Dodał: |
Aktualizacja: |

Napisanie tekstu, który wyczerpywałby temat handlu ludźmi, jest niemożliwe – temat jest obszerny, realizowany w zamkniętym gronie kilku podmiotów, prawo właściwie nieznane, zaangażowanie aktorów społecznych nieduże, dostęp do wiedzy niewielki. Przedstawię więc kilka moich obserwacji, skupiając się trzech tematach: przybliżeniu definicji handlu ludźmi, działaniach (nie)podejmowanych w Polsce oraz relacji z migracjami.

W Unii Europejskiej temat handlu ludźmi jest ważny, dlatego głównym aktem prawnym, do którego się odnosimy, jest dyrektywa PE 2011/36/UE z 2011 roku w sprawie zapobiegania handlowi ludźmi i zwalczania tego procederu oraz ochrony ofiar i przepisy kodeksu karnego (art. 115 i 189a). 

Z moich obserwacji wynika, że definicja handlu ludźmi jest często nieznana nawet przez prawników (do tematu wrócę). Pokutuje przekonanie, że skoro pada hasło „handel”, to jest ono jednoznaczne z działaniem: „ktoś komuś musi kogoś sprzedać” – a tak nie jest. Handel ludźmi to:

Werbowanie, transport, przekazywanie, przechowywanie lub przyjmowanie osób, w tym wymiana lub przekazanie kontroli nad tymi osobami, z zastosowaniem groźby lub przemocy bądź innych form przymusu, uprowadzenia, oszustwa, podstępu, poprzez nadużycie uprawnień lub wykorzystanie sytuacji bezbronności, lub też wręczenie lub przyjęcie płatności lub korzyści dla uzyskania zgody osoby sprawującej kontrolę nad inną osobą, w celu wyzysku.

Wyzysk obejmuje, w szczególności, wyzyskanie innych osób do prostytucji lub innych form wykorzystywania seksualnego, przymusową pracę lub służbę, w tym żebractwo, niewolnictwo lub praktyki podobne do niewolnictwa, zniewolenie, wyzyskiwanie do działalności przestępczej lub usunięcie organów.

Może od razu dodam, że w ramach Krajowego Planu Działań Przeciwko Handlowi Ludźmi Ministerstwo Spraw Wewnętrznych oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej na wszystkie działania w 2015 roku (prewencja, identyfikacja, wsparcie ofiar, edukacja, współpraca i in.) przeznaczyły kwotę 1 mln 293 tys. zł. Nie dziwi zatem, że na krótkim szkoleniu o handlu ludźmi dla naszej organizacji usłyszeliśmy, że w Polsce wykrywa się około 1% ofiar. Oczywiście pieniądze to tylko symboliczny wyraz zaangażowania w temat.

Moje odczucie jest takie, że w Polsce ofiary handlu ludźmi, a już zwłaszcza cudzoziemcy i cudzoziemki, po prostu nie są istotni. Bardzo niewiele osób/organizacji upomina się o ich prawa, ofiary te nie mają swoich lokalnych rzeczników (choć w UE są organizacje prowadzone przez kobiety, tzw. ocalone – survivors – z handlu ludźmi). Nie jest upowszechniana wiedza o zjawisku, nie są wdrażane strategie prewencyjne, walka z popytem itd. Według mnie środki oraz waga przywiązywana do zjawiska są na tyle niskie, że identyfikacja ofiar następuje wtedy, gdy same zatelefonują do organizacji pomocowych albo „przez przypadek” spotkają przeszkolonego i rozsądnego przedstawiciela straży granicznej czy policji.

Cudzoziemskie ofiary handlu ludzi stanowią ok. 20% ofiar wykrywanych w Polsce, ale już w przypadku udzielania wsparcia przez Krajowe Centrum Interwencyjno-Konsultacyjne (KCIK) dla polskich i cudzoziemskich ofiar stanowią blisko połowę. Skala zjawiska, w świetle danych dostępnych na stronie KCIK-u, to w sumie 1527 ofiar w latach 2009–2011, w tym 279 cudzoziemców/cudzoziemek. Gdybym była złośliwa, powiedziałabym, że na identyfikację większej liczby ofiar nie ma pieniędzy. Nie jest to specyfika tylko Polska – organizacje pracujące na tym obszarze w całej Unii wskazują, że brakuje pieniędzy m.in. na pracę operacyjną policji. Przestępcy wyzyskujący ofiary posługują się znakomitymi strategiami ukrywania swoich działań. By dotrzeć do ofiar, potrzebne są wola, czas i pieniądze.
O ile niedofinansowanie jest kwestią ogólnoeuropejską, o tyle polską specyfiką jest brak perspektywy genderowej w analizie i przeciwdziałaniu zjawisku. W samej dyrektywie czytamy: uznaje się fakt, że zjawisko handlu ludźmi jest silnie powiązane z płcią oraz że kobietami handluje się w innych celach niż mężczyznami. Dane Eurostatu (raport 2015)[Źródło: https://ec.europa.eu/anti-trafficking/sites/antitrafficking/files/eurostat_report_on_trafficking_in_human_beings_-_2015_edition.pdf] za ostatnie trzy lata pokazują, że 80% zarejestrowanych ofiar to kobiety. Spośród nich 85% było ofiarami seksualnego wykorzystywania. Spośród mężczyzn 64% miało narzuconą pracę przymusową. Ogólnie 69% wszystkich ofiar handlu ludźmi jest wyzyskiwanych seksualnie, 19% wykonuje pracę przymusową, a 12% stanowią ofiary handlu narządami, przymuszania do czynności kryminalnych, sprzedaży dzieci i innych.

Wśród zarejestrowanych ofiar – obywateli/obywatelek UE – dominuje pięć krajów pochodzenia: Rumunia, Bułgaria, Holandia, Węgry i Polska. Ofiary spoza UE pochodzą głównie z Nigerii, Brazylii, Chin, Wietnamu oraz Rosji. W całej UE w latach 2010–2012 zarejestrowano 30 146 ofiar handlu ludźmi. W tym czasie prowadzono 8805 postępowań sądowych przeciwko handlarzom. W Polsce ponad połowa spraw dotyczy przymuszania do prostytucji.

Dyrektywa nakazuje krajom unijnym walkę z popytem na „pracę” ofiar handlu ludźmi. Wiadomo, że większością ofiar „handluje się” w celu wykorzystywania seksualnego. Zatem z 30 146 ofiar ponad 24 tys. było kobietami wyzyskiwanymi seksualnie. Skandynawia i Francja wprowadziły i wprowadzają prawa, które karzą kupującego „usługę seksualną”. Za takimi rozwiązaniami i przeciw nim istnieje wiele argumentów. Do mnie przemawia jeden: jeżeli 24 tys. kobiet (a pamiętajmy o bardzo niskiej skali identyfikacji ofiar) zostało poddanych niewolnictwu seksualnemu niejako „w pakiecie” rynku usług seksualnych, to jest to dla mnie koszt nie do zaakceptowania, z którym powinno się aktywnie walczyć.

W przypadku cudzoziemców przyjeżdżających do Polski w procederze handlu ludźmi uczestniczą agencje pośrednictwa pracy. Wiadomo, że w czasie większych i nagłych, niezaplanowanych migracji na desperację migrantów czyhają handlarze ludźmi. Organizacje kierujące działania do migrantów/migrantek powinny docierać z taką informacją do różnych lokalnych podmiotów i ściśle z nimi współpracować, ponieważ mogą zidentyfikować ofiarę – ale rzadko są w stanie.
Ani dyrektywa, ani definicja handlu wg kodeksu karnego nie są w Polsce powszechnie znane. W Trójmieście media opisywały kilka miesięcy temu sprawę braci, którzy stworzyli strukturę w rodzaju sekty, zastraszali kobiety, uzależnili je od siebie, wytatuowali im ciała hasłami typu „moja dziwka” i zmuszali do wykorzystywania seksualnego w swoich burdelach. Ich ofiarą padło blisko 70 kobiet, Polek z małych miejscowości. Prokurator oskarżył ich o stręczenie, a nie handel ludźmi (pierwsza kwalifikacja zakłada wyrok maksimum 3 lat, druga – minimum 3). Mimo licznych interwencji – medialnych w „Gazecie Wyborczej” ukazał się tekst dotyczący tej sprawy, pod którym były setki komentarzy przeciwko takiemu oskarżeniu), w MSW i KCIK-u – sprawą nikt się nie zajął. Uważam, że takie postępowania to kwestia genderowa, bazująca na przekonaniach o „naturalności” prostytucji i stereotypach prostytutek, których nie będę przytaczać.
Jednocześnie, co jest podkreślane w Komisji Europejskiej przez cały zespół ds. przeciwdziałania handlu ludźmi, najlepsza prewencja to skuteczne stosowanie prawa, stanowiąca obowiązek państw członkowskich wynikający z dyrektywy.

W dyrektywie czytamy również, co jest ważne z perspektywy trzeciego sektora:

Państwa członkowskie powinny zachęcać do pracy w tej dziedzinie organizacje społeczeństwa obywatelskiego i ściśle z nimi współpracować, w tym z uznanymi i aktywnie działającymi w tym obszarze organizacjami pozarządowymi zajmującymi się ofiarami handlu ludźmi.

Wiadomo, że „ścisła współpraca” jest fikcją. W Polsce współpracuje się jedynie z aktywnie działającymi w tym obszarze organizacjami pozarządowymi zajmującymi się ofiarami handlu ludźmi, pozostawiając większość organizacji poza obiegiem informacji, nie rozwijając ich kompetencji w zakresie identyfikacji i wsparcia, nie naciskając na rzecznictwo i inne inicjatywy, które mogłyby wpłynąć na walkę z problemem.

[Ofiarom] należy zapewnić wsparcie i pomoc przed rozpoczęciem postępowania karnego, w trakcie tego postępowania i przez odpowiedni czas po jego zakończeniu. Państwa członkowskie powinny przewidzieć środki na udzielanie pomocy ofiarom, a także na ich wsparcie i ochronę. Tylko za co?
Trzeba również pamiętać, że cudzoziemska ofiara handlu ludźmi (uznana za ofiarę przez właściwy organ) ma prawo ubiegać się o pobyt czasowy w Polsce. Pytanie, czy służby dokonujące identyfikacji to wiedzą oraz – co istotniejsze – czy chcą uświadomić ofiarę odnośnie do tego prawa. Czy odwrotnie: jeśli nie toczy się postępowanie, zobowiązują ją do jak najszybszego opuszczenia Polski? Jestem przekonana, że gdyby cudzoziemskie ofiary handlu ludźmi miały świadomość, że przysługuje im prawo zalegalizowania pobytu, byłoby znacznie więcej identyfikacji. Teraz same ofiary często myślą, że są przestępcami z powodu przebywania gdzieś nielegalnie. Nie uważam również, że uświadamianie tych praw otworzyłoby lawinę nieuczciwych zgłoszeń cudzoziemców podszywających się pod ofiary, by uzyskać kartę pobytu, jak się niekiedy słyszy. Handel jest złożonym zjawiskiem, które bada się na wielu wskaźnikach – nie wypada więc używać tego argumentu, pozbawiając tym samym ofiary dostępu do możliwej ochrony.

Warto również wiedzieć, że dyrektywa 2009/52/WE przewiduje kary dla pracodawców zatrudniających obywateli państw trzecich (nielegalnie przebywających na terytorium Unii), którzy mają świadomość, że pracownik/pracownica jest ofiarą handlu ludźmi. Najtrudniejsze w egzekwowaniu tego prawa w całej UE jest kwestia udowodnienia, że pracodawca lub nabywca usług dostarczanych przez ofiarę handlu rzeczywiście o tym widział.

Na koniec wrócę do definicji handlu ludźmi i dwóch pogrubionych przeze mnie terminów: przechowywanie oraz wykorzystanie sytuacji bezbronności. Oznacza to, że ofiarą handlu jest na przykład osoba przetrzymywana w domu i zmuszana do niewolniczej pracy (częsty proceder w domach dyplomatów chowających się za immunitetami). Również taka, która „dobrowolnie” podjęła decyzję (w sytuacji bezradności/braku wyboru). Prawo stoi po stronie ofiar i znakomicie byłoby, gdybyśmy tę wiedzę upowszechniali.

 

Marta Siciarek – prezeska Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek w Gdańsku, członkini Obywatelskiej Platformy Przeciwko Handlowi Ludźmi przy Komisji Europejskiej. Koordynatorka m.in. projektu „Przeciwdziałanie różnym aspektom przemocy wobec migrantek”.

Skomentuj

Aktualności
Archiwum

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.