Dodał: |
Aktualizacja: |

Wchodzę na jeden z głównych polskich portali internetowych i czytam: „Śmierć 8-letniej Nikoli. Zarzuty za brak nadzoru w aquaparku dla dwóch Słowian”. Kolejny nagłówek: „Białoskórą Agatę zamordowano na jej własne życzenie. Podejrzane dwie białe, katolickie nastolatki”. I dalej: „Biały chrześcijański biznesmen, Marek Falenta, bohater afery podsłuchowej, zatrzymany przez prokuraturę”.

Oczywiście żartuję. Gdy chodzi o białych, polskich chrześcijan media nie czują się w obowiązku informować o ich wyznaniu, pochodzeniu ani kolorze skóry. Skąd więc ta potrzeba, gdy piszą o osobach innego wyznania czy pochodzenia? Może stąd, że „oczywistą oczywistością” jest, że większość przestępstw w Polsce popełniają chrześcijanie polskiego pochodzenia rasy słowiańskiej. Może trzeba zacząć o tym przypominać?

A może wcale nie trzeba? Osobiście myślę, że nie trzeba, bo ani rasa, ani narodowość, ani wyznanie nie mają znaczenia w kontekście większości przestępstw. Oczywiście słyszy się czasem o mordowaniu z przyczyn religijnych czy na tle rasowym, ale wydaje mi się to wyłącznie wygodną wymówką, aby zająć czyjeś domy, przejąć dobytek i dostęp do zasobów. Wiedząc to, co wiemy, o historii świata i walk politycznych, nie powinniśmy brać tych wymówek za dobrą monetę. Dlatego tak ważne jest, żeby media były bardziej obiektywne i zwracały uwagę na prawdziwe powody i motywacje działań, a nie skupiały się na tych, które brzmią chwytliwie i kontrowersyjnie. Przemoc motywowana religijnie jest oczywiście bardziej absurdalna i niezrozumiała niż ta uzasadniana ekonomicznie. Nagłówek „Zabił, bo chciał władzy i pieniędzy” nikogo nie zdziwi i będzie mniej „klików”. Jednak mimo wszystko uważam, że media powinny pisać prawdę, a nie liczyć odsłony artykułu, choć oczywiście rozumiem, że akcjonariusze mają inny punkt widzenia. Więc chyba pozostaje już tylko pisać, że zabił, porwał czy zgwałcił słowiański katolik z Polski. To też w końcu jakaś sensacja. Tylko inna.

Jednak dla tych, którzy nie chcą i nie muszą poddawać się hegemonii „klikalności”, stowarzyszenia pozarządowe zajmujące się migrantami, we współpracy z samymi migrantami, przygotowały „Standardy mówienia i pisania o migrantach i migrantkach w mediach”. Z rocznego monitoringu prasy wynikło, że w ponad 86% artykułów migranci i migrantki nie występują jako osoby komentujące w tekstach, które są im poświęcone. Wyobraźmy sobie, gdyby w większości artykułów poświęconych politykom nie cytowano ich wypowiedzi. Trudne, prawda? Nawet górnicy, związkowcy czy anarchiści, których media zdają się specjalnie nie lubić, są lepiej reprezentowani. Wiadomo, że łatwiej znaleźć numer telefonu do polityka niż do migranta/migrantki. Ale już odszukanie telefonu do organizacji zajmującej się migrantami i uchodźcami, która może służyć dalszym kontaktem, w czasach Google nie powinno być znowu aż tak trudne. Tymczasem w materiałach dziennikarskich wypowiadają się głównie urzędnicy, którzy ze specyficznym i często tragicznym doświadczeniem migracji mają styczność zwykle tylko z jednej, wąsko zorientowanej strony. A przecież warto pokazywać dwie strony medalu i pytać ludzi, którzy do nas przyjechali, dlaczego to zrobili. Być może kochali Polskę i zawsze chcieli tu mieszkać? To też mógłby być ciekawy tekst.

Tym bardziej warto to robić, zważywszy że większość Polaków nie zna migrantów ani migrantek z krajów globalnego Południa, za to prawie każdy zna migrantów do Wielkiej Brytanii na zmywak. Może warto się tymi doświadczeniami wymieniać? Jak migrant z migrantem.

Kolejna sprawa to wrażliwość na język. Gdy piszemy, że czeka nas „zalew nielegalnych imigrantów”, to nie tylko używamy niewłaściwej metafory, bo w trzydziestoośmiomilionowym kraju przyjazd nawet miliona obywateli innych państw nie będzie „zalewem”, najwyżej mżawką, ale jeszcze tworzymy wrażenie, jakby ten fakt miał stanowić jakieś zagrożenie. Tymczasem na razie nie zanosi się na to, żeby migranci ani uchodźcy byli dla nas zagrożeniem, są raczej możliwością rozwoju zarówno kulturowego, jak i ekonomicznego. Zagrożeniem za to jest dla migrantów pozostanie tam, gdzie przebywali wcześniej. Od tego, jak ich przyjmiemy, zależy w jakiejś mierze ich postrzeganie naszej kultury. A przecież mimo wszystko większość Polaków to osoby otwarte i gościnne, więc może warto to pokazywać również w mediach, a nie tylko straszyć, że zostaniemy „zalani”? Owszem, „zalani” być może zostaniemy, ale to dopiero za jakiś czas, gdy nie powstrzymamy globalnego ocieplenia. Do tego warto zwrócić uwagę na fakt, że żaden człowiek nie jest nielegalny. Najwyżej może nie mieć odpowiednich dokumentów. Nielegalne przekroczenie granicy nie jest jednak przestępstwem, a wręcz stanowi prawo każdego człowieka zapisane w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka: „Każdy człowiek ma prawo swobodnego poruszania się i wyboru miejsca zamieszkania w granicach każdego Państwa”. Zamiast więc pisać o „nielegalnych” imigrantach, należałoby pisać o migrantach „nieudokumentowanych”. Każdemu przecież może się zdarzyć brak odpowiednich dokumentów. Tym bardziej gdy ucieka się przed wojną czy prześladowaniem.

 

Jaś Kapela

Krytyka Polityczna

Skomentuj

Warto, zeby każdy z nas przyjął kogos z migrantów (w jakikolwiek sposób - odwiedzić ośrodek dla uchodźców, bedzie szok, i spotkac ich przy okazji różnych akcji albo przejść się do centrum ich skupiającego. Jak na razie mowa jest o żelaznym wilku.
Ogłoszenia
Aktualności
Archiwum
Warto poczytać
Finansowanie projektów migracyjnych

Do 13/12/2016 można składać wnioski z zakresu ochrony dzieci migrujących:
Pierwszy nabór dotyczy budowy potencjału w zakresie praw i ochrony dzieci migrujących, w szczególności kwestii

...
Czytaj dalej >
Warto poczytać

W dniu 25 marca 2008 roku zostało podpisane „Porozumienie w sprawie standardowych procedur postępowania w zakresie rozpoznawania, przeciwdziałania oraz reagowania na przypadki przemocy seksualnej

...
Czytaj dalej >
Zagrożenia w świecie migrantów

Polska wciąż pozostaje krajem zatrudniającym obywateli Korei Północnej. Co warto

...
Czytaj dalej >

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.