Lokalne polityki migracyjne
Dodał: |
Aktualizacja: |

Większość dużych polskich miast, do których przyjeżdżają lub w których zamieszkują cudzoziemcy, obywatele unijni lub obywatele państw trzecich, ma liczne miasta partnerskie rozsiane po całej Europie i poza nią. Część z tych miast to duże europejskie ośrodki położone na terytorium Unii Europejskiej, o znacznym doświadczeniu w integracji cudzoziemców i wdrażające liczne dobre praktyki w tym zakresie. 

Niestety, jak dotąd nie zauważa się, by w ramach tego typu partnerstwa ten obszar wymiany doświadczeń cieszył się szczególnym zainteresowaniem samorządów. Szczęśliwie, dzięki takim przedsięwzięciom jak realizowany przez Fundację Inna Przestrzeń, Stowarzyszenie Homo Faber oraz Stowarzyszenie INTERKULTURALNI PL projekt „Lokalne polityki migracyjne – międzynarodowa wymiana doświadczeń w zarządzaniu migracjami w miastach”, przedstawiciele administracji samorządowej zaczynają rozumieć potrzebę wdrażania sprawdzonych rozwiązań dotyczących cudzoziemców przebywających czasowo w administrowanym przez nich mieście.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Podpalenia mieszkań cudzoziemców, pobicia, rasistowskie napisy na murach i brak skuteczności działania policji i prokuratury – Białystok dość szybko zapracował na wizerunek miasta nietolerancyjnego i niechętnie goszczącego obcych. Serie incydentów na tle narodowościowym, nagłaśniane dodatkowo przez ogólnopolskie media, sprawiły, że stolica województwa podlaskiego – zamiast z promowaną przez władze tolerancją – kojarzyła się przede wszystkim z rozpowszechnioną nienawiścią i brakiem otwartości. Do czasu. Okazało się bowiem, że współpraca administracji samorządowej, organów ścigania i organizacji pozarządowych może w niedługim czasie przynieść zauważalne efekty.

Czytaj dalej >

Dodał: |

 Wywiad z Kamilem Kamińskim z fundacji Przestrzeń Wspólna


Co Warszawa ma do zaoferowania uchodźcom?

W zasadzie bardzo wiele – to jedyne miasto w Polsce z tak rozwiniętym programem dla uchodźców. W ramach polityki miejskiej działa Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie, gdzie świadczona jest pomoc socjalna i integracyjna, w stolicy także otwarto niedawno Centrum Wielokulturowe, które ma pełnić funkcję punktu informacyjnego, edukacyjnego i aktywizacyjnego dla cudzoziemców. Ciekawą i budującą inicjatywą jest również Komisja Dialogu Społecznego ds. Cudzoziemców, która skupia członków organizacji pozarządowych oraz przedstawicieli z różnych struktur urzędu miejskiego. Podczas spotkań wypracowywane są normy i praktyki dotyczące lepszej ochrony i integracji uchodźców oraz szerzej – cudzoziemców. Komisja Dialogu Społecznego świetnie pokazuje, że polityka miejska to nie tylko zadania prowadzone przez sam urząd miasta. To składowa wielu działań zahaczających o organizacje pozarządowe, organy rządowe i samorządowe. To, że organizacja pozarządowa świadczy pomoc uchodźcom, to też swego rodzaju przejaw polityki miejskiej – urząd miasta uznaje, że konkretna organizacja jest na tyle kompetentna, że można zlecić jej prowadzenie określonych zadań.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

W dniu 8 maja br. prezydent Gdańska ogłosił rozpoczęcie rewolucyjnego, interdyscyplinarnego projektu wdrażanego we współpracy z lokalnym NGO-sem, tj. Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek (CWII). Co więcej, projekt ten ma być powielany w innych miastach Polski.

Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek rozpoczęło swoją działalność nieco ponad dwa lata temu, pomagając imigrantom, inicjując jednocześnie dialog dotyczący wielokulturowości z władzami miasta i innymi organami publicznymi. Pierwsze reakcje były dość chłodne i wydawało się, że obecność migrantów w Gdańsku jest niezauważana. Jednak dzięki uporczywości przewodniczącej CWII, Marcie Siciarek, a także współpracy z Fundacją Ocalenie i Stowarzyszeniem Interwencji Prawnej, ciągłemu wsparciu Centrum Solidarności Europejskiej, w ramach którego zorganizowano wiele warsztatów z edukacji obywatelskiej, przewodnictwa, wspomagania kobiet migrantek, sztuki oraz wszelkiego rodzaju dyskusji z udziałem migrantów z całego świata – projekt miał szansę na realizację.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Z Katarzyną Potoniec rozmawia Joanna Jaświłowicz

Joanna Jaświłowicz: Czy myśląc o mieszkańcach Białegostoku dziesięć lat temu i dziś – widzi w nich pani jakąś zmianę?

Katarzyna Potoniec: Z pewnością ludzie stają się coraz bardziej otwarci, choćby ze względu na fakt, że coraz więcej Polaków wyjeżdża za granicę i ma kontakt z cudzoziemcami. Ich doświadczenia przekładają się również na coraz większą otwartość tutaj. Zwiększa się także świadomość na temat tego, kim jest np. uchodźca, jakie są przyczyny migracji... To jest proces, który będzie postępować.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Wywiad z Andrzejem Kuligiem, Pełnomocnikiem Prezydenta Miasta Krakowa ds. Polityki Społecznej, na temat polityki miasta wobec migrantów

Kraków w powszechnym mniemaniu jest uważany za miasto wielokulturowe z kosmopolitycznymi aspiracjami. Na tle innych polskich miast, chociażby ze względu na turystykę, zawsze kojarzył się z pewnym elementem międzynarodowości. Przecież we wspólnej, zbiorowej świadomości jawi się jako miasto, gdzie wieloetniczny tłum miesza się nieustannie na jednym z największych europejskich placów, a wielokulturowa społeczność pokojowo koegzystuje, obłaskawiając się wzajemną tolerancją , ciekawością i twórczą inspiracją. Ale jak naprawdę żyje się cudzoziemcom w mieście polskich królów? I czy miasto rzeczywiście jest przyjazne i otwarte dla przybywających zza granicy?

Aby rozmawiać o sytuacji cudzoziemców w Krakowie, trzeba zacząć od faktów. A te są takie, że oficjalnych i obejmujących całość zjawiska danych na temat rzeczywistej liczby obcokrajowców w Małopolsce nie ma. Istnieją jednak pewne badania i statystyki, którymi możemy się pośrednio posiłkować, aby zdać sobie sprawę ze skali fenomenu. W przytoczonym poniżej opisie krakowskiego krajobrazu migranckiego posłużyłam się artykułem „Nie pytaj, co imigranci mogą zrobić dla Krakowa...” autorstwa Szymona Gatlika. Opracowanie to przygotowano na potrzeby Stowarzyszenia Homo Faber z Lublina. Podstawowym problemem przytaczanych danych jest fakt, że nie uwzględniają statystyk dotyczących osób z Unii Europejskiej oraz że wymyka się im cała nielegalna przestrzeń zjawiska migracji. Jak podaje Autor, jego szacunki wskazują na liczbę 20 000 osób pochodzących spoza Polski i na co dzień mieszkających w Krakowie, wśród tej społeczności można wyróżnić: studentów oraz pracowników: „imigrantów”, „ekspatów” i „kreatywnych”. Osobno warto wspomnieć też o licznej grupie migrantów przebywających w Krakowie tymczasowo, czyli o turystach zagranicznych, których w 2014 r. przyjechało do Krakowa w sumie 2 650 000. Wszystkie te migrujące grupy są specyficzne i charakteryzują się zupełnie innymi wyzwaniami stawianymi przed osobami, które planują miejską strategię i politykę wobec obcokrajowców. Aby uzyskać pełny obraz, należałoby jeszcze wspomnieć o aktualnej sytuacji politycznej na wschodzie Europy. Akurat w przypadku Krakowa, z racji bliskości wschodniej granicy, odgrywa ona dość istotną rolę w kształtowaniu krajobrazu migranckiego. Konflikt zbrojny na Ukrainie na pewno przyczynił się do zwiększenia liczby Ukraińców, którzy obecnie stali się dominującą grupą wśród krakowskich migrantów.
 Jak wynika z woli ustawodawcy, podstawowymi sprawami migrantów w Polsce zajmują się przede wszystkim urzędy wojewódzkie. Tak jest też w Krakowie. Jednak po uregulowaniu kwestii pobytowych pojawia się szereg różnych sfer życia cudzoziemca i spraw, które musi on załatwić, wchodząc w pewne relacje z miastem. Czy miasto jest świadome swojej roli wobec obcokrajowców decydujących się zamieszkać właśnie w Krakowie? Czy w jakiś sposób próbuje przygotować się do tego wielkiego i trudnego wyzwania? Aby poznać miejską optykę i uzyskać odpowiedzi na te pytania, rozmawiałam z osobą, która najlepiej zna kwestie krakowskiej strategii i polityki miasta wobec cudzoziemców. Poniżej wywiad z Andrzejem Kuligiem – Pełnomocnikiem Prezydenta Miasta Krakowa ds. Polityki Społecznej.

Info-Migrator Kraków: Kto w Urzędzie Miasta jest odpowiedzialny za działania wobec obcokrajowców mieszkających w Krakowie?
Andrzej Kulig: Legalizując swój pobyt obcokrajowcy większość formalności załatwiają w Urzędzie Wojewódzkim, część spraw pobytowych realizowanych jest także w Wydziale Spraw Administracyjnych oraz różnych innych wydziałach UMK. Poza tym, w Urzędzie Miasta funkcjonują tzw. KDO, czyli Komisje Dialogu Obywatelskiego, które działają przy niektórych wydziałach. Komisje te na ogół pracują w obszarach (np. kultura lub sprawy społeczne), w których inicjatywy i społeczne zaangażowanie są dość wyraźne. Natomiast działania na rzecz wielokulturowości i antydyskryminacji w Krakowie realizowane są głównie przez MOWIS, czyli Miejski Ośrodek Wspierania Inicjatyw Społecznych.

IM Kraków: W jakich obszarach miasto może aktywnie działać na rzecz cudzoziemców?
Andrzej Kulig: Aktualnie procedujemy projekt uchwały w sprawie przyjęcia „Programu zapobiegania i reakcji na zdarzenia o charakterze rasistowskim i ksenofobicznym w przestrzeni miasta Krakowa”. Zakres tego programu jest obszerny, a część jego działań zakłada m.in. dążenie do stworzenia przyjaznego urzędu, wprowadzenie polityki włączenia społecznego oraz sporządzenie i egzekwowanie instytucjonalnych ram przeciwdziałania rasizmowi i ksenofobii.

IM Kraków: A jakie organizacje i projekty są wspierane przez MOWIS?

Andrzej Kulig: Ośrodek ten zajmuje się organizowaniem współpracy samorządu z pozarządowymi organizacjami, a także działaniami na rzecz wzmacniania społeczeństwa obywatelskiego. W ramach tych inicjatyw wspólnie z różnymi organizacjami, których w Krakowie jest około tysiąca, realizuje projekty i programy. A współpraca z organizacjami, które zajmują się sytuacją cudzoziemców w Polsce, jest jedną z form takich wspólnych działań.

W 2012 r. w ramach umowy partnerskiej zawartej ze Stowarzyszeniem Interkulturalni PL MOWIS realizował projekt „Przeciwko rasizmowi i ksenofobii”. Potem współpracował ze stowarzyszeniem w projektach: „Interkulturalia – Let's meet!” oraz „Akademia Interkulturalna – dobre praktyki”. Ośrodek brał też czynny udział w projekcie Forum Polityk Migracyjnych, bo nadrzędnym zadaniem tej jednostki jest właśnie działanie na rzecz wielokulturowego i antydyskryminacyjnego miasta.
 Wydaje się, że ważnym ruchem dla MOWIS-u była realizacja kilku programów właśnie ze Stowarzyszeniem Interkulturalni PL, bo współpraca ta zaowocowała przygotowaniem projektu uchwały, który w maju będzie poddany pod obrady Rady Miasta. W zależności od stopnia przyjęcia i zmian tego projektu będziemy wchodzili na nowy etap współpracy. Nie ukrywam, że jest to ogromny dorobek Stowarzyszenia Interkulturalni PL, które jest współautorem i wniosło wielki wkład w budowanie „Programu…”. Ale w tym zespole twórców znaleźli się też różni przedstawiciele organów miejskich oraz Urzędu i można powiedzieć, że uczyliśmy się od nich również wielu kwestii. Wyprzedzając niejako rozstrzygnięcia w kwestii uchwały, ogłosiliśmy już dwa konkursy grantowe na pakiet powitalny oraz na organizację święta wielokulturowości. Planujemy, aby pakiet powitalny zawierał zebrane informacje w językach angielskim oraz ukraińskim, a w przyszłości będziemy pewnie rozważali inne języki. Informacje będą dotyczyć procedur administracyjnych oraz różnych urzędów, na przykład placówek zdrowia, Grodzkiego Urzędu Pracy, a także placówek pomocy społecznej.

IM Kraków: Czy Urząd Miejski, a w szczególności MOWIS, może liczyć na inicjatywę i współpracę ze strony organizacji pozarządowych i czy ta współpraca jest zadowalająca?
Andrzej Kulig: Stowarzyszenia w Krakowie raz – nie są liczne, a dwa – są dość mocno sprofilowane na przede wszystkim podkreślanie swojej tożsamości kulturowej, a nie na reprezentowanie interesów poszczególnych środowisk w ich relacjach z miastem. Skupiają się na organizowaniu raczej jednostkowych, choć bardzo ciekawych, wydarzeń kulturalnych, jak Festiwal Kultury Żydowskiej czy Święto Ormian. My oczywiście w tym uczestniczymy i uważamy, że jest to nasz obowiązek. Akurat jedna i druga diaspora zapisały się złotymi głoskami w historii Krakowa. Jeśli natomiast chodzi o inne organizacje, to rzeczywiście jest dużo słabiej, także jeżeli chodzi o pewne idee, które chcieliby nam zgłaszać. Wydaje się nam, że wynika to z tego, że w ramach poszczególnych grup pojawiają się bardzo różne interesy. Jedni traktują Kraków i Polskę jako etap przejściowy, inni – docelowy i to też wynika z tego różnego punktu widzenia.
 Na początek jako miasto chcemy również przeprowadzić pewien rekonesans wśród organizacji. Zamierzamy w ramach „Programu…” stworzyć taki punkt informacyjny, który być może też sprzyjałby ujawnianiu chęci do formowania trwalszych organizacji zajmujących się tą problematyką. Nie ukrywamy, że dla nas bardzo cenne są organizacje, które w swoim składzie pokazują pewną zdolność symbiozy rdzennych i napływowych mieszkańców Krakowa. Bo to już na poziomie fundamentalnym organizacji pokazuje, że udaje się pewne problemy rozwiązywać.

IM Kraków: Czy istnieje jakaś bezpośrednio wyrażona strategia bądź program skierowany właśnie do obcokrajowców mieszkających w Krakowie?
Andrzej Kulig: W 2012 r. rozpoczęliśmy właśnie „Projekt strategii zapobiegania i reakcji na zdarzenia o charakterze rasistowskim i ksenofobicznym w przestrzeni publicznej miasta”. Brali w nim udział urzędnicy UMK oraz Urzędu Wojewódzkiego, przedstawicieli prokuratury, kuratorzy, a także reprezentanci Straży Miejskiej i Policji oraz organizacji pozarządowych. Efektem tego przedsięwzięcia było powołanie w kwietniu 2013 r. przez prezydenta specjalnego zespołu pod przewodnictwem pani Magdaleny Sroki. Celem zespołu było przygotowanie oraz konsultacja projektu uchwały w sprawie przyjęcia „Programu zapobiegania i reakcji na zdarzenia o charakterze rasistowskim i ksenofobicznym w przestrzeni miasta Krakowa”. Jak już wcześniej wspomniałem, obecnie jesteśmy na etapie procedowania projektu tej uchwały. W maju 2015 r. zostanie on wprowadzony pod obrady Rady Miasta.

IM Kraków: A jak wygląda krakowski krajobraz migracyjny z punktu widzenia miasta?
Andrzej Kulig: Po pierwsze mamy środowisko grup znajdujących się w Krakowie w sposób czasowy lub tranzytowy. Wśród nich istotna grupa to osoby, które przebywają na terenie Krakowa w związku ze studiami. Pozostają one często w zamkniętych środowiskach kulturowych, a jeśli już się integrują, to zazwyczaj poprzez różne formy życia studenckiego. Ludzie ci nie zapuszczają korzeni w mieście, ale często od miasta czegoś potrzebują. Na przykład teraz będziemy organizowali Festiwal Afrykanów ze Stowarzyszeniem Interkulturalni PL, bardzo prężnie działającym właśnie w tym obszarze. Miasto jest więc otwarte na tego rodzaju współpracę, gdy potrzeby grupy wykraczają poza nią samą. Druga liczna grupa to obywatele krajów byłego ZSRR, z najbardziej dominującą grupą obecnie, czyli Ukraińcami, ale także są to Mołdawianie i Białorusini. Większość z nich przybywa do Krakowa w związku z poszukiwaniem pracy. Na szczęście procedury dotyczące zatrudnienia są obecnie dużo bardziej elastyczne i wniosków o pozwolenie na pracę mamy kilkaset rocznie. Wreszcie grupa osób, które wiążą się z miastem na stałe. To bardzo zróżnicowane środowiska. Komplikacja polega na tym, że często są to osoby, które wiążąc się z Krakowem z różnych powodów, chcą załatwić wszystkie swoje życiowe potrzeby w mieście. Ale ponieważ są obcokrajowcami, zależą od różnych regulacji ogólnopaństwowych, na które my mamy wpływ, delikatnie mówiąc, umiarkowany. Ale o ile jesteśmy w stanie, jako miasto jesteśmy gotowi wprowadzać różne ułatwienia. Robiliśmy to już w przeszłości, decydując się na różnego rodzaju rozwiązania, np. zatrudniania urzędników biegle mówiących w języku angielskim, rosyjskim czy nawet ukraińskim.

IM Kraków: Czy konkretne działania miasta są skierowane do poszczególnych grup cudzoziemców: imigrantów, uchodźców, ekspatów, studentów, naukowców i artystów?
Andrzej Kulig: Problem polega też na tym, że jako Urząd Miasta częściej spotykamy się z indywidualnymi osobami, a nie ze zorganizowaną grupą cudzoziemców. Mamy również kontakt z polskimi stowarzyszeniami, które organizują się i są zorientowane na tę grupę docelową. Chcą świadczyć na przykład pomoc prawną, usługi psychologiczne czy też prowadzić szkolenia i wprowadzać do kultury polskiej. Jesteśmy bardzo otwarci na współpracę z nimi. Urząd Miasta Krakowa nie jest więc jedyną instytucją, która działa na rzecz migrantów, dlatego w ramach realizacji „Programu…” chcemy powołać zespół interdyscyplinarny, do którego zaprosimy przedstawicieli wydziałów UMK i innych miejskich jednostek, wojewody, uczelni, organizacji pozarządowych oraz policji. Zespół taki pozwoliłby skoordynować różne działania na rzecz migrantów na terenie miasta oraz wypracować projekt całościowego podejścia do pewnych problemów, które być może dziś przez niektórych nie są postrzegane jeszcze jako problemy.

IM Kraków: Jakie są działania Krakowa na rzecz promowania wielokulturowości i dialogu międzykulturowego?
Andrzej Kulig: Musimy sobie jasno powiedzieć, że Kraków ma długą tradycję obcowania z cudzoziemcami. Nasze uczelnie, myślę przede wszystkim o AGH, od wielu lat (także w czasach PRL) przyjmowały wielu obcokrajowców. Mówię o tym dlatego, że ci studenci to nie były jednostki, tylko całe grupy. Efektem tego jest fakt, że dla nas problem obcokrajowców nigdy nie był problemem egzotycznym, jak to się dzieje w mniejszych miejscowościach. Więc trzeba powiedzieć, że w Krakowie nie mamy do czynienia z problemem, który wywołuje jakiś konflikt społeczny i to jest bardzo ważne. Tolerancja wobec krajowców była taką immanentną cechą miasta od wielu lat. Oczywiście największym problemem, który ciągle występuje, jest antysemityzm, funkcjonujący często w zachowaniach chuligańskich. Na 180 zbadanych incydentów dyskryminacji rasowej w latach 2007–2011, jakieś 140 to były wydarzenia o charakterze antysemickim, czyli ogromna większość. Problem ten objawia się zazwyczaj na dwa sposoby – albo są to wyzwiska spotykane na meczach piłkarskich, albo, co jest jeszcze gorsze, napisy na murach. Powołaliśmy specjalny i prężnie działający zespół, który zajmuje się usuwaniem tego rodzaju napisów. Ale istnieje problem w przypadku posesji prywatnych lub nieznanych właścicieli, bo jeśli to jest Zarząd Budynków Komunalnych, to nasza działalność jest błyskawiczna. Na tym polu mamy już efekty pracy, niedawno odbyło się także spotkanie mające na celu rozwinięcie współpracy ze spółdzielniami oraz Strażą Miejską, które mają wydatnie pomóc w walce z tego typu aktami.
 Poza tym prawdopodobnie na przełomie września i października 2015 r. zostanie zrealizowany projekt Święta Wielokulturowości w Krakowie, nawiązujący do idei Międzynarodowego Dnia Walki z Dyskryminacją Rasową. Święto będzie przygotowane przez organizację pozarządową, którą wybierzemy w drodze konkursu grantowego ogłoszonego przez MOWIS. Byłoby to dla nas bardzo ważne, tym bardziej że doświadczenia Łodzi pokazują, że są to wydarzenia uświadamiające obywatelom różne korzenie, z których to miasto się wywodzi. Dzisiejsza wielokulturowość jest pewnym takim nawiązaniem do tamtych doświadczeń, na pewno warto wrócić i odwoływać się do tamtych postaw oraz wzorów pokojowych koegzystencji różnych grup ludności. Podmiot, który wygra konkurs grantowy, otrzyma naszą pomoc. Bo też chcielibyśmy mieć wpływ na sposób, w jaki to będzie przebiegało, oraz wesprzeć ten podmiot naszymi obserwacjami, które na pewno nie mają charakteru uniwersalnego czy generalizującego. Ale myślę, że są ważne z punktu widzenia codziennego życia mieszkańca Krakowa, który chciałby usłyszeć informacje o tym, gdzie i jakie kwestie można załatwiać i kto zajmuje się organizowaniem odpowiednich spraw na terenie miasta.
 Poza tym Kraków bardzo aktywnie promuje wielokulturowość poprzez wydarzenia kulturalne. W mieście były już organizowane imprezy wspólnie z Ormiańskim Towarzystwem Kulturalnym, Stowarzyszeniem Żydowskim Czulent, Stowarzyszeniem Wietnamczyków w Polsce oraz Stowarzyszeniem Społeczno-Kulturalnym Żydów w Polsce. Ponadto wspomniany „Projekt…” uchwały wymienia również takie działania jak powołanie kapituły corocznie przyznającej „logo wielokulturowości” instytucjom przeciwdziałającym dyskryminacji, chcielibyśmy także informować cudzoziemców o możliwości inicjowania procesu nadawania ulicom lub placom nazw odnoszących się do cudzoziemców, mniejszości etnicznych i narodowych. W ten sposób moglibyśmy zapewnić im sposób na zachowanie tożsamości i udział we wspólnej zbiorowej pamięci.

IM Kraków: Czy UMK w jakiś sposób analizuje kwestie migrantów i działania skierowane do nich w innych miastach Polski?
Andrzej Kulig: W trakcie prac nad projektem uchwały kontaktowaliśmy się z przedstawicielami innych miast, które wprowadzały u siebie strategie antyrasistowskie. Analizowaliśmy projekt „Białystok dla tolerancji”. Spotykaliśmy się z przedstawicielami organizacji pozarządowych, które pracowały przy podobnym programie dla Lublina. Śledziliśmy też działania, jakie są prowadzone w Warszawie, m.in. dotyczące prowadzenia Centrum Wielokulturowego. Są to dla nas inspirujące rozwiązania. W Białymstoku prowadzona była cała akcja związana z uwypukleniem problemu tolerancji wobec wszystkich ekscesów, które miały tam miejsce. W Krakowie mamy o tyle inną sytuację, że u nas nie ma takiej zorganizowanej działalności rasistowskiej czy ksenofobicznej. Ciągle niestety mamy do czynienia z jednostkowymi zdarzeniami, które nie są, według naszej opinii, w większości przypadków motywowane ksenofobicznie, a są to wyłącznie poboczne emocje, którym także daje się upust przy takich okazjach. W Krakowie jest to zjawisko związane zdecydowanie ze środowiskami kibolskimi i widzimy je szczególnie na obrzeżach imprez masowych. Jest to pewien margines, dający się zresztą dość łatwo wyodrębnić, bo wielokrotnie są to te same osoby. Barwy klubów X, Y, Z są często sztafażem, a nie identyfikują danego człowieka z daną organizacją. Warto też zwrócić uwagę, że są to zachowania, które najczęściej ujawniają się w grupie, praktycznie nie notujemy indywidualnych aktów agresji.

IM Kraków: Kraków jest jednym z większych ośrodków migracyjnych w Polsce, a mimo to w mieście nie istnieje centrum pierwszego kontaktu i wsparcia dla migrantów. Miejsca takie są w Warszawie, Poznaniu, Lublinie. Czy są jakieś inicjatywy, aby w Krakowie powstał taki ośrodek?
Andrzej Kulig: W projekcie uchwały, parokrotnie już wspomnianym, przewidzieliśmy jako zadanie priorytetowe uruchomienie takiego punktu informacyjnego, w którym będą udzielane porady w różnych językach. Poza tym uchwała przewiduje przetłumaczenie procedur dotyczących cudzoziemców oraz ich publikację w BIP-ie, a także szkolenia dla samych pracowników samorządowych. Trwają także prace z partnerami Urzędu, mające na celu przygotowanie pakietu powitalnego dla obcokrajowców. Mogę też powiedzieć, że nieformalnie toczą się rozmowy jednej z organizacji, która ma ambicję, aby miejsce takie prowadzić, i nie ukrywam, że my temu sprzyjamy, tyle że organizacja ta jest w fazie konstytuowania się. Organizacja ta ma pozytywne rekomendacje Urzędu Wojewódzkiego, więc jeżeli się powiedzie, to być może w tym roku takie miejsce powstanie. Natomiast, aby nie być skazanym na jedną inicjatywę, pracujemy również nad wspominanym punktem informacyjnym, bo być może on nam pokaże, że istnieje potrzeba zbudowania takiego podmiotu. Mówiąc wprost, do tej pory sami migranci nie wystąpili do nas z taką inicjatywą. Być może wynika to właśnie z tego, że dominują kontakty indywidualne, więc dopiero liczymy na rekonesans w tej kwestii.

IM Kraków: A czy są jakieś inicjatywy zorientowane na migrantów i podejmowane na poziomie międzymiastowym?
Andrzej Kulig: Tak. Jest Forum Polityk Migracyjnych różnych miast i dokonuje ono wymiany doświadczeń właśnie w tym zakresie. Miasto oczywiście zamierza dalej uczestniczyć w tym przedsięwzięciu. Uważamy, że jest to szczególnie ważne, gdyż zmienia się charakter samych migracji oraz pojawiają się nowe zjawiska, na które musimy się przygotować. Sytuacja na wschodzie Ukrainy jest niepewna, co w oczywisty sposób musi być przez nas uwzględnione w długofalowej polityce. Ufamy, że po uchwaleniu przez Radę Miasta „Programu…” będzie można powołać zespół, który będzie na bieżąco analizował sprawę migracji w Krakowie. To jest zjawisko poważne i państwa bardziej zamożne oraz lepiej zorganizowane od Polski mają tu bardzo duże problemy, co pokazują ostatnie wydarzenia z Lampedusy czy Bawarii, musimy więc być czujni.

 

Porównując Kraków z innymi miastami Polski, od jakiegoś czasu aktywnie kształtującymi politykę wobec obcokrajowców, trzeba zaznaczyć, że inicjatywa zarówno ze strony miasta, jak i trzeciego sektora istnieje. W wielu przypadkach nie są to przedsięwzięcia jałowe, atmosfera sprzyja wierze w pomyślność i skuteczność planowanych działań. Ale Kraków ma jeszcze dużo pracy przed sobą, działania miasta na rzecz cudzoziemców powinny być teraz bardziej zorientowane na poprawę ich jakości życia poprzez dalsze upraszczanie procedur urzędniczych oraz pomoc w nauce języka polskiego. Bo kwestie kulturowe w Krakowie na pewno nie są pomijane, ale również miasto ma świadomość, że migranci nie żyją samą kulturą. Urząd Miasta Krakowa świetnie pracuje na rzecz wielokulturowości i antydyskryminacji oraz promocji miasta jako centrum outsourcingowego. Gorzej na pewno jest w kwestiach zawiłych procedur urzędowych i nakładających się na nie problemów językowych, a te dwie dziedziny zdają się być największym utrapieniem migrantów mieszkających w Krakowie. Opisywane działania i strategia miejska są dowodem, że często dopiero zdiagnozowano problemy i krakowskie instytucje wypracowują praktyki pewnych działań. Krakowski projekt uchwały antyrasistowskiej jest ambitny, ale na razie pozostaje tworem wyłącznie papierowym, a Kraków cały czas pracuje na rzecz poprawy migranckiej rzeczywistości. Zmiany te niewątpliwie są kwestią czasu. Miastem wielu kultur Kraków jest od dawna, ale nieustannie musi pracować, aby być miastem otwartym dla samych migrantów.

Dodał: |
Aktualizacja: |

Z Joanną Synowiec ze Stowarzyszenia Nomada, które realizuje projekt Sukurs – przeciwko przemocy motywowanej uprzedzeniami, rozmawia Przemysław Witkowski


Przemysław Witkowski: Czym jest „Sukurs”?
Joanna Synowiec: „Sukurs” to projekt przeciwko przemocy motywowanej uprzedzeniami, który rozpoczęłyśmy w Stowarzyszeniu na Rzecz Integracji Społeczeństwa Wielokulturowego „Nomada” w 2010 roku. Najpierw metodą kuli śnieżnej przeprowadziłyśmy badania wśród osób narażonych na tego rodzaju przemoc, potem napisałyśmy raport dotyczący przemocy motywowanej uprzedzeniami we Wrocławiu, a kolejnym krokiem było otwarcie punktu wsparcia dla osób, które doświadczyły przemocy motywowanej uprzedzeniami. W ramach działań prowadzimy prace oparte na ciągłym i bezpośrednim kontakcie z ludźmi narażonymi, czyli osobami czarnoskórymi, migrantami z Indii, muzułmanami czy Romami z Rumunii, to działanie nazywamy community-workingiem lub pracą w terenie. Prowadzimy też punkt wsparcia w biurze, do którego może przyjść każda osoba. W ramach naszego wsparcia oferujemy asystowanie i wsparcie podczas procesu sądowego jako publiczność lub przedstawicielka organizacji społecznej. Wiele w tych pracach jest oparte na bliskich relacjach i badaniu potrzeb osób poszkodowanych. Staramy się udzielać adekwatnego wsparcia czy w zakresie podstawowego wsparcia prawnego, czy psychologicznego.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

W Migrant Info Point (MIP), punkcie informacyjno-doradczym w Poznaniu, przez prawie dwa lata trwania projektu „AMIGA Aktywni MIGrAnci na lokalnym rynku pracy” udzieliliśmy już wsparcia ok. 400 cudzoziemcom. Jest to projekt, który powstał z ramienia Centrum Badań Migracyjnych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (CeBaM). Dzięki spotkaniom w MIP oraz streetworkingowi, czyli indywidualnemu wsparciu i asystowaniu imigrantom w załatwianiu ich codziennych spraw, możemy obserwować ich zmagania integracyjne. Imigranci najczęściej zgłaszają się do nas, aby zapisać się na darmowy kurs języka polskiego oraz z pytaniami odnośnie do legalizacji pobytu.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Wydawać by się mogło, że pisanie o wielokulturowości Łodzi – miasta, którego jedną z wizytówek jest marka miasta czterech kultur oraz coroczne wydarzenie społeczno-artystyczne Festiwal Czterech Kultur – będzie polegało na dopisaniu kolejnej zwrotki do pochwalnej pieśni o miejscu „praktycznie wolnym od ksenofobii, (…) różnych kultur, różnych narodów” (cytat z materiałów promocyjnych miasta: Turystyczna Łódź). Tyle że i w materiałach promocyjnych, i w praktyce jest używany czas przeszły dokonany: „Łódź zapamiętana została jako miasto tolerancji, miasto różnych kultur, różnych narodów, które obok siebie żyły”. Łódź BYŁA wielokulturowa. W Łodzi ŻYLI przedstawiciele różnych narodów („obok siebie” to także istotny i znaczący element tego opisu). Ale to się, proszę pani – słyszę często – skończyło przez wojnę.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Zgierz – miasto i gmina w województwie łódzkim – to miejsce szczególne. W mieście tym mieszka niespełna 60 tys. osób (w Łodzi ponad 700 tys.). Znane jest szerokiej publiczności (nie tylko w Polsce, ale i na świecie) dzięki filmowi „Ida”, do którego zdjęcia kręcone były m.in. w Zgierzu, sąsiaduje z Łodzią i pozostaje niejako na uboczu wielkomiejskich działań, a zarazem idzie z Łodzią krok w krok. Ot, choćby w zakresie ułatwień dla migrantów. Otóż w obu miastach w 1821 roku podpisano dokumenty, na mocy których przyznano rozmaite ułatwienia i ulgi dla zagranicznych osadników. W przypadku Zgierza było to 300 sukienników. Oprócz troski o dobrobyt ekonomiczny migrantów pomysłodawcy umowy wykazali się także dbałością o ich życie duchowe: „Na kościół ewangelicki w nowej osadzie, równie jak na osadę dla pastora, wyznaczonym zostanie potrzebny grunt i drzewo na pierwsze wystawienie budowli bezpłatnie udzielone będzie” (art. 32). Jak podkreśla Marek Lipiec, naczelnik Wydziału Edukacji i Młodzieży w Urzędzie Miasta w Zgierzu, obecność osadników była dla miasta kluczowa i bezcenna. Dzięki migrantom, ich wiedzy i doświadczeniu możliwy był dynamiczny rozwój miasta.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Czy można mówić o gorszej i lepszej wielokulturowości? Niewątpliwie tak, ot choćby z punktu widzenia organizacji pozarządowych podejmujących ten temat w swoich działaniach. Z moich obserwacji, rozmów i doświadczeń wynika, że najlepsza wielokulturowość to ta miniona. Bo kiedy wielokulturowość nie grozi nam bezpośrednio, kiedy jedynie duchy przemierzają ulice – wówczas można ze wzruszeniem brać do ręki pamiątkowe księgi i czytać o tym, jak to Polacy te kilkadziesiąt lat temu koegzystowali z grupami różnej narodowości i religii. Tak rozumianą wielokulturowość można kultywować ze wsparciem i pod patronatem, można zrobić konkurs wiedzy historycznej albo festiwal – i wszyscy będą zadowoleni…

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Zastanawiałam się, co też mnie podkusiło (poza niezłomnym lokalnym entuzjazmem oraz niepoprawnym optymizmem i wiarą w to, że „moje” miasto zauważy migrantów i przyzna im należne miejsce wśród mieszkańców „miasta fabryk i Tuwima”), żeby zgodzić się przeprowadzić wywiady z przedstawicielami organizacji pozarządowych wspierających migrantów na temat lokalnych działań na rzecz migrantów, podejmowanych przez samorząd. Przecież w Łodzi nie ma ani takich organizacji, ani takich działań… – powtarzałam sobie w chwilach zwątpienia.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Artykuł ten miał być formą wywiadu z przedstawicielem Urzędu Miasta Poznań. Przy pracy nad tekstem wynikło, że taka forma nie jest możliwa do zrealizowania. Posłużyłam się fragmentami wypowiedzi z krótkiego wywiadu, który przeprowadziłam z urzędniczką miejską. Tematem rozmowy były lokalne polityki migracyjne prowadzone przez miasto Poznań.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Czym się Pani zajmuje?

Jestem zastępcą dyrektora Centrum Komunikacji Społecznej, a także pełnię funkcję Pełnomocnika Prezydenta miasta ds. równego traktowania. Łączę te dwie funkcje. Jako zastępca dyrektora koordynuję projekty interdyscyplinarne realizowane w Warszawie, czuwam nad wykonaniem założeń Społecznej Strategii Warszawy. Głównymi zadaniami pełnomocnika jest: współpraca z organizacjami pozarządowymi, przygotowywanie projektów programów i kampanii społecznych podnoszących poziom świadomości społecznej w zakresie przeciwdziałania dyskryminacji i promocja równego traktowania.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

O tym, jak Warszawa radzi sobie z obszarem integracji mieszkańców, w jaki sposób imigranci są postrzegani przez warszawiaków i jak wygląda idealna strategia miasta na działania wielokulturowe – opowiada Witek Hebanowski, szef Fundacji Inna Przestrzeń.

Aleksandra Górecka: Czy rozmawiając na temat strategii integracyjnej Warszawy i kompleksowych działań na rzecz wielokulturowości, możemy się odwołać do konkretnego, wypracowanego na szczeblu samorządowym, dokumentu, który wskaże nam jakie działania są podejmuje miasto w tym obszarze?

Witek Hebanowski: Nie ma żadnego dokumentu, nie ma też jednej strategii w Warszawie, ale działa bardzo wiele mechanizmów, które świadczą o zrębach nieformalnej strategii. Obecnie to, co miasto wypracowało, to więcej niż pojedyncze działania; możemy mówić już o pewnej praktyce. Jedyny dokument, który był bliski tematom migranckim i w jakiś sposób je zawierał, to „Warszawa Różnorodna”. Dokument ten ostatecznie nie został przyjęty przez Radę Miasta, prace nad nim zostały zakończone i właściwie nie możemy go zobaczyć. Podsumowując, brak jest jednolitej strategii, działania natomiast są prowadzone.

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Z Tomaszem Szkwarkiem i Krzysztofem Furtanem z Infolinku rozmawia Przemysław Witkowski

Przemysław Witkowski: Czym jest Infolink?
Krzysztof Furtan: Nasza pełna nazwa brzmi International Information and Support Office. Infolink jest biurem miejskim, w którym obcokrajowcy mogą otrzymać niezbędne informacje potrzebne do tego, by sprawnie funkcjonować, w tym pracować i rozwijać swój biznes we Wrocławiu. Jesteśmy projektem finansowanym przez Urząd Miejski Wrocławia. Infolink nie jest centrum wielokulturowym, chociaż blisko mu do Zespołu do spraw dialogu międzykulturowego, działającego tak jak my w ramach Wrocławskiego Centrum Rozwoju Społecznego, które jest jednostką organizacyjną Gminy Wrocław. Infolink jest projektem nastawionym na codzienną pomoc konkretnemu cudzoziemcowi. Można nas odwiedzić osobiście, zadzwonić do nas, napisać maila. Pomagamy poprzez rozmowę, choć czasem pojawiają się tematy, które wymagają poprowadzenia dla kogoś sprawy. Infolink jest otwarty od poniedziałku do piątku, od godziny 11.00 do 18.00. Jesteśmy więc otwarci także na osoby, które pracują w sektorze prywatnym, w tym międzynarodowym. W większości Polski punkty informacyjne dla migrantów są otwarte w konkretnych dniach, w określonych godzinach, dużo krócej niż my. Infolink jest skierowany do osób, które przyjeżdżają do Wrocławia do pracy, zarówno do obywateli Unii Europejskiej, jak i spoza UE, przy czym pomagamy wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują. Nie pytamy na wstępie o dokument, który potwierdza legalność pobytu, nie prosimy o dowód osobisty czy paszport. Po prostu, jeśli ktoś danej pomocy potrzebuje – pomagamy.
Tomasz Szkwarek: W innych miastach są to głównie punkty prowadzone przez organizacje pozarządowe. Tak jest w Poznaniu czy Warszawie. Infolink jest w 100% finansowany z miejskich środków i otwarty dla każdego.

Ile osób zajmuje się migrantami w waszej jednostce zarówno na poziomie Infolinku, jak i całego Wrocławskiego Centrum Rozwoju Społecznego?
T.S.: W Infolinku na stałe zatrudnione są dwie osoby. Oprócz Infolinku jest także Zespół ds. dialogu międzykulturowego, w którym pracują trzy osoby. Łącznie w całym WCRS-ie tematem migrantów, wielokulturowości zajmuje się pięć osób. W Dziale Współpracy Instytucjonalnej pracuje również osoba, która zajmuje się mniejszościami etnicznymi i narodowymi. Nie są to sensu stricto nowi migranci, ale ludzie, których grupy etniczne i narodowe tworzą to miasto od dłuższego czasu. Przez kilka ostatnich lat w WCRS-ie dwa razy z rzędu prowadzony był projekt poświęcony wrocławskim Romom z grupy Polska Roma. Był to projekt unijny.

Jak długo działacie?
T.S.: Na początku kwietnia 2015 roku minęły dwa lata.

Co było motywacją dla Urzędu Miasta Wrocławia do stworzenia takiego punktu?
T.S.: Coraz większa obecność obcokrajowców w życiu miasta. Sam pomysł pojawił się w czasie kontaktów i rozmów obecnej wiceprezydent Wrocławia Anny Szarycz z obcokrajowcami-ekspatami, którzy zaczęli przyjeżdżać do pracy do Wrocławia. Chcieli, żeby taki punkt pojawił się w mieście. Z racji trudności językowych czy zawiłości prawnych mają oni często trudności z załatwieniem podstawowych dla siebie rzeczy: karty stałego pobytu, karty tymczasowego pobytu, wynajmu mieszkania, ubezpieczenia zdrowotnego. Głównie jest to obszar spraw formalno-prawnych. Jest też drugi obszar, związany z życiem codziennym. Obcokrajowcy często potrzebują fryzjera, dentysty czy innych tego typu usług, gdzie mogą porozumieć się po angielsku bądź w jakimś innym obcym języku. Tu również pomagamy.
K.F.: Została już przygotowana aplikacja internetowa WrOpenUp, którą można ściągnąć na komórkę. Każdy przedsiębiorca, który oferuje usługi także w języku obcym, może zgłosić się do tego programu. Również obcokrajowiec, który zauważy, że w lokalu można skorzystać z usługi w innym języku niż polski, może nam wskazać na mapie Wrocławia, że u tego fryzjera czy lekarza można się porozumieć w języku obcym. Pracujemy nad kolejnymi aplikacjami – tym razem pomagającymi obcokrajowcom w wypełnieniu formularzy urzędowych.

Na ile osób szacowaliby Panowie liczbę obcokrajowców mieszkających na stałe we Wrocławiu?
T.S.: Odpowiedzi są dwie. Jedna jest oficjalna – obcokrajowcy, którzy legalnie przebywają w naszym mieście, i to jest mniej więcej siedem tysięcy osób. Jest również grupa, która przebywa we Wrocławiu nielegalnie albo przedłuża pobyt turystyczny. Odnawiając wizę turystyczną, można przebywać tu dłużej, choć w statystykach ciągle jest się tylko turystą.
K.F.: Urząd Wojewódzki prowadzi rejestr cudzoziemców, który obejmuje jednak tylko ludzi spoza Unii Europejskiej. Natomiast obywatele państw UE mają obowiązek rejestracji swego pobytu powyżej trzech miesięcy. Rzadko dopełniają oni tego obowiązku, bo nie jest on obwarowany dotkliwymi sankcjami. Próbujemy ustalić metodologię zbadania od strony socjologicznej grupy obcokrajowców mieszkających we Wrocławiu. Wszystko po to, by odpowiedzieć na potrzeby tych osób. Jesteśmy również w kontakcie z NGO-sami czy z Instytutem Spraw Publicznych z Warszawy.


A czy we Wrocławiu współpracujecie z innymi instytucjami, organizacjami zajmującymi się sprawami obcokrajowców?
K.F.: Działający z nami w WCRS-ie Zespół ds. dialogu międzykulturowego przygotował targi edukacji międzykulturowej, na których prezentowały się NGO-sy działające na terenie Wrocławia. W targach tych wzięło udział czternaście organizacji pozarządowych i ponad siedemdziesięciu nauczycieli z wrocławskich szkół i przedszkoli. To pokazuje, ile organizacji w naszym mieście ma do czynienia z wielokulturowością.

Na czym polega ta współpraca?
K.F.: Pomagamy w promocji tych organizacji poprzez organizację takich targów. Współpracujemy na przykład z Fundacją WroOpenUp, która oprcowuje program edukacji multikulturowej w szkołach i uzyskuje wsparcie miasta w przygotowaniu takich warsztatów.

Zapewniacie im wsparcie finansowe czy organizacyjne?
T.S.: Miasto wspiera finansowo, a Infolink zapewnia promocję. Jesteśmy miejscem, które jest otwarte od poniedziałku do piątku. Istnieje strona internetowa, działa adres internetowy, telefon i praktycznie przez siedem dni w tygodniu można się z nami skontaktować. Wszystkie organizacje, które współpracują pośrednio czy bezpośrednio z obcokrajowcami, mogą przekazywać nam informacje o swoim działaniu. Jeśli obcokrajowcy mają problem z załatwieniem konkretnej sprawy, to mogą przez nich zwrócić się do nas i my z ramienia Urzędu Miasta jesteśmy w stanie im pomóc.

Czyli, jak rozumiem, nie realizujecie z NGO-sami jakichś wspólnych programów?
T.S.: Najbliżej współpracujemy z dwiema organizacjami. Po pierwsze ze wspomnianą już Fundacją WroOpenUp. Realizowany przez tę fundację – w partnerstwie z Urzędem Miejskim Wrocławia oraz wrocławskimi „korporacjami”, głównie Google, HP i IBM – WrOpenUp to edukacyjny program dla młodzieży. Wspomniana wcześniej aplikacja internetowa powstała przy współpracy właśnie z nimi. Drugim takim podmiotem jest International Friends of Wroclaw. To z kolei niesformalizowana organizacja, która zrzesza obcokrajowców mieszkających we Wrocławiu, prowadzi warsztaty, spotkania i tworzy inicjatywy międzykulturowe.

Projekt „Wielokulturowi wrocławianie” to wasza inicjatywa?
K.F.: To działanie Zespołu do spraw dialogu międzykulturowego. Jego ideą jest pokazanie, że we Wrocławiu mieszkają różni ludzie, obcokrajowcy, mniejszości narodowe i etniczne, ekspaci oraz ludzie urodzeni w tym mieście, którzy mają pochodzenie dwukulturowe. Ten projekt pokazuje, że są oni wśród nas, żyją jak każdy inny mieszkaniec. Mają swoją pracę, studiują, zakładają rodziny, są częścią tkanki miejskiej, ubogacają Wrocław. Następna odsłona wystawy planowana jest na ósmego maja w Domu Europy w związku z obchodami Dnia Europy. Wystawę będzie można oglądać przez następne dwa tygodnie.

My działamy dla konkretnego człowieka, który przychodzi do nas, do biura. Może być z Unii Europejskiej albo spoza jej granic. Mówię o tym dlatego, że Centrum Integracji Społecznej prowadzi projekt europejski, który oferuje szeroki zakres usług od pomocy prawnej przez psychologiczną po szkolenia zawodowe, ale wymaga, aby dana osoba miała tytuł legalizacyjny do pobytu w Polsce na co najmniej 365 dni, bo jest to projekt finansowany z UE. Na wstępie trzeba pokazać, że jest się tu legalnie i można korzystać z tego typu pomocy. U nas takiego wymogu nie ma.

Z jakimi problemami stykają się Państwo najczęściej?
K.F.: Jeśli pojawia się jakiś problem w życiu obcokrajowca, to staramy się odpowiedzieć zgodnie z potrzebą. Doradzamy głównie w aspekcie legalizacji pobytu w Polsce, rejestracji pobytu we Wrocławiu, w formalnościach związanych z codziennym życiem we Wrocławiu – wyrobieniem NIP-u, numeru PESEL, zameldowaniem, wynajmem mieszkania czy wyborem odpowiedniego ubezpieczenia. Doradzamy też obcokrajowcom przy wyborze odpowiedniej formuły pracy – przy założeniu spółki prawa handlowego czy własnej działalności gospodarczej. Konsultujemy umowy proponowane przez najemców bądź pracodawców. W razie potrzeby oferujemy nasze wzory umów.

Większość migrantów w krajach Europy Zachodniej to jednak głównie słabo wykształceni migranci ekonomiczni. W Polsce nie ma ich jeszcze zbyt wielu, ale z czasem najpewniej będą napływać. Czy i tą grupą zajmuje się Państwa instytucja?

K.F.: Praktyka pokazuje, że takie osoby najczęściej zgłaszają się po pomoc. Ekspat, czyli według słownikowej definicji „wysokiej klasy specjalista, który opuścił ojczyznę, aby pracować za granicą”, przeprowadzając się do Polski, najczęściej już wcześniej zmieniał kraj zamieszkania. Jeśli nawet robi to po raz pierwszy, ma zazwyczaj wsparcie przyszłego pracodawcy. To osoba z pewnym potencjałem intelektualnym i przyjeżdżając do Polski, ma już „odrobione zadanie domowe”. Wie mniej więcej, czego organy administracji będą od niej oczekiwać, gdzie pewne rzeczy można załatwić.
Do nas zazwyczaj przychodzą osoby, które mają z powyższym problem; powiedzmy na użytek naszej rozmowy – migranci. Niekoniecznie mają od razu załatwioną pracę, są freelancerami, reprezentują wolne zawody, są nauczycielami języków obcych, dopiero rozważają, czy otworzyć we Wrocławiu działalność gospodarczą, zastanawiają się, czy to jest w ogóle możliwe. Trafili do Wrocławia może nie przypadkowo, ale to nie była jakaś przygotowana wcześniej strategia.

Czyli są to głównie ludzie z klasy średniej? Czy zdarzają się migranci o innym statusie społecznym?
K.F.: Pamiętajmy, że od migrantów spoza UE często wymaga się udokumentowania posiadanych środków. Tak więc nie mówimy tu o osobach, które są na granicy godnej egzystencji. Osoby, z którymi rozmawiamy, gdy przyjeżdżają, mają zazwyczaj przygotowane pieniądze na kilka miesięcy życia tutaj i muszą przez ten czas jakoś się zorganizować. Muszą znaleźć pracę, np. w szkole językowej, w jakiejś korporacji, firmie, a jeśli jej nie znajdują, to przenoszą się gdzieś indziej. Jest też grupa wysoko wykwalifikowanych pracowników, często pracujących we wrocławskich oddziałach firm międzynarodowych. Ich wspieramy głównie poprzez kontakty z działami HR.

Działacie więc głównie z dobrze zintegrowanymi korporantami. Czy Państwa działalność obejmuje również ludzi bardzo biednych, na przykład rumuńskich czy bułgarskich Romów?
T.S.: Myślę, że jesteśmy w stanie im pomóc. Natomiast w ostatnim czasie, mniej więcej od sześciu miesięcy, od rozpoczęcia się konfliktu na Ukrainie najwięcej zgłoszeń mamy od ludzi pochodzących właśnie z tego kraju. Można powiedzieć, że więcej niż połowa – może nawet siedem na dziesięć osób, które albo fizycznie przychodzą do naszego punktu, albo kontaktują się z nami mailowo czy telefonicznie – to są właśnie obywatele Ukrainy. Również w Urzędzie Wojewódzkim w porównaniu z zeszłym kwartałem liczba wniosków o legalizację pobytu Ukraińców wzrosła o 300%, a liczba wniosków z jeszcze wcześniejszego kwartału również była wyższa niż w poprzednim. To tendencja narastająca.

Co może zrobić jednak ubogi migrant, żeby móc normalnie wejść w życie społeczne miasta? Co ma zrobić, jeśli brakuje mu środków do życia?
K.F.: Może skorzystać z pomocy społecznej. Jednak żeby z niej korzystać, trzeba legalnie przebywać na terenie Polski. W takim przypadku obcokrajowiec musi zarejestrować swój pobyt, jeśli przebywa na terenie kraju dłużej niż trzy miesiące. Zarejestrowanie wiąże się z zameldowaniem, do którego potrzebne są dokumenty tożsamości. I tu jest problem na przykład z Romami, którzy często ich nie posiadają.

A jeśli mają dokumenty?
K.F.: To będzie im zdecydowanie łatwiej. Jeśli dopełnią tych formalności, to państwo polskie będzie w stanie przyznać im pomoc społeczną.

Od wielu lat do Wrocławia przyjeżdżają studenci z Afryki. Czy oni też się do was zgłaszają ze swoimi problemami?
T.S.: U nas szukają pomocy głównie w kwestiach prawnych i informacyjnych. Gdyby wystąpiły jakieś przypadki bardziej drastyczne, warto dodać, że Zespół ds. dialogu międzykulturowego prowadzi akcję „Stop mowie nienawiści”. To akcja monitorowania przemocy motywowanej uprzedzeniami rasowymi. Wszyscy, którzy są świadkami np. rasistowskich napisów na murach, mogą poinformować o tym, pisząc maila na odpowiedni adres mailowy. Afrykańczycy to grupa szczególnie narażona na takie zdarzenia, więc i to jest forma pomocy udzielana tym migrantom. Mail kontaktowy jest traktowany bardzo poważnie i jeśli pojawia się jakieś zgłoszenie, to reakcja jest szybka i adekwatna. To nie jest tak, że codziennie we Wrocławiu ktoś zostaje pobity z powodów etnicznych. Jeśli jednak już taka sytuacja ma miejsce, to wtedy dużo zależy od wrocławian. Często ofiara reaguje ucieczką, więc wiele zależy od tego, czy ktoś ze świadków zgłosi takie zajście.

Czy ktoś z urzędu pomaga im w kontakcie z policją, w zgłoszeniu sprawy?
T.S.: Jeśli byłaby taka potrzeba, to dobrym adresem w tego typu sytuacji jest Zespół ds. dialogu międzykulturowego. Jeśli istnieje potrzeba tłumaczenia czy asysty, to jest to jak najbardziej do zrobienia. Zespół nie tylko reaguje na problemy, ale prowadzi również działania profilaktyczne. Są organizowane warsztaty, m.in. dla policjantów i strażników miejskich, a także dla nauczycieli
i uczniów we wrocławskich szkołach.

„Guardian” wskazuje na niebezpieczeństwo, jakie tkwi w terminie ekspat. Zdaniem dziennika zarezerwowany jest on tylko dla białych z bogatych krajów, spychając resztę do grupy immigrants i ma nacechowanie rasistowskie. Co panowie o tym sądzą?
K.F.: Ja również często się spotykam z sytuacją, gdy termin ekspat jest zawężany do pracownika, który poszukuje pracy w korporacji i zazwyczaj tym pracownikiem jest osoba z wysokim kapitałem kulturowym i orientacją w naszych warunkach prawno-ekonomicznych. Z uwagi na coraz intensywniejszą migrację do Polski tematy migracyjne za chwilę staną się coraz częstszym przedmiotem publicznej debaty. Bez wątpienia są to tematy drażliwe – jak w państwach Zachodu: z jednej strony chodzi o pracę i to, czy starczy jej dla wszystkich. Z drugiej o to, co importujemy razem z ekspatem czy migrantem: jego kulturę, która może nas ubogacić, ale też być może konflikty z państwa jego pochodzenia.
T.S.: Różnica ta wynika też z kwestii czasu. Najczęściej ekspaci przebywają w danym mieście czasowo, na okres kontaktu, żeby po maksimum kilku latach przenieść się i pracować w innym kraju, w innej korporacji. Migranci zwykle starają się zostać na dłuższy czas.

Jakie są najbliższe działania, jakie planujecie w Infolinku?
K.F.: Pracujemy nad dwiema aplikacjami mobilnymi dla obcokrajowców, które mogłyby im pomóc w rzeczywistości urzędów. Ponadto przygotowujemy się do konferencji wrocławskich menedżerów HR, którzy pracują w firmach zatrudniających obcokrajowców lub chcących ich zatrudnić.

 

Biogramy:

Tomasz Szkwarek – absolwent stosunków międzynarodowych, kierownik działu Programów Miejskich we Wrocławskim Centrum Rozwoju Społecznego, koordynuje funkcjonowanie Infolinku International Information and Support Office.
Krzysztof Furtan – prawnik, adwokat, koordynuje wsparcie prawne obcokrajowcom przybywającym do Wrocławia oraz czynnie angażuje się w grupy eksperckie konsultujące politykę migracyjną przy Światowej Organizacji Migracji (IOM) oraz Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Dodał: |
Aktualizacja: |
Na zdjęciu są laureaci nagród w konkursie Miasta Otwarte.

W chwili obecnej tworzony jest międzysektorowy i interdyscyplinarny zespół ds. modelu integracji imigrantów. Do zespołu zgłosiło się już 35 podmiotów, które reprezentuje ponad 65 osób. Skład osobowy grupy nie jest jeszcze ostateczny, bo wciąż napływają kolejne zgłoszenia. Oficjalne powołanie zespołu powinno nastąpić na początku maja. Miasto Gdańsk jest pierwszym polskim miastem, które w tak partycypacyjny i interdyscyplinarny sposób rozpoczyna budowanie zintegrowanej polityki migracyjnej -- mówi Grzegorz Szczuka, dyrektor Wydziału Rozwoju Społecznego w UMG .

Czytaj dalej >

Dodał: |
Aktualizacja: |

Co zrobić, by rekomendacje wypracowywane podczas projektów były faktycznie dyskutowane i brane pod uwagę przez zainteresowane instytucje?

Część 1

Na wstępie pojawia się kilka pytań: przez kogo te rekomendacje zostały wypracowane? Czy uczestniczyły w tym wszystkie instytucje zajmujące się tematem? Czy w omawianym procesie brała udział instytucja (przedstawiciel), do której zamierzano skierować rekomendację?

Czy rekomendacje uwzględniły możliwości wszystkich podmiotów dyskusji oraz prawa i obowiązki obywatelskie, a także kompetencyjne uczestników dyskusji?

Czy rekomendacje wypracowane podczas przeprowadzania projektów są celem danego projektu, czy kolejnym etapem potrzebnym do osiągnięcia celów projektowych? I czy w projekcie nastąpiła oczekiwana ich realizacja, a co za tym idzie – ewaluacja wykonanych działań?

Czytaj dalej >

Lublin to mój drugi dom, drugi Łuck

Dziennikarka i fotografka. Pomysłodawczyni i realizatorka „Twarzy Lublina”. Łucczianka, która obecnie mieszka w Lublinie. O niej, jej projekcie, Lublinie i jego twarzach z Oksaną Tsymbaliuk rozmawia Krzysztof Janiak.

KRZYSZOF JANIAK: Uwielbiasz fotografować ludzi. Czym jeszcze się pasjonujesz i interesujesz? Co cię fascynuje?

OKSANA TSYMBALIUK: Od dziecka zajmuję się muzyką. Chodziłam do szkoły muzycznej. Skończyłam ją w klasie fortepianu. Bardzo lubię muzykę. Jeżeli nie zostałbym dziennikarką, to zostałabym pianistką. Kiedy jeszcze mieszkałam w Łucku, chodziłam przez rok do Garage Rock School i grałam na perkusji. Muzyka jest moją wielka pasją. Uwielbiam także sport. Gotowanie również sprawia mi przyjemność. Nie lubię niezdrowego jedzenia, lubię gotować prosto i zdrowo. Bardzo lubię spacerować, a także podróżować.

Może jesteś wegetarianką?

Wegetarianizm jest ciekawy dla mnie ze względów kulinarnych. Fotografia, jednak, to jest moja największa pasja. Jeszcze mi się nie znudziła.

Gdzie podróżowałaś?

W tym i poprzednim roku byłam w Norwegii, Wiedniu, Bratysławie, podróżowałam także do Gdańska, Torunia, Krakowa i Warszawy, bardzo ją lubię.

Gdzie chciałabyś pojechać?

Do Islandii i Nowego Jorku.

Ponad rok temu przeprowadziłaś się z rodzinnego Łucka do Lublina, dlaczego? Coś cię zaciekawiło, zaintrygowało w tym mieście? Może przyjechałaś tu do kogoś?

Pierwszy raz przyjechałam do Lublina w 2012 na wymianę fotografów. Mieszkaliśmy w Lublinie 10 dni. Chodziliśmy po Krakowskim Przedmieściu, Starówce, Plazie. Było bardzo gorąco. Na ulicach byli tylko emeryci i bezdomni. Było nudno i nie fajnie. Pomyślałam wtedy "Boże, co to za miasto. Nigdy nie chce tu mieszkać". Ogólnie mi się nie spodobało i stwierdziłam, że nie przyjadę tu więcej. W moje urodziny moje koleżanka napisała, że Fundacja Duchowej Kultury Pogranicza szuka wolontariusza. Pisze do mnie "Oksana szukamy nowego wolontariusza, chcesz?", a ja na to "Chcę! Gdzie? Jakie miasto?". Ona "Lublin", a ja "No dobrze!". Przyjechałam do Lublina 1 czerwca 2013 dzięki temu, że mój projekt "Twarze Lublina" został zaakceptowany przez komisję rekrutacyjną programu "Młodzież w działaniu".

Chcesz tutaj zostać? Czy może wybierzesz inne miasto?

Jeszcze nie wiem, muszę dokończyć mój projekt. Wtedy będę myśleć, co robić dalej. Lublin to pierwsze miasto gdzie mieszkam bez moich rodziców, bez przyjaciół. Wszystko było dla mnie nowe. Na początku było mi ciężko, ale już po pół roku mieszkania w Lublinie pomyślałam "Wszędzie, gdzie jedziesz bierzesz siebie ze sobą. Trzeba robić tak, żeby w tym miejscu gdzie jesteś było Ci dobrze." Wszyscy mnie teraz pytają czy chce zostać. Jeżeli znajdę jakiś projekt, pracę lub sprawę dla mnie ważną i mającą treść to zostanę. Mam tu dobrych znajomych, fajny projekt, który jest lubiany przez ludzi. Blisko jest do Łucka. Lublin to takie miasto do życia. Jeżeli chcesz czegoś większego musisz wyjechać z Lublina. Ja jeszcze nie wiem, muszę dokończyć mój projekt. Wtedy będę myśleć, co robić dalej.

W Łucku zrealizowałaś swój pomysł Twarze Łucka, opowiedz o tym projekcie. Skąd wziął się pomysł? Jakie są Twarze Łucka?

Realizowałam ten projekt z moimi przyjaciółmi: Tetianą Zubryk i Wołodymyrem Chomyczem. W lipcu 2012 roku pomyśleliśmy, że będziemy fotografować ludzi. Poszłam do Wołodymyra, rozmawialiśmy o fotografii. On pokazał projekt "Twarze Odessy". Stwierdziliśmy, że to bardzo fajna idea. Na Ukrainie było już kilka takich projektów, ale zaczęło się od "Humans of New York". Pojechaliśmy wtedy do Lublina na tą wymianę, potem do Białegostoku. We wrześniu 2012 roku wystartował projekt "Twarze Łucka". Szybko napisaliśmy koncepcje, wybraliśmy 5 pierwszych osób. Sfotografowaliśmy je. Następnego dnia robiliśmy zdjęcia wszystkim, których spotkaliśmy na ulicy. To była fajna inicjatywa, bez budżetu. Chcieliśmy to zrobić.

Jakie są Twarze Łucka?

Dla mnie projekt „Twarze Łucka”, to świadomość tego, że coś mogę dać światu i mojemu miastu. Jeżeli chodzi o ludzi to stary i młody człowiek: dziadek i chłopak. Dziadek kiedyś robił dużo dla Łucka, a teraz jest na emeryturze. Ma pasję: zbiera szyszki i tworzy z nich różne ciekawe rzeczy. A młody chłopak - wierzy w swój kraj, swoje miasto, tworzy nowe, ciekawe inicjatywy i farbuje miasto w żółto-niebieskie barwy. U nas w Łucku był jeszcze konkurs: twarze miesiąca. Wybieraliśmy 10 osób z największą ilością polubień. Potem było głosowanie, wygrywała jedna osoba. Zawsze wygrywali starzy ludzie.

Jadąc do Lublina, wiedziałaś już, że będzie lubelska edycja twojego projektu. Czym lubelska koncepcja różni się od tej z twojego rodzinnego miasta?

Kiedy fundacja zaproponowała mi wolontariat, a ja im, że zrobię „Twarze Lublina”. Wiedziałam, że koncepcja będzie inna. Przez pół roku myślałam, jakie powinny być „Twarze Lubina”. Pomyślałam, że w Lublinie będę fotografować tylko znanych ludzi, którzy rozwijają to miasto. Na przykład ludzi kultury, sportowców czy popularne osoby. Nie widziałam sensu fotografować wszystkich. Koncepcja jest taka, że tu fotografuje znanych ludzi, zadaję im konkretnych 5 pytań. Na te pytania bohaterowie odpowiadają. W Łucku pytaliśmy o wszystko.

Poznałaś i sfotografowałaś mnóstwo Lublinian i Lublinianek. Zrobiłaś też z nimi wywiady. Jakie są Twarze Lublina? Masz jakąś ulubioną?

Ja nie mogę wybrać ulubionej. Twarz Lublina, jak pomyślę, to człowiek kultury. W Lublinie jest fenomen tej kultury. To jest znak rozpoznawczy tego miasta. Jeżeli zebrać by ludzi, którzy tworzą, rozwijają to miasto i dają mu życie. Jeżeli zebrać ich razem to będzie twarz Lublina. Oni są w moim projekcie.

Zadam Ci teraz podobne pytania, do tych, które ty zadajesz Twarzom Lublina.

Jaki jest Lublin twoimi oczami. Za co go lubisz albo nie lubisz? Jakie znaczenie w twoim życiu ma Lublin?

Lublin to mój taki drugi dom, drugi Łuck. Poznałam tu siebie i dalej to robię. Zrozumiałam, że mogę zrobić coś sama. Lublin to miasto, które żyje bardzo aktywnie przez 9 miesięcy. Przez wakacje staje się trochę miastem duchów. Bardzo mi się to podoba, to jest czas, kiedy w Lublinie nie ma kolejek. W autobusach chyba tez mniej ludzi. Idąc ulicą jest pusto. Lublin to miasto, gdzie można się rozwijać w pracy, życiu i nie tylko.

Często się mówi "Lublin - miasto wielokulturowe”. Czy zgadzasz się z tym twierdzeniem i dlaczego?

Lublin jest miastem wielokulturowym przez 9 miesięcy. Jest tutaj dwukulturowość: Ukraina i Polska. Mieszkam już tu rok i nie byłam na wydarzeniu czysto Polskim. Na różnych wydarzeniach są, na przykład: Indyjska kuchnia, innym razem przyjechał ktoś ze Sri Lanki i będzie coś opowiadał, tam z Białorusi, Chińczycy, Rosjanie. Gdzie Polska? Gdzie? To jest może mój problem. Jest to dla mnie dziwne i zwróciłam na to uwagę.

W Lublinie mieszkają obcokrajowcy, którzy rozwijają to miasto. Do nich trzeba pójść i zobaczyć jak pracują, zobaczyć, że są. Trzeba zrozumieć, że inni ludzi tez tu są i chcą, żeby to miasto się rozwijało. Lublin jest miastem wielokulturowym przez 9 miesięcy dzięki studentom, to moja opinia. 

Jaka jest twoja wizja Twarzy Lublina?

Mężczyzna, urzędnik. Jest "biurowym planktonem". On musi pracować w urzędzie, żeby zarobić pieniądze na rodzinę. Jego dusza oddana jest muzyce lub malarstwie. Niech będzie to muzyka, te piosenki, które on śpiewa i pisze są tym, czym on żyje. Od poniedziałku do piątku jest nudnym urzędnikiem w depresji. W weekend jest energetycznym człowiekiem, który daje radość innym.

Twoja rada na dziś dla Lublinian i Lublinianek.

Bądźcie dumni z tego miasta, kochajcie Lublin, rozwijajcie to miasto. Zmieńcie mentalność. Bądźcie bardziej otwarci na nowe inicjatywy, które są nieformalne i niezwykłe dla tego miejsca.

Skomentuj

Ogłoszenia
Aktualności
Archiwum

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.