Dodał: |
Aktualizacja: |
Mamadou Diouf

Wokalista i dziennikarz pochodzący z Senegalu i mieszkający w Polsce, z wykształcenia lekarz weterynarii, śpiewa w języku wolof, po polsku i francusku. Współpracował między innymi z Voo Voo, np. na płycie Zapłacono oraz zespołem Tam Tam Project. Współtworzy senegalski zespół Djolof-Man, czyli trio w składzie: Pako Sarr, Mamadou Diouf, Mohamed M'bow (djembe , gitara i wokal). Związany z Afryka.org - portalem działającym na rzecz poprawy wizerunku Afryki. Mamadou jest także korespondentem portalu Kontynent Warszawa - informującego o różnorodnych przejawach wielokulturowości w Warszawie.

Polskie organizacje wielokrotnie aplikowały w imieniu czy na rzecz imigrantów. Od razu trzeba podkreślić, że jest oczywista jakościowa różnica między wnioskami „w imieniu” i „na rzecz”. W pierwszej sytuacji zachodzi pewna współpraca polskiej organizacji z grupą imigrantów. To oznacza, że w zespole, który pracuje nad koncepcją, przygotowaniem i doborem celów są imigranci. Natomiast projekt „na rzecz” imigrantów brzmi już gorzej w moim odczuciu. Chociaż wiele zależy tu od obszaru działania.

Europejski Fundusz na Rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich (EFI) został uruchomiony w Polsce w 2007 roku. W pierwszych latach jego działania odnosiłem wrażenie, że jest on podejrzaną, wręcz mafijną strukturą. Było zbyt cicho na temat tego funduszu, jego członkowie nigdzie w mediach się nie pojawiali, nie było promocji, plakatów, czegokolwiek, by cała Polska dowiedziała się o takich środkach mogących pomóc migrantom w ułatwieniu przyjęcia ich w nowym społeczeństwie.

Chociaż byłem aktywny, nie dowiedziałbym się o tej ważnej instytucji dla imigrantów, gdybym nie brał udziału w wielu spotkaniach na temat pomocy rozwojowej tuż przed wejściem Polski do Unii Europejskiej (UE). Od lat na różnych panelach, forach i konferencjach mówię o niskim zaangażowaniu cudzoziemców szczególnie po pierwszej fazie funkcjonowania programu EFI. Moje ukochane środowisko NGO może z tego powodu uważać, że marudzę. Ale naprawdę wygląda to gigantycznie słabo w porównaniu ze środkami finansowymi wydanymi w latach 2007-2013. 

Warto tu przypomnieć, czym jest EFI. Europejski Fundusz na Rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich powstał na mocy decyzji Rady 2007/435/WE z dnia 25 czerwca 2007 roku. Celem Funduszu jest wspieranie działań podejmowanych przez kraje członkowskie, mających na celu umożliwienie obywatelom państw trzecich (czyli krajów niebędących członkami Unii Europejskiej), wywodzącym się z różnych środowisk społecznych, kulturowych, religijnych, językowych i etnicznych, spełnienia warunków uzyskania prawa pobytu i ułatwienie ich integracji ze społeczeństwami europejskimi. Fundusz koncentruje się w pierwszej kolejności na działaniach związanych z integracją nowo przybyłych obywateli państw trzecich. W systemie implementacji Funduszu Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej pełni funkcję instytucji odpowiedzialnej, natomiast Władza Wdrażająca Programy Europejskie jest instytucją delegowaną.

Aby wspomagać realizację celu ogólnego, Fundusz wnosi wkład w opracowywanie i wdrażanie krajowych strategii integracji obywateli państw trzecich we wszystkich aspektach społecznych, biorąc pod uwagę w szczególności zasadę, zgodnie z którą integracja jest przebiegającym dwukierunkowo, dynamicznym procesem wzajemnego dostosowywania się wszystkich imigrantów i mieszkańców państw członkowskich.

Wobec rzeczywistego braku innych źródeł finansowania działań integracyjnych Europejski Fundusz na Rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich jest podstawowym źródłem finansowania aktywności podejmowanej w zakresie integracji cudzoziemców. Z uwagi na brak określonej polityki wobec migrantów w Polsce Fundusz, którego założeniem było uzupełnianie działań podejmowanych przez państwo, w przypadku Polski prawie w całości odpowiada za kształt działań integracyjnych podejmowanych wobec imigrantów. W niniejszym tekście „imigrant” określa kategorie cudzoziemców (osób nieposiadających polskiego obywatelstwa), którzy przybywają do Polski w celach innych niż turystyczne. Zaliczam tu jednak liderów środowisk migracyjnych (nawet z polskim paszportem) o obcym pochodzeniu, działających aktywnie na rzecz swojej grupy narodowej czy etnicznej.

Dramaty na południowych granicach UE

Hiszpania i Włochy mają chyba najwięcej problemów na swoich granicach. Próby przedostania się drogą morską imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu do Włoch czy z Afryki Zachodniej przez Atlantyk na Wyspy Kanaryjskie można określić jako humanitarną katastrofę. Najgorzej jest jednak w hiszpańskich posiadłościach w Maroku.
Kwestie zarządzania migracjami zyskały na znaczeniu. Media dostatecznie nagłaśniają przypadki utonięcia, podróży w katastrofalnych, nieludzkich warunkach. Włoska wyspa Lampedusa była w ostatnim czasie miejscem jednej z największych we współczesnej historii Europy tragedii z udziałem imigrantów. Opinia publiczna na Zachodzie była tym bardzo poruszona, a papież Franciszek nazwał te wydarzenia hańbą. Po utopijnych próbach zamknięcia granic morskich UE doszła do wniosku, że skuteczne zarządzanie przepływami migracyjnymi i integracją przybyszów leży we wspólnym interesie. Zaczęto pracować nad łączonymi założeniami i mechanizmami, nawet jeśli polityka integracyjna zgodnie z zapisami traktatowymi pozostaje wewnętrzną sprawą poszczególnych państw.

Krótko o cudzoziemcach w Polsce

Według Raportu politycznego Europejskiej Sieci Migracyjnej (EMM-2011) w roku 2011 nie odnotowano gwałtownego wzrostu liczby migrantów zainteresowanych długoterminowym pobytem lub chęcią osiedlenia się na stałe w Polsce. Dane statystyczne z dnia 31 grudnia 2011 roku wykazały, że cudzoziemcy – obywatele krajów trzecich (spoza UE, EOG [Islandia, Liechtenstein, Norwegia] i Szwajcaria), posiadali w Polsce prawie 100 300 kart pobytu, z czego wydano niemal 48 000 zezwoleń na osiedlenie się, 41 000 na zamieszkanie na czas oznaczony, a 5700 z pobytem rezydenta długoterminowego UE. W stosunku do roku 2010 nastąpił wzrost łącznej liczby ważnych kart pobytu (2010: 97 000 kart; wzrost o 3,3%). Najwięcej zgłoszonych było obywateli Ukrainy, Rosji, Wietnamu i Białorusi.

Narzędzia wykorzystywane na rzecz imigrantów

Głównym narzędziem jest polityka integracyjna Unii Europejskiej. W swoich dokumentach UE definiuje integrację jako „dynamiczny, dwustronny proces wzajemnego przyjęcia wszystkich imigrantów i rezydentów w państwach członkowskich”. Które sprawy są pierwszoplanowe? Unia typuje kilka kierunków działań: wzmacnianie zdolności kraju przyjmującego do czerpania z różnorodności, poprawianie roli prywatnych aktorów w zarządzaniu wielorodnością, promocja dobrych relacji sąsiedzkich oraz wzmacnianie współpracy z mediami w kwestiach związanych z integracją.

Co dla Europy jest zasadnicze w skutecznej konsolidacji imigrantów? Na prowadzenie wysuwają się tu dwie sprawy: rynek pracy i edukacja. Dlatego Komisja Europejska zachęca wszystkich do przeciwdziałania dyskryminacji w tych obszarach. Dalej mówi się o wspieraniu przedsiębiorczości imigrantów oraz aktywności partnerów społecznych w tworzeniu i wdrażaniu projektów integracyjnych.

Wśród projektów edukacyjnych przeważają kursy językowe. W pierwszym okresie funkcjonowania EFI było ich organizowanych w Warszawie naprawdę dużo. Wiadomo – język jest jednym z kluczowych narzędzi integracji nie tylko społecznej, ale przede wszystkim ekonomicznej. Znajomym z Afryki mówię zawsze: jak macie się kłócić, róbcie to w języku miejscowym. Nawet jeśli znajdziecie pracę w knajpce, musicie przyjmować i zapisać zamówienia!

Imigranci i społeczeństwo przyjmujące

Kampanie informacyjne i dialog międzykulturowy to działania skierowane do społeczeństwa przyjmującego. Bez interakcji nie ma wzajemnego poznania się, co pogłębia wpływ stereotypów i cały szereg przykładów negatywnego zachowania. Bez tego społecznego charakteru nie ma integracji. Polityka integracji, jako długotrwały proces, wymaga akceptacji nie tylko większości przedstawicieli sceny politycznej, ale przede wszystkim samego społeczeństwa przyjmującego. Zwykli ludzie lepiej akceptują legislacyjne decyzje tam, gdzie nastroje antyimigracyjne są słabe i nie ma strachu przed przybyszami z innych krajów. Wiadomo, że środowiska czy partie o skrajnych poglądach będą żerować na tym polu.

Wszystkie działania otwarte dla całej społeczności lokalnej dają imigrantom szansę na budowanie kontaktów ze współmieszkańcami. Przynależność imigrantów do nowego miejsca ma fundamentalne znaczenie. W tym nastawieniu, oprócz znajomości języka, pomagają także relacje ze społeczeństwem przyjmującym. Tu dopiero może funkcjonować podstawowy mechanizm integracji. Sport (projekt Etnoliga w Warszawie), imprezy promujące kulturę i tradycję własnych grup etnicznych lub narodowych, wydarzenia łączące wszystkie kultury w danej miejscowości (coroczne sierpniowe wielokulturowe Street Party portalu Kontynent Warszawa w stolicy), Dzień Afryki (impreza plenerowa finansowana przez miasto stołeczne), Dzień Sąsiada, spotkania imigrantów w szkołach z uczniami są przykładami dobrych praktyk promujących tego typu relacje. Konferencje, festiwale filmowe, strony internetowe, publikacje książek – to wszystko zwiększa wiedzę społeczności przyjmującej gości. Książka Afryka w Warszawie, wydana przez Fundację Afryka Inaczej w roku 2010, wzbudziła bardzo duże zainteresowanie medialno-społeczne, podobnie jak realizowana przez Fundację Ormiańską kampania promocyjna „Ormiański Sąsiad”, której częścią były konferencja oraz publikacja książki.

Stolica i imigranci

Przykładem niech będzie odsetek ludności przyjezdnej niektórych miast europejskich: Luksemburg (59,15%), Amsterdam (47%) oraz Londyn (27%); liczba imigrantów stale rośnie w takich stolicach jak Madryd (12,75%), Dublin (8,4%), Rzym (6,6%) i Lizbona (6,27%).

Porównując z innymi krajami Europy, takimi jak Niemcy, Francja, Anglia czy Belgia – nadwiślańska stolica jest nadal mało zróżnicowana. Dawniej, w okresie międzywojennym, w Warszawie obok Polaków mieszkali Żydzi, Niemcy, Rosjanie. Ludność innej narodowości stanowiła wówczas 40%. Obecnie prawdą jest, że mieszka tu większość cudzoziemców przyjeżdżających do Polski, rośnie liczba zagranicznych studentów, zwiększa się też liczba imigrantów decydujących się na przyjazd do Warszawy. Szacuje się, że dziś w stolicy mieszka ponad 150 000 obcokrajowców. W skali Polski jest to miasto wyjątkowo wielokulturowe. Skupiska imigrantów w Warszawie nie są tak duże jak te w metropoliach Europy Zachodniej, a tym bardziej daleko im do gett etnicznych Ameryki Północnej czy dzielnic niektórych miast zachodnich. Można jednak wskazać obszary miasta, gdzie obecność, np. Wietnamczyków, jest widoczna. Są to okolice: Pałacu Kultury i Nauki, Hal Banacha, osiedla „Za Żelazną Bramą”, Centrum Handlowego „Wola Park”, bazaru na Kole i placu Zawiszy.

Imigranci nie stanowią wyraźnej większości w żadnej z dzielnic Warszawy lub w kwartale ulic. Nie powstają też „getta” skupiające grupy etniczne lub wyznaniowe. Decydującym czynnikiem o miejscu zamieszkania jest cena wynajmu mieszkania oraz dojazd do pracy.

Jak angażować imigrantów?

Wejście Europejskiego Funduszu na Rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich do Polski stworzyło przed organizacjami zajmującymi się imigrantami nowe możliwości działania. Naturalnie pomoc i ułatwienia w uzyskiwaniu finansowania projektów integracyjnych wpłynęły nie tylko na ich liczebność. Pojawiły się zupełnie nowe inicjatywy warte zaistnienia. Teraz, po kilkuletnim okresie działania można postawić pytanie, w jakim stopniu sfinansowane projekty wpłynęły na integrację obywateli państw trzecich w Polsce, na ile zmieniły polskie społeczeństwo?

Wzmacniając ich partycypację. Wracam do samego pojęcia „migrant”. Doświadczenie pokazuje, że wokół całej tej aktywności związanej z migracją krąży wielu aktorów i instytucji publicznych. Bardzo często dochodzi do konsensusu z pominięciem imigrantów jako partnera tych uzgodnień. To kardynalny błąd popełniany od lat w wielu krajach. Imigrant nie jest „sformatowany”. Migranci to grupa ludzi o bardzo różnych potrzebach i możliwościach adaptacji. Ale nie będzie oczekiwanych wyników integracji tam, gdzie nie zauważamy różnorodności szerokiej grupy przybyszów. To ten ważny aspekt indywidualny, o którym zresztą mówimy, kiedy poruszamy sprawy takich obszarów jak rynek pracy, edukacja, dach nad głową itd. Trzeba jednak podkreślić, że projekty skierowane są przeważnie do szerokich grup imigranckich. Organizacje migracyjne mogą i powinny odgrywać istotną rolę w przygotowaniu i realizacji polityki integracyjnej. Co jakiś czas warto podsumowywać, jakie projekty dawały szansę czynnego udziału obcokrajowców.
Imigranci są grupą docelową EFI. W Polsce nadal jest ona nieliczna, stąd pytanie jest następujące: jaka jest skala docierania i rozpoznawania tego środowiska? Miarą działań nie może być tylko liczba osób bezpośrednio włączonych czy zaproszonych do projektów. Co z szerszym kręgiem cudzoziemców? Prawda, że imigranci wymieniają między sobą informacje. Ale czym innym jest informacja środowiskowa (np. przy ustawie o abolicji każdy nielegalny, czyli tzw. nieregularny, czuł powagę sytuacji i przekazywał informacje od razu rodakom lub znajomym), a czym innym chęć udziału w badaniach czy konferencjach. W tych dwóch ostatnich sytuacjach imigrant analfabeta (dużo jest osób niepotrafiących pisać ani czytać) nie wie, jaki to ma związek z integracją. Dlatego rozpoznanie środowiska (oczywiście jeśli organizacji prowadzącej projekt zależy na skuteczności) jest tak ważne.

Kolejnym problemem jest bardzo niska świadomość źródeł finansowania wśród imigrantów. Sam prowadziłem dwuletni projekt (finansowany przez Fundację Batorego) aktywizujący społeczność afrykańską w pięciu miastach: Trójmieście, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie i Łodzi. Na spotkaniach starałem się wyjaśnić, kim jest grantodawca, ile mamy funduszy, dlaczego każdy powinien dbać o dokumentację finansową naszych spotkań itd. Jeśli chodzi o EFI, beneficjenci powinni mieć pojęcie, z jakiego funduszu pochodzą środki do ich dyspozycji (tak naprawdę do dyspozycji organizacji). Dla beneficjenta – jak każda świadomość ludzkiej aktywności – zdawanie sobie sprawy ze źródła finansowania konkretnego działania integracyjnego może być bodźcem do większego zaangażowania. Dlaczego nie miałby on zachęcać własnego środowiska i ubiegać się o środki przeznaczone dla rodaków jako grupy docelowej? Wielu cudzoziemców, gdy potrzebuje wsparcia, szuka pomocy u osób pochodzących z tego samego kraju czy znajomych mieszkających w tej samej miejscowości. Wielu też nie identyfikuje pomocy otrzymanej w ramach projektów (sam zaprowadziłem rodaków do biura Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, tłumacząc im po drodze, że to w ramach projekty unijnego. Długo zastanawiali się, czemu taka pomoc jest darmowa).
Nowo przybyłe diaspory dużo bardziej niż na instytucje państwa przyjmującego liczą na tradycyjne kontakty z rodakami, którzy mieszkają dłużej w danym kraju. Świadczy to oczywiście o niskim formalnym stopniu zorganizowania starszego pokolenia. To wsparcie jest udzielane po koleżeńsku. Nie wiadomo, czy niskie zaangażowanie imigrantów nie wynika po części z tych kontaktów nieformalnych – i tak znajdzie się starszy rodak czy rodaczka, osoba lepiej zorientowana, która mi pomoże i powie, gdzie i co mogę załatwić. W dużych miastach taką rolę spełniają studenci albo absolwenci z danego kraju.

Przy projektach doradztwa prawnego organizacje pozarządowe pośredniczą między migrantami a instytucjami administracji publicznej. To typowe projekty angażujące przede wszystkim obywateli polskich, a jakikolwiek udział imigrantów, nie w charakterze klientów, jest raczej minimalny, np. w roli tłumacza.

Efektywność projektów

Pytanie o zaangażowanie migrantów w pracę na ich rzecz to tak naprawdę pytanie o skuteczność działań integracyjnych, o efektywność finansowanych projektów. Oczywiście kiedy mówimy o potrzebach samych imigrantów, naturalnie rozmawiamy też o interesie społeczeństwa przyjmującego. Jesteśmy zgodni co do specjalnego miejsca języka używanego w danym kraju, bo to on pozwoli cudzoziemcowi wejść w lokalną rzeczywistość. Potem liczą się działania dające szansę na rynku pracy, np. kursy zawodowe, które mogą być bardzo pomocne. Oczywiście konieczne są akcje skierowane do społeczeństwa przyjmującego. Można organizować szkolenia, dopasować projekt do konkretnej grupy docelowej. Cele mogą także być mierzalne i dawać obraz skuteczności prowadzonych działań. Wątpliwości jednak pojawiają się w wielu przypadkach. Z jednej strony możemy czytać sprawozdania i dane liczbowe przeszkolonych beneficjentów. Ale czy tylko liczby są korzystną informacją dla zainteresowanych i grantodawców? Czy dysponujemy danymi jakościowymi: w jaki sposób szkolenie czy doradztwo wpłynęło na sytuację imigranta np. na rynku pracy? Można zamykać temat po zakończeniu projektu. I taka jest praktyka. Co jednak z dalszą współpracą z beneficjentami? Wiemy przecież, że w życiu nie ma efektu natychmiastowego. Nawet lekarstwo nie działa tak na organizm. Monitoring praktycznych rezultatów, jak imigrant radzi sobie potem po szkoleniu, pomógłby ocenić wartość samego projektu.

Słabe zaangażowanie imigrantów

Pierwsza przyczyna niewielkiego zaangażowania imigrantów to ich niska liczebność w Polsce. Kiedy piszę te słowa, mamy połowę roku 2014. Imigrantów jest mniej niż pół procenta w 38-milionowej Polsce, która nadal jest krajem z przewagą emigracji nad imigracją.

Głównymi problemami, z jakimi borykają się i na jakie najczęściej wskazują imigranci, są m.in.: legalizacja pobytu, wizyty w urzędach (do niedawna długie kolejki w Urzędzie Wojewódzkim w Warszawie przy ul. Długiej 5), brak informacji prawnej, co skłania migrantów do korzystania z pomocy pośredników, nierzadko oszustów, naruszanie prawa do prywatności i ochrony wizerunku przez dziennikarzy opisujących wydarzenia z udziałem imigrantów.

Wiele polskich organizacji opracowywało i realizowało projekty Europejskiego Funduszu na Rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich. Część tych wniosków miała na celu aktywizację środowiska migracyjnego. Nie mam statystyk z całego kraju, ale obserwuję, ile organizacji migracyjnych jest obecnych na konferencjach, spotkaniach itp. lub udziela się w środowiskach cudzoziemców. Bardzo mało. I to niepokojące, że niektóre organizacje nie wykonały swojej pracy wobec migrantów na wysokim poziomie. Pomoc w zakładaniu stowarzyszeń również kuleje.

Każda sprawa ma oczywiście co najmniej dwie strony. Także u samych migrantów warto szukać przyczyn tak słabej aktywności. Główną przeszkodą w aktywizacji środowisk imigracyjnych był nieuregulowany status prawny dużej części członków diaspory oraz prymat indywidualnych potrzeb bytowych. Ustawa abolicyjna chwalona przez cudzoziemców powinna dużo poprawić w tej kwestii.

Dlaczego imigranci sami nie angażują się na tyle, na ile powinni? Przecież to wszystko dzieje się w ich interesie. Dla obcokrajowców jest bardzo istotne, aby mogli w sposób instytucjonalizowany spotykać z osobami, które miały takie same doświadczenia, które pochodzą z tego samego kraju, mają podobne problemy i mówią w tym samym języku. Wsparcie własnej grupy dodaje pewności siebie i daje poczucie wspólnoty, że ktoś za nami stoi. Ale takie relacje wewnątrz własnej grupy nie sprzyjają otwartości ani wobec innych grup migracyjnych, ani społeczeństwa przyjmującego. Grozi to tkwieniem w „mentalnym getcie”. Dlatego tego typu działania warto uruchamiać w ramach projektów. Dzięki znajomościom nawiązanym w czasie współpracy przy takim projekcie imigrantom znacznie łatwiej jest zachęcić nowo przybyłych rodaków np. do udziału w imprezach czy wydarzeniach organizowanych przez miasto albo inne organizacje pozarządowe.

Rybka czy wędka?

Wraca to filozoficzne pytanie. Czekać na pomoc z zewnątrz, czy inwestować swój czas i wysiłek, aby rozwiązać własne problemy? Kolejna przeszkoda wewnętrzna to duże rozwarstwienie środowisk migracyjnych, różne pochodzenia, mentalności, bardzo zróżnicowane poziomy edukacji... Imigranci przyjeżdżają do Polski z różnym nastawieniem i w rozmaitych celach: zarobkowych, zdobycia wykształcenia, zwiedzenia nowego kraju, rozwoju, poszukiwania schronienia przed prześladowaniami lub zagrożeniem życia we własnym kraju.

Szanse na (większy) czynny udział imigrantów nadal istnieją. Najważniejszym i widoczniejszym aspektem polityki imigracyjnej są programy na poziomie lokalnym czy miejskim. Takie projekty powinni prowadzić ludzie terenu. Władze lokalne wiedzą, co piszczy w trawie, są lepiej zorientowani co do struktury grup imigranckich i ich potrzeb.

Na koniec

W celu posumowania działania EFI w Polsce w latach 2007-2013 i oceny udziału samych imigrantów trzeba sobie zadać pytanie: czy chodzi o zaproszenie ich do różnego rodzaju projektów badawczych, wydarzeń kulturalnych, doradztwa, czy o dążenie do zwiększenia liczebności organizacji imigrancki, które w przyszłości same będą przygotowywać własne projekty, składać swoje wnioski i realizować cele. Mimo małej liczebności imigrantów w Polsce można było dużo robić, a czy to oznacza, że po siedmiu latach obecności EFI można było się spodziewać większej aktywności, zaangażowania imigrantów? Polskie organizacje wiedzą o tym, bo mają trudności dotarcia do obywateli państw trzecich, szczególnie niesłowiańskich. Świadczy to nie tylko o odległości między społeczeństwem przyjmującym a imigrantami, ale też o rozdźwięku między tymi NGO działającymi na rzecz imigrantów a ich klientami, czyli beneficjentami.

Czy raporty końcowe zawierają ocenę samych beneficjentów co do efektów działań przeprowadzonych w ramach projektów? Czy istnieją takie ankiety, które nie ograniczają się do liczebności imigrantów zaproszonych do udziału w projekcie?

Dopóki nie będzie systemu bezpłatnej pomocy prawnej opłacanej np. ze środków Funduszu dla imigrantów, dopóty wielu z nich (np. piłkarzy niższych polskich lig piłkarskich) nie będzie miało szans dochodzenia swoich praw.

Ten tekst jest raczej osobistą refleksją, a nie rezultatem badań. Wynika przede wszystkim z obserwacji warszawskiej sceny działań na rzecz imigrantów podejmowanych głównie dzięki funduszom EFI. Kiedy cudzoziemiec zaczyna się czuć u siebie, nawet jeśli nie jest obywatelem, ale widzi tu swoją przyszłość, kibicuje miejscowym zespołom; wtedy można przypuszczać, że ta osoba jest samodzielna, niezależna i funkcjonuje w społeczności. Taki imigrant jest przydatny społeczeństwu przyjmującemu, bo nie siedzi na żadnym garnuszku, a to poprawia jego wizerunek. Integracja jest procesem dwukierunkowym. Każdy musi dołożyć starań, zarówno imigranci, jak i społeczeństwa przyjmujące.

Mamadou Diouf

 

 

Warto poczytać pozostałe > Mamadou Diouf

Imigranci na rzecz swojej społeczności

Działaj, działaj! Po to człowiek pracuje, podróżuje, zakochuje się i... bierze urlop. To było i nadal będzie w interesie każdego z nas. Dlaczego więc istnieją partie polityczne, związki zawodowe, stowarzyszenia i inne tajne organizacje? W chaosie nie da się nic robić. Przynajmniej skutecznie.

Brak reprezentatywności pewnych grup społecznych dotyczy większości krajów na świecie. Na fotelach parlamentarnych prawie wszystkich krajów globu siedzi w znakomitej większości jedna grupa ludzi: panowie w średnim lub zaawansowanym wieku. I to niezależnie od kontynentu. Pod tym względem polityka jest najlepszym przykładem przekraczania barier wszelkich: kulturowych, rasowych, religijnych, majętności, kraju itp. Młodzież, mniejszości etniczne i grupy imigranckie bywają także ofiarami tej dość pospolitej nierówności.

Czytaj dalej >

Skomentuj

Ogłoszenia
Aktualności
Archiwum

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.