polska rzeczywiście stanowi głównie kraj tranzytowy, w którym cudzoziemcy zatrzymują się na krótszą lub dłuższą chwilę, ale nie traktują go jako miejsce przyjazne do osiedlenia się, gdyby nie fakt istnienia szeregu drobnych wyjątków, które zaprzeczają tej tezie i które mogą kiedyś doprowadzić do tak pożądanej zmiany systemowej, która uczyni nasz kraj przyjaznym imigracji. Warto podkreślić, że Polacy postrzegani są przez osoby przyjeżdżające z zagranicy jako ludzie niezwykle gościnni. Co prawda trzeba poczynić tu zastrzeżenie, że owa gościnność bywa wybiórcza i nie obejmuje wszystkich nacji, bo jednak wciąż można się spotkać z silnymi resentymentami antysemickimi oraz przejawami islamofobii w Polsce, niemniej nie da się ukryć, że znaczna część cudzoziemców czuje się w Polsce dobrze.

Czynnikami sprzyjającymi traktowaniu Polski w kategoriach miejsca potencjalnego osiedlenia się jest również wysoki poziom nauczania w szkołach wyższych przy stosunkowo niskich kosztach takiej edukacji, który przyciąga studentów z różnych stron świata, szczególnie na kierunki medyczne i techniczne. Duża część osób korzystających z możliwości nauki w Polsce zostaje następnie tutaj na stałe ze względu na otrzymane propozycje zatrudnienia bądź też spotkanie partnera lub partnerki życiowej. Założenie rodziny stanowi zresztą jeden z podstawowych motywów do pozostania w Polsce na stałe. Nie dotyczy on tylko cudzoziemców, którzy przyjechali do Polski i poznali swojego partnera lub partnerkę na miejscu. Coraz częściej tego typu motywacja przyświeca cudzoziemcom, którzy poznali swoich partnerów i partnerki z Polski we własnym kraju pochodzenia, gdzie tamci czasowo wyemigrowali. Taki ruch osiedleńczy do Polski coraz bardziej zyskuje na popularności, a sprzyjają mu często znacznie niższe koszty życia.

Istnieje wreszcie kategoria osób, które chcą się osiedlić w Polsce ze względu na sentyment, jaki ich łączy z naszym krajem. Ta kategoria dotyczy głównie Niemców oraz Amerykanów i związana jest najczęściej z dziedzictwem rodowym. W obu przypadkach można mówić o pewnym fenomenie, gdyż ludzie ci decydują się często poświęcić wyższy standard jakości życia dla pewnych romantycznych przekonań, których realizacja jest obarczona sporym ryzykiem.

Powyższe przykłady nie wyczerpują oczywiście pełnego spektrum problemów, które mogą się wiązać z postrzeganiem danego państwa jako przyjaznego lub nieprzyjaznego osiedleniu się, ale miały przede wszystkim pokazać, że nie można jednoznacznie stwierdzić, że Polska jest jedynie krajem tranzytowym dla cudzoziemców i cudzoziemek. Taka odpowiedź byłaby zbyt prosta. Na pewno Polska nie zajmuje wysokiej pozycji na liście krajów sprzyjających trwałemu osiedlaniu się cudzoziemców, na pewno charakteryzuje się zinstytucjonalizowaną ksenofobią, ale nasz kraj cechuje też pewien fenomen trudny do uchwycenia, ale mimo wszystko widoczny, który sprawia, że goście z innych krajów w bezpośrednich kontaktach międzyludzkich i podstawowych sprawach życiowych czują się tutaj dobrze. To już wystarczająco, by odczuwać chęć do osiedlenia się w Polce… Jeśli się jest zdeterminowanym…

Autor: Adam Bulandra 

 

Skomentuj

Ogłoszenia
Aktualności
Archiwum
Warto poczytać
Finansowanie projektów migracyjnych

Do 13/12/2016 można składać wnioski z zakresu ochrony dzieci migrujących:
Pierwszy nabór dotyczy budowy potencjału w zakresie praw i ochrony dzieci migrujących, w szczególności kwestii

...
Czytaj dalej >
Warto poczytać

W dniu 25 marca 2008 roku zostało podpisane „Porozumienie w sprawie standardowych procedur postępowania w zakresie rozpoznawania, przeciwdziałania oraz reagowania na przypadki przemocy seksualnej

...
Czytaj dalej >
Zagrożenia w świecie migrantów

Polska wciąż pozostaje krajem zatrudniającym obywateli Korei Północnej. Co warto

...
Czytaj dalej >

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.